Zakupowo - Essence | Organic Shop | Annabelle Minerals | Golden Rose | Bell | Wet n Wild i inne

17 marca 2018


Dawno nie było już postu z nowościami kosmetycznymi, więc oto przed wami taki zbiór zdobyczy z ostatnich tygodni, a nawet i kilku miesięcy (kolejne nowości już czekają na zdjęcia;)).
Niektóre kosmetyki kupiłam po raz kolejny, bo bardzo je polubiłam, inne, bo była taka potrzeba (po wakacjach okazało się, że wszystkie podkłady są dla mojego ryjka za jasne), a jeszcze inne ot tak, jak to kobieta ma w zwyczaju.
Wśród tych mazideł znalazłam kilka prawdziwych perełek, dlatego mam nadzieję, że klikniecie czytaj dalej i może dacie się skusić na małe zakupy?
Podczas promocji w Super-Pharm postanowiłam przygarnąć swoją pierwszą czekoladę, czyli paletkę Makeup Revolution w wersji I Death by Chocolate.
Paleta bez wątpienia pięknie się prezentuje i jest solidnie wykonana, więc na promocji -50% warto było się skusić aby rozpocząć testy i przekonać się, czy i mi ona tak bardzo przypadnie do gustu, jak większości dziewczynom.


Kolorystycznie czekoladka jest bardzo "moja". Odcienie neutralne, idealne do dziennego makijażu, ale coś mocniejszego też się da wyczarować przy jej użyciu. Są tu maty, ale nie brakuje również bardziej rozświetlających odcieni. Niby jest cudnie i powinno być wszystko ok, ale no tak jakoś ciężko mi się z nią polubić.


Również w tym samym przybytku zła kupiłam paletkę na wkłady Essence i pojedyncze cienie w neutralnych odcieniach. Niektóre błyszczące cienie zdążyliście już poznać w pewnym poprzednim wpisie na blogu. Pokazywałam wam jak prezentują się one na policzkach użyte jako rozświetlacze (TU post).


Bez wątpienia sporym plusem samej paletki i wkładów, jest ich cena. Za pojedynczy cień trzeba zapłacić coś 5zł, za paletkę natomiast 7zł, a że promocja obejmowała oba produkty, to cena była przez połowę niższa i miałam nadzieję, że uda mi się upolować naprawdę fajne mazidła w tak niskiej cenie. 



Pozostając w temacie cieni, to kupiłam kolejny raz Maybelline Color Tattoo, który podczas każdego makijażu służy mi jako baza pod cienie. Planuję za jakiś czas zakupić soft ochre z MACa żeby przekonać się jak on się u mnie sprawdzi, ale póki co, cieszę się z tego przyjemniaczka. Kupiłam także w Pepco dwa cienie z Makeup Revolution (5zł za sztukę), ponieważ są bardzo dobrej jakości, szczególnie biorąc pod uwagę ich niską cenę, a jeden z tych cieni zdążyłam wyrzucić, bo upadł mi na podłogę i nic już z niego nie zostało. Skusiłam się również na, póki co, najlepszy cień bazowy, który miałam, czyli jasny, żółty beżyk ze Smart Girls Get More. 



Kolejne dwa kosmetyki kupiłam również z tego samego powodu jak cień ze Smart Girls Get More; wykończyłam tusz do rzęs z Maybelline i lakier z Essie, więc podczas promocji w Super-Pharmie skusiłam się ponownie na te dwa produkty.
Tusz Maybelline był przez długi czas moim ulubieńcem, szczególnie kiedy użyłam go na żółty tusz Lovely. Niestety po powrocie do tuszu Collistara, stwierdzam że chyba żaden inny duet jak Collarista+Lovely nie wyczaruje u mnie takiego efektu wow. Tyle osób, ile wtedy pytało się mnie czy są to moje prawdziwe rzęsy, czy doczepianie, naprawdę było sporo!


Mademoiselle od Essie lubię ze względu na delikatny kolor, który sprawia, że płytka paznokci wygląda zdrowo, a całość prezentuje się bardzo subtelnie. Idealny lakier, kiedy nie wiem czym wymalować pazury. Do tego lakier jest bardzo trwały, bo u mnie spokojnie wytrzymuje 6 dni zanim zaczyna pękać na paznokciach.


O Organic Shop sporo czytałam, ale jakoś nigdy wcześniej nic z tej marki nie miałam. Wszystko zmieniło się podczas promocji w Rossmannie 2+2. 
Kupiłam dwa peelingi do ciała, maseczkę do włosów oraz masło do ciała i wiecie co? już ze względu na same zapachy warto było kupić te produkty! 
Póki co wciąż czekają w kolejce aby ich użyć, ale mam nadzieję, że bardzo się z nimi polubię i ta marka na stałe zagości w mojej łazience. 


Jako, że wciąż głównie sięgam po minerały, i raczej się to nie zmieni, od czasu, do czasu dobiję denka w podkładzie i wtedy trzeba szybko kliknąć kolejny pojemniczek, aby było co zaaplikować na ryjka. Po podkład Annabelle Minerals sięgam od dłuższego czasu. Moim ulubieńcem jest wersja matująca w pięknym, żółtym odcieniu Sunny Fair, którą kupiłam podczas większych zakupów dla siebie i siostry na stronie mintishop.
Dla siebie, oprócz podkładu, kupiłam również małe jajeczka do makijażu z Blend It!
Mam już jedno jajeczko z zestawu, ale niestety pora się z nim pożegnać, bo wyglądem może już spokojnie straszyć.
Skusiłam się też na Smart Lips od Golden Rose. Ich matowe szminki i kredki do ust bardzo lubię, a o tych produktach czytałam już kilka pozytywnych opinii, więc postanowiłam zaryzykować i kupiłam dwa, dość jasne i delikatne odcienie, 01 i 09.


Wracając do minerałów, to drugim produktem, który kupiłam na minti z Anabelle jest primer, czyli puder glinkowy. 
Zastanawiałam się czy jest sens kupować taki produkt, ale teraz, gdyby ktoś się nadal zastanawiał, śmiało mogę odpowiedzieć, że warto! Zwykle minerały ścierały mi się w ciągu dnia z nosa i okolic nosa, no ogólnie z przetłuszczającej się strefy T. Od kiedy używam primera widzę, że minerały siedzą niemal nienaruszone na twarzy. Owszem, skóra nadal się błyszczy po kilku godzinach, ale podkład już nie znika z twarzy, tak jak to miało miejsce wcześniej.


Do Biedronki chodzę po spożywkę, mam blisko, więc często tam bywam. Od pewnego czasu oprócz spożywki, interesuje mnie też szafa z kolorówką Bell, szczególnie część przeznaczona na kolekcje limitowane.
Ostatnio, choć miałam być dzielna, wzięłam dwa rozświetlacze, bazę pod cienie i jeden, najjaśniejszy sypki cień, który był ostatnio w użyciu i jego błysk na powiekach aż wgniótł mnie w fotel!


Szczerze przyznaję, że Bell od pewnego czasu tworzy bardzo dużo perełek, szczególnie w swoich kolekcjach limitowanych, więc teraz uważnie śledzę wszystkie zapowiedzi i zdjęcia nowych mazideł - żeby mi coś nie umknęło;)



Na początku pisałam wam, że niektóre kosmetyki kupiłam po urlopie, kiedy moja skóra nabrała trochę ciemniejszego odcienia. Teraz będzie właśnie o kilku takich produktach. 


Podkład Wet n Wild widziałam często na Instagramie w towarzystwie głównie samych zachwytów. Stwierdziłam, że mogę przygarnąć ciemniejszy kolor właśnie z tego podkładu i od razu przekonać się, czy warto będzie upolować wersję jaśniejszą.
Produkt bardzo polubiłam i kilka razy nawet będąc w Naturze chciałam kupić najjaśniejszy kolor, ale jak na złość, ani razu go nie widziałam. Bardzo podoba mi się jego konsystencja, efekt jaki daje na twarzy, oraz to, że nie podkreśla moich rozszerzonych porów. Naprawdę jest to bardzo przyzwoity podkład, jednak nie rozkochał mnie w sobie na tyle, abym zrezygnowała na jego rzecz z minerałów.
Wybrałam też prasowany puder, ale już w najjaśniejszym odcieniu, ponieważ czytałam, że jest to świetny, tani zamiennik pudru Hourglass. Czy tak jest, to nie wiem, ale puder całkiem nieźle sprawdza się do rozjaśniania twarzy.


Kiedy kupowałam podkład, wzięłam również dwa ciemniejsze korektory, bo przecież pod oczy też muszę coś nałożyć, a moje dotychczasowe, najjaśniejsze korektory, trochę jednak by nie pasowały do nowego podkładu.
Do tej pory używałam głównie płynnego kamuflażu Catrice, jednak ten korektor tak bardzo polubiłam, że kupiłam jaśniejszy kolor, po który sięgam obecnie podczas wykonywania makijażu.
Nie jest to może bardzo kryjący produkt, ale dobrze ukrywa moje zaczerwienienia czy też małe wypryski. Większych problemów ze skórą na twarzy nie mam, ale wydaje mi się, że ten przyjemniaczek jest za delikatny aby ukryć większe niespodzianki.


Teraz coś, co uważam za prawdziwy hit!
Na te rozświetlacze polowałam już dawno. Chciałam je kupić na ebayu, ale cena trochę mnie hamowała. Kiedy zobaczyłam, że w Naturze są dostępne te słynne rozświetlacze Wet n Wild, szybko wzięłam dwa i pobiegłam do kasy.
Kolory do najjaśniejszych nie należą i bardzo żałuję, że póki co, dostępne są u nas tylko te dwa odcienie, ale i tak warto je kupić.
Dają przepiękny błysk na twarzy!
Mają ciekawe kolory i po prostu wyglądają cudownie!


Ostatnim produktem z Wet n Wild jest szminka w płynie z serii megalast.
Liquid Catsuit w odcieniu Rebel Rose ma przepiękny, chłodny kolor, taki, którego już długo szukałam. Świetnie wygląda w dziennym makijażu.
Mocno rozmyślam nad zakupem czerwonego koloru, ale muszę jeszcze lepiej przetestować tę szminkę, aby się upewnić, czy chcę kupować kolejną sztukę, czy też nie.


Poprzednią kolekcję Bell pokazywałam wam na pewno na Instagramie (zapraszam!), ale na blogu jeszcze jej nie było.
Bell Chillout zasłynęła głównie ze względu na puder modelujący, który ma genialną pigmentację, konsystencję oraz kolor, jednak według mnie, na taką samą uwagę zasługiwały płynne szminki.
Oba kolory są piękne i idealne na dzień. Na zdjęciu może się wydawać, że są one podobne do szminki powyżej z Wet n Wild, jednak te z Bell są cieplejsze i jedna ma więcej różu (jedną ze szminek mam na ustach na zdjęciu, które możecie zobaczyć na Instagramie).


Duo do konturowania kupiłam w drogerii, chyba w Hebe. Skusiłam się na nie głównie ze względu na jasny puder, który ma fenomenalną konsystencję!
Na zdjęciu może się wydawać, że kolor pudru modelującego ma taki sam kolor jak tego z Chillout, jednak na żywo widać różnicę. 


Ostatnio wykończyłam swoją poprzednią odżywkę do paznokci, a że przed każdym malowaniem kładę coś pod lakier, to postanowiłam kupić coś innego jak zwykle. Wypadło na KillyS i odżywkę ochronną Bio, a także odżywczą oliwkę do skórek i paznokci. Póki co, z obu produktów jestem bardzo zadowolona.


Poniżej zbiór lakierów z różnych drogerii. Essie już widzieliście, więc zajmę się resztą. Lakiery Misslyn kupiłam podczas likwidacji szafy w Hebe. Na żywo kolory są znacznie żywsze. Sally Hansen kupiłam za to w Rossmannie, również sporo taniej niż wynosi ich cena regularna.


Kolejny hit przed nami.
Wiele czytałam o rozświetlaczach Becca, ale biorąc pod uwagę ile tego mam, jakoś żal było mi wydawać ponad 100zł na kolejny rozświetlacz, bo bałam się, że ten mnie niczym nie zachwyci, więc postanowiłam kupić ten zestaw podczas promocji w perfumerii.


I wiecie co? Bardzo dobrze się stało!
Okazało się, że chociaż początkowo była sceptycznie nastawiona do rozświetlacza w płynie, to to on stał się moim ulubieńcem - normalnie nigdy bym się na niego nie skusiła i przez to też nie wiedziałabym, że daje taki piękny efekt.
Rozświetlacz prasowany również jest świetny, ale no póki co wygrywa ten płynny.
Bardzo żałuję, że w ofercie nie ma jeszcze rozświetlacza w wersji Moonlight i C Pop.


Kolejne produkty, na które skusiłam się ze względu na szał na Instagramie.
Glam&Shine dorwałam w czterech kolorach, kusi mnie jeszcze jeden, ale póki co muszę przetestować te, które mam, a jeszcze nie miałam na to czasu, ze względu na ich odważne kolory, które jednak trochę nie pasują mi do pracy.



Rozświetlaczy nigdy dość! My Secret ma kilka prawdziwych perełek, a ten Disco Ball highlighter zapowiada się na kolejną gwiazdę.



Pozostając w temacie rozświetlaczy, chcę wam pokazać dwa produkty w formie sztyftu, które pochodzą z edycji limitowanych, jeden z Catrice, drugi z Essence. 
Złoty sztyft Catrice prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka, jednak kiedy trzymam go w ręce, mam wrażenie, że mogli się bardziej postarać, bo plastik jest bardzo cienki i taki...tani.
Pod względem jakości opakowania Essence wypada znacznie lepiej, natomiast jeżeli chodzi o jakość produktów, to tutaj mamy remis.


Pora znowu na coś do ust. 
Metaliczny szał robi swoje, więc kiedy zobaczyłam, że Essence ma całkiem fajny kolor z limitowanej edycji w wersji metalicznej postanowiłam zaryzykować. Dobrze zrobiłam, bo dzięki temu przekonałam się, że jednak nie do końca dobrze czuję się w metalicznych ustach;)
Błyszczyki Loreal pokazywałam wam już w kilku postach. Kolorystycznie i jakościowo bardzo podobne są do błyszczyków Chanel, które uwielbiam. 
Ten odcień świetnie rozjaśnia usta, więc sprawdzi się szczególnie przy mocniejszym makijażu oczu.
Jak widzicie kupiłam także dwa produkty Bourjois z rouge edition i w ich przypadku skusił mnie głównie kolor! Po prostu polubiłam fiolety i śliwki na ustach.
Ostatnim przyjemniaczkiem, jakiego widzicie na zdjęciu, jest kredka do ust z My Secret w odcieniu mauve. 


Pudry Healthy Balance od Bourjois kupiłam podczas ich wyprzedaży. Naczytałam się pozytywnych opinii, że tworzą efekt photoshopa na twarzy, że optycznie wygładzają skórę, że cud, miód, malina i orzeszki, więc kupiłam! Za 12 złotych można poszaleć;)


Na wyprzedaży upolowałam również szampon Isana, którego kiedyś miałam i bardzo go polubiłam. Moje włosy po jego użyciu ładnie się błyszczały i były delikatnie wygładzone. 


Na koniec znowu coś z wyprzedaży - dwa produkty z Sally Hansen. Mega Shine i Diamond Flash. Pierwszy jest dla mnie nowością, natomiast drugi kupiłam już po raz trzeci, bo sprawdzał się u mnie świetnie. 



Macie coś z tych mazideł?
A jak tam wasze zakupy;)?

PROPONOWANE POSTY:

28 komentarze

  1. Oj ja ostatnio też zakupiłam sporo kosmetyków, musiałabym się wziąć i zrobić posta z nowościami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rób! chętnie popatrzę co to ciekawego kupiłaś:)

      Usuń
  2. wowo ile tu dobroci :) Bardzo lubię podkład i korektor Wet&Wild :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardziej polubiłam się z korektorem:)

      Usuń
  3. Nie wiedziałam o tej promocji w Superpharm, bo może też bym się skusiła na pierwszą "Czekoladę"?

    Zastanawiałam się dziś, czy robić wpisy z nowościami zakupowymi i chyba będę, bo tak lubię je czytać u innych. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardzo lubię czytać takie wpisy u innych, więc chętnie poczytam co ciekawego kupiłaś!:)

      Usuń
  4. Ten primer glinkowy AM bardzo mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo go polubiłam:) kupiłam również puder glinkowy z Pixie, ale czeka na swoją kolej:)

      Usuń
  5. o nieeee xd nie kuś mnie:D mam bzika ostatnio na punkcie uzupełniania zapasów kosmetycznych bo sporo rzeczy mi się skończyło... haha nie wiem co na to mój portfel;p obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale zaszalałaś! Mam ten zestaw miniatur z Becca, cienie z my secret też <3
    Największą ochotę mam na kosmetyki Wet'n'Wild <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Woooow ile nowości! Aż nie wiadomo do czego się odnieść :D I całkiem sporo znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę tego się nazbierało przez te kilka miesięcy;)

      Usuń
  8. Testuję właśnie ten podkład :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Też się skusiłam na ten podkład z wet and wild, ale w jaśniejszym odcieniu i przyznam szczerze, że na razie jestem zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem fajny z niego zawodnik, to fakt:)

      Usuń
  10. Rozświetlacze skradły me serce! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. sporo tego ;) ja chyba mam mniej wszystkiego razem do makijażu :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dużo tego ja kolorówki mało kupuję bardziej pielęgnacja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do pielęgnacji kosmetyki oczywiście też kupuję, tylko akurat w typ poście ich nie ujęłam:)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

I N S T A G R A M