Pixie Moon Kissed Beauty i mineralne róże My Secret Mineral Rouge Powder w odcieniach Kiss and Tell, Misty Rust oraz Coral Fantasy

20 stycznia 2018


Osoby, które zaglądają tu od dłuższego czasu, wiedzą że bardzo lubię minerały. Testowanie nowych produktów wciąż sprawia mi frajdę, jednak ciągle wracam do podkładów mineralnych, bo moja skóra je lubi, a za to jak wygląda ona z minerałami, lubię je ja.
Nikogo więc zatem nie zdziwi, że coraz chętniej sięgam po inne produkty mineralne, dlatego właśnie dzisiaj będzie trochę o różach i rozświetlająco-modelującym produkcie do twarzy z Pixie, który może podbić niejedno lico!
Recenzja ta bardzo długo czekała abym ją napisała (ciągle doskwiera mi brak czasu i zła organizacja tego, który mi pozostał w ciągu dnia), ale foty na twarzy są, swatche są, więc mam nadzieję, że narobię wam chcicy na te minerały i w niepamięć puścicie długie oczekiwanie na post o tych dobrociach.

Pełnowymiarowe róże Pixie zamknięte są w wysokich pojemniczkach zawierających 3.5g produktu, ale można też kupić je w woreczkach strunowych, w których jest 1ml różu (do kupienia TU). Może się wydawać, że jest to niewiele, ale w zupełności wystarczy aby użyć go kilka razy i tym samym przetestować czy pasuje nam na licu dany kolor, jak długo utrzymuje się on na skórze i czy po prostu odpowiada nam ten produkt.
Właśnie w takich woreczkach strunowych mam trzy swoje róże, które po długich rozmyślaniach wybrałam z 20 odcieni dostępnych na stronie Pixie.


Na stronie producenta można znaleźć informacje, że produkt nie zawiera parabenów, silikonów, talku, nanocząsteczek, sztucznych barwników i substancji zapachowych, olejów mineralnych, produktów ropopochodnych, składników pochodzenia zwierzęcego (np. karmin czy jedwab).

Tak jak już pisałam ciężko było mi zdecydować jakie odcienie chcę przygarnąć, bo sporo wpadło mi w oko. Ostatecznie dotarły do mnie Kiss and Tell, Coral Fantasy i Misty Rust, z których wszystkie mi się spodobały, ale jeden tak wyjątkowo;)


Kiss and Tell, to klasyczny róż. Satynowy, który zostawia chłodne rozświetlenie. Ma srebrne podbicie i jest najbardziej rozświetlający ze wszystkich.
Coral Fantasy, opisywany jest jako ciepły róż z grupy kolorów łososiowo-różowych, czyli taki łososiowy koral. Znajdziemy w nim również bardzo niewielką ilość ciepłego brązu. Dla mnie to właśnie taki ciepły brąz, z dodatkiem brzoskwini i odrobiny różu. Mój ulubieniec!
Misty Rust jest najciemniejszy i pozostaje w kategorii brzoskwiniowo-morelowych różów. Matowy, z lekko satynowym wykończeniem. Posiada ceglaste pigmenty. Głęboki, intensywny kolor, jakby zgaszony odrobiną brązu i minimalną ilością szarości. 
Zarówno Misty Rust, jak i Coral Fantasy mają delikatnie satynowe wykończenie. Niby mat, ale tak nie do końca (mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi).




Nie zauważyłam żadnych problemów podczas aplikacji róży. No może ciut uważniej trzeba nakładać Misty Rust, ale to ze względu na mocną pigmentację tego produktu (wszystkie są dobrze napigmentowane). 
Róże są również drobno zmielone, dobrze łapią się włosia pędzla i łatwo rozciera się je na skórze (plam czy smug nie odnotowałam). Są do tego bardzo wydajne, więc nawet ta próbka w woreczku wystarczy na porządne testy. 
Co do trwałości produktu na mojej mieszanej skórze, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Po 14 godzinach na skórze kolor jest trochę mniej intensywny, ale jednak wciąż widoczny, co jest bardzo dobrym wynikiem.

Aby przybliżyć wam to jak wyglądają te róże u mnie (typowy żółtek ze mnie, dość jasny), zrobiłam kilka zdjęć, które mam nadzieję pomogą wam, jeżeli zastanawialiście się nad którymś z tych odcieni.

Na początek mój faworyt, czyli Coral Fantasy!
Przepięknie prezentuje się na skórze, świetnie wygląda przy każdym makijażu, a twarz z nim na policzkach wygląda tak delikatnie i wiosennie. W tym różu jest brąz, więc twarz sprawia wrażenie delikatnie muśniętej słońcem, po prostu jest zdrowiej i tak promiennie (zdjęcia mają różny odcień, ponieważ jedne były robione w pełnym słońcu, a inne w zwykłym, dziennym świetle).



Kiss and Tell daje widoczne rozświetlenie, co z pewnością zauważycie na poniższych zdjęciach, jeżeli przeoczyliście to na swatchach powyżej. 
Wygląda ładnie i nadaje skórze tego przyjemnego, chłodnego glow. Dla mnie jest odrobinę za chłodny, jednak i tak lubię po niego sięgać, szczególnie kiedy mam ochotę na delikatny, rozświetlający skórę makijaż, w którym subtelny glow zajmuje pierwsze miejsce. Wystarczy na szczyt kości policzkowych, w kąciki oczu i pod łuk brwiowy dać odrobinę delikatnego rozświetlacza i już jest pięknie!



Misty Rust jest najciemniejszy i trzeba się z nim delikatniej obchodzić jak z resztą. O dziwo, podczas zimowych miesięcy również sprawdza się na policzkach, podobnie zresztą jak w letnie miesiące, kiedy koloryt skóry jest ciut ciemniejszy. Odcień ciekawy, który również delikatnie konturuje twarz. 



Ciekawa jestem, który róż najbardziej wpadł wam w oko? Dajcie znać w komentarzach!

Kolejnym produktem, który ma swoją premierę na blogu, jest Moon Kissed Beauty Immediate Beaudy Powder, czyli puder rozświetlająco-modelujący. 
Jest to prawdziwe chłodne światło zamknięte w cudnym opakowaniu - tak bym go krótko opisała. 



Moon Kissed Beauty "to luksusowy puder o niesamowicie lekkiej, wtapiającej się w skórę konsystencji, zawierający unikalne, wielowarstwowe pigmenty optyczne oraz biały szafir, które nadają wielowymiarowości twarzy i cudownie ją modelują, zapewniając subtelny efekt gry światła" - zgadzam się z tym opisem w 100%. 
Puder ma bardzo delikatną, lekką konsystencję, która po roztarciu na skórze wtapia się w nią i daje bardzo subtelny efekt rozświetlenia - bez nachalnych drobinek, bez rozbielania, bez mocnego, sztucznego błysku, tylko delikates, który sprawia, że skóra wygląda promiennie i zdrowo, ale nie jak kula disco, więc śmiało można machać pędzlem na szczycie kości policzkowych, pod łukiem brwiowym czy też nad łukiem kupidyna. 
Ze względu na ten subtelny efekt, nadaje się on świetnie również na całą twarz (wystarczy delikatnie musnąć nim całą twarz), aby z szarej, zmęczonej cery stworzyć cerę pełną blasku. Oczywiście wtedy pudru dajemy mniej;)
Jest to bez wątpienia świetny produkt, dla osób, które chcą jedynie delikatne, naturalnie wyglądające rozświetlenie, ALE, jeżeli chcecie coś mocniejszego, to wystarczy użyć pudru na mokro i wtedy efekt będzie mocniejszy.


Powyżej macie zdjęcie delikatnie roztartego pudru, niżej zaś, produkt nałożony w większej ilości. Na mokro go nie używałam, bo efekt, który daje na sucho, jest dla mnie wystarczający. 


Na zdjęciach, zrobionych w słońcu, możecie zobaczyć ten delikatny błysk. 
Co do trwałości, to puder wytrzymuje 8-9 godzin, po tym czasie efekt staje się delikatniejszy, a przez to i mniej widoczny, ale ja dużo rozmawiam przez telefon i dotykam rękami twarzy w ciągu dnia, więc część winy trzeba zrzucić na to. 
Jest to jednak bardzo wydajny produkt, więc pełnowymiarowe opakowanie, które zawiera 6,5g wystarczy na bardzo długo! 





Macie jakieś produkty z Pixie?? 
Chętnie poczytam co polecacie:)

PROPONOWANE POSTY:

17 komentarze

  1. Super kolorki i polysk ma puder i róż kiss and tell! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wow nie wiem co piękniejsze: róże czy ten rozświetlający puder! ja też uwielbiam minerałki, z tej marki miałam jedynie puder matujący

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak sprawdzał się u Ciebie ten puder:)? mnie kusi jeszcze puder glinkowy, bronzer i kolejny rozświetlacz:D

      Usuń
  3. oo jak ładnie wyglądają na buzi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo ładnie wyglądają na twarzy :) ja nie mogę się jakoś przekonać do kosmetyków mineralnych, ale ostatnio widziałam u mnie w drogerii, więc prędzej czy później się pewnie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po pierwszych testach odstawiłam je na kilka lat bo bardzo mi się nie podobał efekt, wtedy w sumie dopiero były ich początki, więc zamawiałam z USA ze strony everyday minerals;) potem minerały były bardzo popularne, więcej marek, więcej formuł i tak znalazłam coś, co mi odpowiada:) może u Ciebie będzie podobnie;)

      Usuń
  5. Przecudnie się prezentują, szczególnie ten najbardziej różowy, chłodny ładny róż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo równie pięknie wyglądają:) dlatego coraz bardziej lubię minerały!:D

      Usuń
  6. Też lubię minerały. Powiem szczerze, że swatche mnie nie przekonały, za to już wtopione w makijaż bardzo mi się podobają! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeważnie tak jest:) chociaż zdarza się i odwrotnie, więc dobrze, że Tobie efekt na skórze się spodobał:)

      Usuń
  7. Lubię Pixie! Uwielbiam ich puder Kapok, lubię podkłady Amazon Gold, świetny mają też bronzer i rozświetlacz (Starlit Whispers). Ten puder rozświetlający też wygląda ładnie! (chyba mam próbkę, ale nigdy jej nie użyłam, podobnie jak z różami, ups :P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie kusi mnie ten rozświetlacz i bronzer!:) Kapoka mam, ale żal mi go używać:D
      to użyj koniecznie! może CI się spodoba:)?

      Usuń
    2. Haha jak to żal :D Używaj, toż to tylko puder :*
      Pewnie, użyję przy okazji :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

I N S T A G R A M