Zużycia, czyli garść mini recenzji Korres | Collistar | Clarins i reszta

12 grudnia 2017

Ciężko mi idzie uzbieranie pustych opakowań po kosmetykach, ponieważ najzwyczajniej w świecie automatycznie wyrzucam je wszystkie jak tylko zauważę, że mogę zrobić miejsce na coś nowego - to jest główny powód, dla którego nie widzicie tu za często postów z denkami, jednak raz na jakiś czas uda mi się przychomikować jakieś opakowania, co możecie zauważyć poniżej. 
Dlatego też dzisiaj będzie trochę o wszystkich mazidłach, które niedawno zniknęły z moich półek i kosmetyczki;) do niektórych wrócę, o innych zapomnę - które z nich należą do której kategorii? Tego dowiecie się czytając dalej.




Tusze do rzęs idą jak woda, z jednej strony dobrze, bo na rynku jest tyle nowości, że chce się ciągle testować nowe pięknoty, a z drugiej trochę szkoda pieniędzy.
Jak widzicie najwięcej jest tu opakowań po Lovely curling pump up mascara - jest to tusz, który uwielbiam i stosuję jako "bazę" pod inne tusze kiedy chcę osiągnąć efekt sztucznych rzęs. Lovely jest tani, wydajny i dobry, więc nie ma się do czego przyczepić.
Maybelline colossal to kolejny tusz, do którego wracam - cena również należy jeszcze do tej z kategorii "przyjemna", efekt bardzo dobry, brak osypywania się i dobra wydajność.
Revlon super lenght, był moim ulubieńcem, zresztą większość tuszy tej marki przypadła mi do gustu, a efekt jaki dają (oraz jaki dawał ten przyjemniaczek) mogliście zobaczyć w TYM poście.
Tusz Wibo growing lashes nie przypadł mi do gustu, niby nie jest zły, ale łatwo sklejał rzęsy i efekt nie podobał mi się na tyle, abym do niego wróciła, podobnie zresztą jak w przypadku miniaturki tusza Chanel, za to Smashbox Hyperlash spisał się świetnie, jednak pod koniec dawał już nieco popalić, więc to ostudziło moje zapędy do zakupu pełnowymiarowego opakowania.


Eliksir odżywczy Elseve z L'oreala bardzo lubiłam i szczerze żałuję, że już skończyłam kolejną butelkę. Żałuję tego tym bardziej, że ciężko mi upolować tę wersję, a inna nie bardzo mi odpowiada, więc pozostaje dalej szukać i w między czasie testować inne olejki do kudłów.
Marion spray regenerujący ocet & malina, to taki bajer, który o dziwo działa i ładnie nabłyszcza włosy! Kosztował niewiele, więc na pewno do niego wrócę.


Jedna część szamponów przed wami. Tak właściwie, to żaden z nich nie wyróżnił się jakoś szczególnie, ale też żaden nie zaszkodził. Nie spowodowały u mnie łupieżu, nie powodowały elektryzowania się włosów, przyjemnie pachniały, więc można napisać, że były ok. Seboradin lubię, wracam do niego na przemian z Dermeną i innymi szamponami tego typu, bo uważam że jednak jakiś wpływ na hamowanie wypadania włosów u siebie zauważyłam, ale nie jestem w stanie napisać, po którym dokładnie szamponie to się stało - zapewne po wszystkich;)


Kolejny zużyty szampon to Gliss Kur, który miał przyjemny zapach, dobrze czyścił skórę głowy i ogólnie był ok, ale nie wyróżnił się na tyle, abym chciała do niego wrócić. Wolę jednak przetestować inne szampony.


Poza szamponami, udało mi się wykończyć kilka odżywek do włosów i jedną maseczkę. 
Syoss Oleo Rich, to odżywka, do której na pewno wrócę. Miała przyjemny, delikatny zapach, dość gęstą konsystencję, no i najważniejsze, działał! Moje włosy po użyciu tej odżywki były bardziej błyszczące i gładsze. 
Podobne, pozytywne wspomnienie pozostawiła po sobie odżywka Pantene nature fusion. Miała miodowy, cudny zapach i taki żółtawy kolor. Nie wiem czy ten produkt jest jeszcze do zdobycia, ale jeżeli gdzieś ją zauważycie, to bardzo polecam!


Niestety produkt z Dove (wersja do włosów farbowanych bodajże) nie sprawdziła się u mnie kompletnie. Zużyłam ją, bo wypadało już się pozbyć tego paskudziaka, ale nie było to zbyt przyjemne. Nie posiadam farbowanych włosów, ale miałam nadzieję, że jakaś różnica między tym, jak wyglądają moje włosy po samym szamponie, a jak po użyciu tej odżywki, będzie widoczna. Niestety nic się nie działo. 


Maseczka Schwarzkopf essence Ultime Amber&Oil, to kolejny produkt, który bardzo mi spasował. Zresztą całą seria bardzo przypadła mi do gustu ze względu na efekt jaki dawała na moich włosach. 
Zapach, działanie, wydajność - wszystko na tak! 


Oczywiście moje pielęgnacja włosów na powyższych produktach nie kończy się. Zawsze nakładam na końcówki olejek lub jedwab, aby włosy lepiej wyglądały, a końcówki były lepiej zabezpieczone. 
Zużyłam kilka buteleczek słynnego jedwabiu w płynie z Green Pharmacy oraz opakowanie olejku orientalnego z Marion. Ten pierwszy lubię za wydajność, niską cenę, oraz przyjemny zapach gumy balonowej (tak mi się kojarzy). Działa także tak jak powinien. Olejkowi Marion również nie mam nic do zarzucenia, jedyną jego wadą jest wydajność - bardzo szybko się zużywa, jednak cena nie jest wysoka (ok. 6zł).


Na zdjęciu widzicie również serum do paznokci Biovax firmy L'biotica. Serum sumiennie używałam, jednak efektu żadnego nie zauważyłam. Może u innych się sprawdziło, u mnie niestety nie, ani jeżeli chodzi o paznokcie, ani jeżeli chodzi o skórki. 


Ziołowy płyn z Kosmetyki DLA zużyłam już dawno, pełną recenzję możecie przeczytać TU, więc nie będę się powtarzać. 
Olejek do mycia twarzy z Desert Essence zamówiłam na iherb i mogłabym pisać o nim pieśni pochwalne! Produkt genialny, szczególnie dla osób, które mają cerę tłustą lub mieszaną, skłonną do zanieczyszczeń i wyprysków. 
Olejek pachnie odżywczo, zawiera olejek z drzewa herbacianego, więc sprawdza się przy cerach problematycznych. Dla mnie prawdziwy hit! na pewno kupię go ponownie.


Kolejny hicior, to antyperspirant Adidad climacool. Świetny produkt, który sprawdzał się u mnie zarówno w lecie, jak i podczas chłodniejszej pory roku. Kulka Vichy również jest moim ulubieńcem, jednak forma sprayu bardziej mi odpowiada, dlatego też to Adidas wysuwa się na prowadzenie w tym starciu (no i cenę ma przyjemniejszą).


Kremy do twarzy z Kosmetyki DLA opisywane były w poście, do którego link podałam powyżej (przy ziołowym  płynie do twarzy), tak więc możecie o nich poczytać więcej tam. 
Jeżeli chodzi o krem/fluid Sampar, którego kupiłam już daaawno temu i też dawno zużyłam, ale zapomniałam o nim napisać, to początkowo bardzo mi przypadł do gustu. Skóra po pewnym czasie była gładsza i bardziej promienna, jednak im dłużej go używałam, tym mniej mi pasował. Później zaczęłam się szybciej błyszczeć, a moja skóra sprawiała wrażenie za mało nawilżonej i takiej "plastikowej". Sam zapach też średnio przypadł mi do gustu, więc raczej zakończy się nasza przygoda na tym jednym opakowaniu. Podobnie będzie w przypadku klemu Bioderma Hydrabio legere; produkt o lekkiej konsystencji, wygodnym opakowaniu oraz przyjemnej cenie. Niestety plusy na tym się kończą. Krem nie robił nic, średnio sprawdzał się też pod makijaż, ponieważ minerały po pewnym czasie zaczynały się na nim warzyć, co nie zdarzało się przy innych produktach.


Do takiego nieudanego zakupu muszę zaliczyć również serum Dr. Scheller z granatu. No jakoś nie było nam po drodzę, chociaż nie było ono też aż takie złe. Skóra była trochę gładsza i przyjemniejsza w dotyku, ale z drugiej strony znam inne produkty, które spisują się znacznie lepiej, więc raczej wątpliwe żebym powróciła do tego produktu (czeka na mnie jeszcze to serum w wersji różanej - ciekawe czy będzie coś lepiej?).
Reszta produktów, które widzicie poniżej, to zdecydowanie udane zakupy. Krem i serum Sensilis opisywałam w osobnej recenzji TUTAJ. Wprawdzie wykończyłam je już dawno temu, ale opakowania jeszcze trzymałam, więc wrzuciłam je i w ten post;)
Krem pod oczy Decleor spisał się na piątkę z plusem! Świetnie nawilżał skórę pod oczami i sprawiał, że była ona bardziej napięta i przyjemniejsza w dotyku. Wizualnie też było widać różnicę - minusem może być jego cena, jednak był on bardzo wydajny, tak więc bardzo możliwe, że przygarnę jeszcze coś z tej marki;)


Olejek Clarinsa w wersji Hauile Lotus również świetnie się sprawdził. Kiedy skóra była podrażniona, zaczerwieniona i trochę wymęczona po moim oczyszczaniu z nieprzyjaciół, świetnie ją "wyciszał". Była wygładzona, dobrze nawilżona, a wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia znacznie złagodzone. Do tego był bardzo wydajny - jedynym minusem dla mnie jest jego zapach. Dość mocny, kadzidlany...jakoś ciężko mi było do niego przywyknąć. 


Od kilku lat kupuję filtry 50+ do twarzy, które służą mi nie tylko podczas wakacji, ale również w ciągu roku pod makijaż. Do tego z La Roche-Posay wracałam dwa razy, bo całkiem nieźle się spisywał pod makijażem przy mojej mieszanej cerze. Po pewnym czasie wydawało mi się, że ciut przesusza mi skórę i ostatecznie zmieniłam go na filtr z Vichy, ale wciąż uważam, że jest to całkiem udany kosmetyk.


Olejek do ciała Korres w wersji Santorini Vine był pieszczotą dla zmysłów; cudny zapach, który długo utrzymywał się na skórze sprawiał, że chętnie po niego sięgałam. Oczywiście także dobrze nawilżał, więc jest zużycie trochę mnie zasmuciło...podobnie jak zużycie kremu siarkowego z Barwy. Kosztował niewiele, a sprawdzał się lepiej niż wiele znacznie droższych produktów. Był dobry pod makijaż, ponieważ nie przyśpieszał przetłuszczania się cery ani nie było problemów z minerałami podczas jego stosowania.
Bardzo polubiłam również balsam do ciała z Be Organic - było to moje kolejne opakowanie, więc to świadczy samo za siebie. Produkt genialnie nawilżał! stosowany po goleniu nie powodował swędzenia czy pieczenia skóry, co jest ogromnym plusem, bo często z tym miewałam problemy. Do tego masło przyjemnie pachniało:)
Bez żalu pożegnałam się za to z balsamem antycellulitowym Q10 z Nivea. Kupiłam go ze względu na pochwały koleżanki (dorwałam go w Biedronce), jednak u siebie nie zauważyłam żadnej zmiany. Oczywiście nie oczekuję, że taki produkt zrobi za mnie całą robotę, jednak po użyciu np. Tołpy, widziałam że skóra była jednak bardziej napięta, a tu nic...
Nie mam pojęcia czy to, że kupiłam go w Biedronce ma na to jakiś wpływ, czy też nie, ale nie mam ochoty kupować go po raz kolejny np. w drogerii. 


Co mogę napisać o zmywaczu do paznokci z Isany? no, że działał, chociaż z niektórymi kolorami miał problem i trochę musiałam się z nim namęczyć, aby pozbyć się wszystkiego z pazurów. 
Wysuszacz z Essie również ukończył swój żywot i mam co do niego mieszane uczucia. Zły nie był, ale na rynku są dostępne lepsze produkty (ostatnio zachwycam się wysuszaczem z Astora), które kosztują mniej, a spisują się lepiej. 
Żel do skórek z Sally Hansen znacie chyba wszyscy - kiedyś za nim nie przepadałam i wolałam wersję o trochę bardziej zbitej konsystencji, jednak z czasem coraz bardziej doceniam tą. 


HA! Cała armia korektorów z Catrice i jeden z Artdeco, od którego zacznę. 
Opisywałam go w TYM poście, więc jeżeli ktoś chce wiedzieć coś więcej, to zapraszam. Jeżeli wystarczy wam natomiast krótki opis, to napiszę tylko tyle, że jest to dość lekki produkt, który ładnie, ale nie mocno, kryje delikatne cienie pod oczami czy zaczerwienienia. Wyglądał naturalnie, nie wchodził w rozszerzone pory i był po prostu fajny, dlatego jak tylko trafi się dobra okazja, na pewno kupię kolejne opakowanie. 


Korektory Catrice lubię, co zresztą widać, jednak wydaje mi się, że są dla mnie ciut za ciężkie. O ile do maskowania niedoskonałości czy lekkich zaczerwienień sprawdzają się dobrze, tak pod oczami wolę już coś lżejszego. Póki co kończę swoje zapasy, ale w kolejce czeka już korektor Wet n' Wild, który może okazać się lżejszym następcą tego kamuflażu;) 


Krem pod oczy z Dr. Scheller miał być tanim hitem, a okazał się być tylko tani. Może i coś tam nawilżał, ale jednak ja potrzebuję czegoś mocniejszego, dlatego wracam do clinique all about eyes, którego kiedyś tak bardzo lubiłam (mam nadzieję, że wciąż będzie mi służył). 


Na koniec dwóch ulubieńców. Baza pod makijaż Korres, która świetnie spisywała się pod makijaż przy mojej cerze - nie zapychała, przedłużała trwałość kosmetyków, wygładzała (rozszerzone pory były mniej widoczne), no i była wydajna. Mam jeszcze małą tubkę w zapasie (gdzieś powinna być);).
Tusz Collistar świetnie wydłużał moje rzęsy (nieźle też pogrubiał) - naprawdę miałam dobre firany!
Zużyłam dwa opakowania i obecnie kończę trzecie, więc czekam na promocję i kupuję kolejne sztuki do zadań specjalnych!


PROPONOWANE POSTY:

4 komentarze

  1. Miałam ten spray do włosów z Mariona, lubiłam go, ale już nigdzie nie widzę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. korektor catrice bardzo lubie tak samo jak tusz lovely

    OdpowiedzUsuń
  3. Info bagus Saya baru saja menemukan blog Anda dan telahmembaca bersama. Saya pikir saya akan meninggalkan komentar pertama saya.Saya tidak tahuharus berkata apa kecuali yang saya punya.

    OBAT PENGHANCUR MIOM

    OBAT JANTUNG BOCOR

    OBAT VITILIGO

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M