4 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły #6

6 maja 2018


Przy takiej ilości mazideł, które kupuję, nie da się zapobiec kupieniu czegoś, co niestety nie zawsze się u mnie sprawdzi. Czy to ze względu na mój rodzaj cery, fakt że kosmetyk oksyduje lub uczula mnie, czy najprościej w świecie, dlatego że jego trwałość jest do czterech liter. Wiele by wymieniać, na pewno same dokładnie wiecie o co chodzi. 
Dzisiaj będzie właśnie trochę narzekania na produkty, które się u mnie nie sprawdziły, oraz te, do których po prostu mam pewne ALE. Jeżeli jesteście ciekawe co też nie przypadło do gustu mej mieszanej cerze, to zapraszam do dalszego czytania.


1. Essence, cień pojedynczy, odcień 01 Go Goldie!
Cień, o którym pisałam w poście dotyczącym cieni, które świetnie sprawdzają się jako rozświetlacze do policzków (TU post). Ten cień sprawdza się znacznie lepiej właśnie w roli rozświetlacza, jak w tym, do czego został stworzony. Nie wiem jak to jest możliwe, ale cień za nic nie chce się "przenieść" na powiekę. Kiedy robię swatche, wszystko jest pięknie, kiedy aplikuję go pędzlem na twarz, również jest cacy, ale kiedy tylko próbuję nałożyć go na powieki, nie ważne czy palcem, czy pędzelkiem (próbowałam już różnymi), to niestety jest baaaaardzo słabo. Jest bardzo subtelny błysk, ale na prawdę jest to może 5% tego, co ten cień potrafi. Marzyłam, że nada on moim powiekom piękne rozświetlenie, a tu kiszka. Na szczęście  kosztuje on 7zł, a że kupiłam go w promocji, to nie straciłam za dużo. Zresztą, do policzków się nadaje;)


2. The Balm, Cindy-Lou Manizer
Kolorówkę tej marki bardzo lubię i zwykle produkty z tej stajni sprawdzały się u mnie znakomicie. Miałam nadzieję, że tak będzie i w tym przypadku, ale jak wiemy, nadzieja matką głupich. Słyszałam opinie, że ten produkt ma kolor szynki, dlatego nie śpieszyłam się z zakupem i rozmyślałam nad nim kilka miesięcy. Oglądnęłam masę zdjęć, przeczytałam sporo opinii i stwierdziłam, że jednak może się u mnie sprawdzi. 


Może być nawet do stosowania na puder brązujący, a co tam, będzie chociaż fajny błysk. Kupiłam, dostałam, otworzyłam, zrobiłam małą rybkę z usteczek i stwierdziłam, że nie do końca tego się spodziewałam, ale wyrodną matką kosmetyczną nie jestem, więc na pewno pokocham i to stworzenie. Los chciał inaczej i po wielu testach, kombinowaniu, mieszaniu z innymi produktami, muszę przyznać, że no nie jest to moja bajka. Kolor jest bardzo dziwny, faktycznie jak taka szynka naszprycowana różnymi rzeczami. Nie umiem tego wyjaśnić, ale niestety na mojej skórze, nie ważne czy nałożony solo, czy też na inny produkt, ten rozświetlacz/róż wygląda brzydko. Świnkuje, nie nadaje takiego ładnego błysku jak Mary, no i czterech literek nie urywa.


3. Laura Merciere creme eye liner, odcień graphite
Eyeliner, który miał przetrwać wszystko, nawet apokalipsę, jak karaluchy!
Jako posiadaczka dość tłustej skóry powiek, poszukuję produktów, które nie będą się po kilku godzinach rolowały, czy też odbijały na moich powiekach, bo nie ukrywam, w pracy mogą dziwnie na mnie patrzeć kiedy z jednej kreski na powiekach nagle robią się dwie, i to w dość dziwnych kształtach. O tym cudeńku naczytałam się sporo pozytywnych recenzji,że trwały, że piękny kolor, że boska konsystencja, że czasami jak mu się chce to i obiad ugotuje. No i kupiłam w takim ciekawym kolorze, jakim jest graphite. 


W opakowaniu wygląda bardziej jak khaki, natomiast tak naprawdę jest to grafit z domieszką khaki i wygląda to naprawdę bardzo interesująco i oryginalnie (nie widziałam takiego koloru wśród innych marek). Konsystencja faktycznie boska, miękka, łatwo się ją nabiera na pędzelek, pięknie się ją nakłada, sunie jak miękkie masełko! jest prawdziwie bosko! nie ma prześwitów, w miarę szybko zasycha, nie kruszy się. Niestety, nie wytrzymuje też na moich powiekach nawet tych 6 godzin. Po pewnym czasie od aplikacji, eyeliner zaczyna się ścierać i odbijać na powiekach. Nie ważne jakich cieni użyję, której bazy, jakiego pędzla czy jaka pogoda jest na zewnątrz. Po prostu spierdziela z tych powiek i widzę tylko jak ta moja gotówka wyłożona na niego ucieka razem z nim. Dla porównania, eyeliner Maybelline, który kosztuje 36-37zł wytrzymuje cały dzień!! maluję się po 5 rano, zmywam mejkap ok.20 i on wciąż trwa!

 

4. Golden Rose smart lips, odcienie 01 i 09
Żeby nie było, kolorówkę GR lubię, niektóre produkty nawet bardzo (matowe kredki i szminki do ust są fenomenalne!), więc na te produkty napaliłam się jak frytki na ketchup, a w moim przypadku i sos czosnkowy. Naczytałam się wspaniałych opinii, pooglądałam zdjęcia i wybrałam dwa, dość jasne odcienie, bo 01 i 09. Może i to był błąd, może ciemne kolory sprawują się znacznie lepiej, nie wiem, wiem jednak, że z tych zadowolona tak do końca nie jestem.
Konsystencja jest dla mnie trochę słaba, bardziej przypomina lżejszą wersje wazeliny, która nie nawilża tylko tak dziwnie natłuszcza usta i "ślizga się" po nich. Produkt nie wżera się w usta jak inne produkty GR, które miałam przyjemność używać, ale ok, tragedii nie ma. 


Gorsze jest natomiast to, że nałożone w większej ilości natychmiast zaczynają się rolować i wchodzić we wszelkie załamania na skórze. Niemiłosiernie podkreślają też wszystkie nierówności, więc jeżeli ktoś ma ciemne z natury usta i chciałby je rozjaśnić tymi produktami, to niestety jest kiszka, bo w większej ilości od razu tworzy się nieestetyczna linia. U mnie sprawdzają się tylko i wyłącznie kiedy delikatnie wklepię je w usta. Nie czuję żadnego nawilżenia, czuję tylko taką dziwną powłokę na ustach, która nie jest dla mnie przyjemna, a do tego nie utrzymuje się na nich za długo. Może skuszę się kiedyś na jakiś ciemny odcień, tak żeby móc porównać czy i on się u mnie nie sprawdzi, czy może stanie się ulubieńcem, jednak póki co, nie spieszę się z zakupem.
 

Poprzednie części:

PROPONOWANE POSTY:

30 komentarze

  1. Ja się Golden Rose nie tykam. Zraziłam się bardzo do marki kilka lat temu jej lakierami do paznokci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TO tak jak ja, nie kupuje i juz,

      Usuń
    2. oj, a co to było nie tak z tymi lakierami? kilka miałam i nie było większych problemów

      Usuń
  2. Bardzo dowcipne podsumowanie :-)))
    Cóż nie zawsze zakupy sie udają :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię GR i używam, a tu takie rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety z tymi produktami akurat się nie polubiłam:/

      Usuń
  4. Chyba też zacznę robić takie zestawienia. Akurat na szczęście nie znam tych produktów których nie polubiłaś w tej części ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! osobiście bardzo lubię takie posty:) podobnie jak i te zakupowe;)

      Usuń
  5. Marka Golden Rose mnie nie przekonała niczym, nie znalazłam nic co mnie szczególnie poruszyło.
    A Cindy faktycznie ma dziwny kolor zdecydowanie wolę Mary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również!:) CIndy to była jednak wtopa, a szkoda, bo mogło być pięknie;)

      Usuń
  6. U mnie Golden Rose też mnie nie przekonała do siebie. Pomadki mi wysuszyły usta na amen, lakiery też tyłka nie urwały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pomadki dość lubię, chociaż po kilku godzinach czuję, że moja skóra na ustach woła o ratunek, więc aż takiego szału nie ma;) no tyłka nie urywa jak to napisałaś:D

      Usuń
  7. Zadnego z tych kosmetyków nie miałam i na pewno nie kupie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u Ciebie akurat by się coś sprawdziło:)

      Usuń
  8. Szynkowa Cindy :D. U mnie z The Balm sprawdziły tylko matowe szminki, jakoś nie pokochałam hitów w postaci Mary i Mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę coś, że to Ty zaczęłaś tak nazywać Cindy;) muszę kupić jakieś maty! ze szminkami u mnie kiepsko jeżeli chodzi o TheBalm;)

      Usuń
  9. Nie miałam żadnego z tych produktów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cindy- Lou też u mnie się nie sprawdziła i poszła w świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jednak trochę dziwne mazidło pod względem koloru;)

      Usuń
  11. nie miałam żadnego z nich. U mnie często pielęgnacja twarzy się nie sprawdza ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba jeszcze gorzej jak z kolorówką:/ a co ostatnio się nie sprawdziło?

      Usuń
  12. Nie znam tych produktów i nie mam ochoty poznać

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam tych produktów,ale przeczytałam z zainteresowaniem Twoją opinię :) I przyznaję, też lubię eyeliner Maybelline ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eyeliner Maybelline to prawdziwe cudo!:)

      Usuń
  14. Zanim kupiłam Mary długo zastanawiałam się czy Cindy nie będzie lepsza, jednak dzisiaj wiem że Mary jest miłością mojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to dobrze zrobiłaś, że jednak zdecydowałaś się na Mary - CIndy aż taka szałowa według mnie nie jest;)

      Usuń
  15. Miałam w koszyku pomadkę Smart Lips, dobrze że nie wyszło :) Cindy miałam, używałam trochę bardziej jako rozświetlający róż :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakoś nie ciągnie mnie do kosmetyków GR.

    OdpowiedzUsuń
  17. nie miałam żadnych z tych prodkutów;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

I N S T A G R A M