PUPA SUMMER IN L.A. - holo eyeshadow 001 Long Island, matt shaping lipstick 001 Strawberry Caipinha oraz Light Me 001 Cocktail Chapmagne

16 września 2018

Cześć pięknoty!

Dawno mnie nie było, więc mam sporo do nadrobienia w tym blogowym świecie, a i sporo do pokazania.
Zacznę od przepięknej kolekcji marki PUPA, której opakowania mnie zachwyciły!
Summer in L.A., bo to o niej mowa, pełna jest mocnych, wyrazistych kolorów oraz błysku, a wszystko to zostało zamknięte w uroczych opakowaniach, które idealnie wpasowują się w całą kolekcję. 
Jest wesoło, jest interesująco i jest pięknie (na skórze), o czym będziecie mogli się przekonać podczas oglądania poniższych zdjęć, tak więc gorąco was zapraszam do czytania i przeglądania - klikajcie czytaj dalej i do dzieła!


Cała kolekcja składa się z kilku mazideł, w tym z kredki do powiek Multiplay w odcieniach 69 Cuba Libre oraz 70 Mai Tai


Matt shaping lipstick, czyli matowej pomadki w sztyfcie w odcieniach 001 Strawberry Caipinha, a także 002 Spritz

Pięknych holograficznych i wodoodpornych cieni do powiek holo eyeshadow, także w dwóch odcieniach: 001 Long Island i 002 Sex on The Beach 

 Blush Me, czyli różu do policzków w kolorze 001 Strawberry Caipiroska
 Rozświetlacza Light Me w kolorze 001 Cocktail Champagne
Oraz dwóch lakierów do paznokci w mocnych odcieniach: 182A Strawberry Caipiroska i 183A Sweet Spritz

W moje ręce z tych wszystkich cudaków trafiły trzy kosmetyki, więc to właśnie one będą dzisiaj zaprezentowane. 
Opakowania jakie są, każdy widzi i nie ma niby sensu pisaniach o nich choćby słowa, jednak tak bardzo mi się one podobają, że muszę napisać nawet więcej jak słowo;) 
W pięknych, kolorowych kartonikach (dwa żółte i jeden turkus) znalazłam plastikowe cudeńka w odcieniach mocnego, cudnego różu oraz łososia. Naprawdę już same opakowania cieszą oczy!






Ich zawartość jest równie przyjemna dla oczu. 
Wodoodporny, holograficzny cień w odcieniu 001 Long Island, od razu mnie zachwycił i bardzo żałuję, że nie udało mi się uchwycić na zdjęciach jaki jest piękny.






Producent zaznaczył, że jest to pudrowy cień, który podczas nakładania zmienia się w kremowy. Ma być wyjątkowo łatwy w aplikacji i szybko ma utrwalać się na powiecie i z tym się mogę zgodzić - chociaż produkt ten posiada też mały minus. 
Odcień, który posiadam, ma bardzo ciekawy kolor. Jest to połączenie złocistego, dość jasnego brązu, który ma różowe podbicie, dobrze widoczne w świetle, oraz malutkie, fioletowe tliki. Jest przepiękny! 
Konsystencja również jest na ogromny plus! 
Pod palcami robi się bardzo delikatna i świetnie przyczepia się skóry. Tworzy jednolitą, mocno błyszczącą warstwę na skórze, która w mocniejszym świetle wygląda genialnie. 
Znacznie lepiej jednak nakładać ten cień palcem, szybciej doczepia się skóry, niż kiedy używałam pędzli (chociaż klasyczna pacynka sprawdza się całkiem dobrze).
Po chwili od aplikacji, cień faktycznie jakby zasychał na powiekach, tworząc skorupkę, która mocno siedzi na skórze. Jedyny minus jaki zaobserwowałam jest taki, że przy użyciu niektórych pędzli, cień, a właściwie te fioletowe tliki w nim zawarte, lubią pojawić się na policzkach, koło nosa czy pod oczami - ciężko jest się ich wtedy pozbyć, jeżeli mamy już full mejkap na twarzy.
Sam cień natomiast jest przepiękny, unikatowy i tworzy prawdziwy efekt wow!



Kolejny produkt to matowa szminka do ust, która wcale taka matowa nie jest. 
Matt shaping lipstick, w odcieniu 001 Strawberry Caipinha, to mocny, wyrazisty róż, który ma przyjemną, kremową konsystencję i świetną pigmentację. 
Jedwabista konsystencja o wysokiej koncentracji pigmentów, zawiera matujące pudry oraz nawilżające woski. 
Szminka dobrze kryję, nie wysusza ust i dobrze się na nich utrzymuje. Dzięki kształtowi sztyftu, dobrze się ją nakłada, nawet bez użycia konturówki do ust. Utrzymuje się długo, chociaż oczywiście podczas jedzenia czy picia powoli się ściera i trzeba ją poprawiać. 
Nie odczuwałam żadnego dyskonfortu podczas jej noszenia na ustach, skóra nie była nieprzyjemnie ściągnięta, a to już jest ogromnym plusem.




Ostatnim produktem jest rozświetlacz Light Me w odcieniu 001 Cocktail Champagne. Jest to typowe, dość ciemne, stare złoto z widocznymi drobinkami. 


Produkt ma miękką, kremową konsystencję, która po aplikacji zmienia się w puder. Producent twierdzi, że rozświetlacz nadaje skórze bursztynowy blask i faktycznie coś w tym jest. Na pewno jest to produkt, który sprawdzi się u osób z opaloną lub śniadą karnacją, u reszty będzie za ciemny (chyba, że użyty zostanie jako rozświetlający puder brązujący). Podczas testów moja skóra była już znacznie jaśniejsza jak po powrocie z urlopu, ale jednak wciąż trochę opalona, chociaż możecie zauważyć, że tam, gdzie była ona jasna, kolor rozświetlacza jest wyraźnie widoczny (pod łukiem brwiowym).


Produkt znajduje się w zakrętce, z której zbiera go gąbeczka załączona w drugiej części opakowania. Jest ona elastyczna i dość miękka, jednak przy takich produktach wiadomo, że trzeba zachować ostrożność aby przypadkiem nie "ściągnąć" części podkładu czy też korektora.



Sam produkt początkowo wzbudził u mnie mieszane uczucia. Nie przepadam za taką formą aplikacji, a ze względu na konsystencję, nakładanie pędzlem nie wchodzi w grę (można jedynie próbować małą gąbeczką do makijażu). Do tego dość ciemny kolor i te drobinki. 
Spodziewałam się, że będą one migrować po całej twarzy i po chwili trafi mnie coś (najwcześniej szlag), bo wszędzie będzie blink blink! o dziwo, efekt jaki ten produkt zapewnia na twarzy, całkowicie rozłożył mnie na łopatki. 







Wygląda przepięknie! a w słońcu czy mocniejszym świetle, to prawdziwe mistrzostwo. 
Widoczny, mocny, taki mokry błysk!
Rozświetlacz, a dokładniej drobinki w nim zawarte, nie są tak bardzo widoczne i nie migrują po twarzy (chwała za to!), a sam produkt długo się utrzymuje. 
Podczas aplikacji wydawało mi się, że niewiele rozświetlacza zostaje na mojej skórze. Wydawało mi się również, że nie za bardzo widać jakikolwiek błysk, jednak jak widać, myliłam się;)

Poniżej swatche wszystkich trzech produktów, od lewej cień, szminka i na końcu rozświetlacz. 
Produkty można kupić w perfumerii Douglas i w perfumeriach prywatnych:)







Spodobało wam się cos?
Co najbardziej was zaciekawiło?

PROPONOWANE POSTY:

1 komentarze

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

I N S T A G R A M