Zakupowo cz.1 - zbiór różności | Wet n' Wild | Bell | Golden Rose | Essie | Hebe | KOBO | Blend it!

18 października 2017


Dzisiaj zaleję was zdjęciami, które zrobiłam już dawno temu, ale jakoś nie mogłam ogarnąć się z czasem aby coś napisać i wrzucić post zakupowy, dlatego też zdjęć jest mnóstwo, z różnych miesięcy (nawet nie pamiętam dokładnie kiedy co kupiłam) więc podzieliłam to na dwie części.
Łupy z dzisiejszego postu zostały kupione podczas likwidacji szafy Astora w Rossmannie (jakoś w maju), promocji w Naturze, Hebe i Super-pharmie, a także małych zakupów na mintishop. Będzie także coś, co przygarnęłam podczas majowego wyjazdu na Węgry;)
Zapraszam!




Podczas promocji w Drogerii Natura skusiłam się na dwie paletki do konturowania z Wet n' Wild, megaglo contouring palette contour w odcieniu Dulce De Leche (jasny beż i chłodny brąz) oraz Caramel Toffee (żółty beż i cieplejszy, trochę pomarańczowy brąz). Na wielu filmikach na YT widziałam, że dziewczyny porównują te produkty do słynnego duo z Marc Jacobs i głównie to mnie skusiło.
Wersję Dulce De Leche bardzo polubiłam, jedyna wada, jaką widzę, to to, że produkt okropnie pyli podczas aplikacji, a to może bardzo zniechęcić, bo w momencie wszędzie jest pełno pudru.


Z tej samej marki przygarnęłam paletkę cieni do powiek, która już od dłuższego czasu mnie kusiła, głównie za sprawą pięknej zieleni; color icon Comfort Zone zachwalana była na wielu blogach, więc podczas promocji szybko ją capnęłam;)


Niespodzianką była dla mnie kolekcja limitowana, którą zobaczyłam w szafie Wet n' Wild. 
Nie spodziewałam się, że takie limitki trafią do Natury - w moim sercu pojawiła się szybko mała iskierka, że i cudne rozświetlacze tej marki pojawią się na półkach w tej drogerii.
To cudo, które widzicie poniżej to megaglo Highlighting w odcieniu 
The Sweetest Bling
Słodka nazwa i słodki wygląd! 
Rozświetlacz w opakowaniu ma różowy odcień (właściwie to dwa odcienie jasnego różu, jeden bardziej wpadający we wrzos, drugi z domieszką beżu), jednak na szczęście, na skórze kolor to taki jasny, mroźny róż, więc strachu nie ma.


Szukając informacji o tej marce, o tym, co warto kupić, trafiłam na informację, że niektóre róże color icon blush są idealnymi odpowiednikami pewnych róży MACa, takim ma być właśnie Rose Champage, który odpowiada odcieniowi Margin z droższej marki.


Rose Champagne (po prawej) oczywiście kupiłam, razem z Apri-Cot in the Middle (z lewej) i już doskonale rozumiem te wszystkie zachwyty nad tymi cudeńkami.
Cena nie jest wygórowana, konsystencja jest zbita i dobrze napigmentowana. Nie ma tu problemu z pyleniem się produktu - mam nadzieję, że ulepszą zestaw do konturowania i pod względem formuły pudry będą przypominać te róże.


Z bardziej szalonych zakupów, mam paletkę My Secret natural beauty eyeshadow palette w wersji Tropical Romance. Niby nie sięgam po takie odcienie, jednak promocyjna cena oraz ostatnia sztuka dostępna na półce, skutecznie przyciągnęły moją uwagę.
Cienie są niesamowicie napigmentowane! konsystencja miękka, przyjemna w dotyku, kolory na żywo znacznie ładniejsze i żywsze jak na zdjęciu poniżej - my secret spisało się na medal!


Aby zrównoważyć to szaleństwo, kupiłam dwa wkłady marki KOBO, 219 star anaise i 116 dark chocolate, a także dwa Smart Girld Get More eyeshadow numer 104 (świetlisty, dość jasny brąz) i 101 (czysta biel). 




Te cienie wskoczyły mi zupełnie przypadkiem do koszyka w Hebe;)
Bell HYPOAllergenic shimmering sands, odcień numer 05 (cieplejszy, bardziej złocisty brąz - po prawej) i 04 (chłodniejszy brąz - po lewej). 
Wiem, wiem, ile można mieć brązów? jednak każda wielbicielka takich odcieni wie, że każdy jest inny;) więc brązów nigdy dość!



Jak wiecie Bell na dobre rozgościło się w Biedronce i co jakiś czas pojawiają się tam różne edycje limitowane tej marki. Pewien czas temu, była limitka Magic Jungle, z której wzięłam jedynie rozświetlacz w płynie, liquid strobing (tak z ciekawości) w jedynym ciekawym, według mnie, odcieniu numer 01
Póki co mam mocno mieszane uczucia...ma ktoś z was ten produkt? jak się spisuje?


Pora wrócić do Natury i produktów, które oferuje! 
Pamiętacie zapewne, że pewien czas temu było wielkie boom na tęczowe rozświetlacze. Skoro boom było, to i marki poszły za tym trendem i nagle pojawiły się piękne, kolorowe mozaiki, serduszka i inne cudaki, które kusiły swoimi kolorami.
Mnie najbardziej skusił rozświetlacz Sensique rainbow highlighter numer 301 rainbow magical.
Te cudne kolory po zmieszaniu dają mocny, jasny błysk, który bardzo mocno wżera się w skórę - kiedy użyłam testera na ręce, byłam w szoku nad jego trwałością!
Sensique art nails numer 303 Golden Sand



Z racji tego, że rozświetlaczy nigdy dość (a kuszenie na blogach robi swoje), przygarnęłam również strobe lighting powder numer 202 passion i 201 love. Oba rozświetlacze należą do tych delikatnych, chociaż 201 w większej ilości daje dość widoczny błysk, który bardzo mi się podoba. 




Wspominałam wam, że zrobiłam małe zakupy na mintishop i oto nadeszła na nie pora. 
Sztyft z Golden Rose highlighter stick kusił mnie od kiedy zobaczyłam go na meetbeauty conference gdzie była dostępna szafa tej marki. Z racji tego, że ze mnie dość mocny, ale jasny, żółtek, zdecydowałam się na odcień 01 bright gold.

Nie jest to mocne złote, bardziej taki beżowy kolor z odrobiną złota - śliczny!
Obok tego cuda widzicie jeden z największych hitów marki, czyli longstay liquid matte lipstick w słynnym odcieniu 03.



Ostatnia rzecz kupiona na minti, to zestaw gąbeczek Blend it! którego używam już od dłuższego czasu i ciągle nie wiem czy te gąbki wygrrywają z Beauty Blenderem i gąbeczką Real Techniques, czy też nie.



Poniżej swatche mazideł - od lewej sztyft Golden Rose, płynny rozświetlacz Bell, rozświetlacz Wet n' Wild, Sensique 202
powyżej Sensique 201 i rozświetlacz tęczowy




Kolejna porcja nowości, to Marion 7 efektów, fluid na rozdwojone końcówki z olejkiem arganowym, kupiony w Biedronce, którego już obecnie kończę;) a także świetny pędzel F10 z Hebe do konturowania - niebawem kupię jeszcze ze dwa inne, bo ten pędzel zachwyca i skutecznie rozbudził moje zainteresowanie innymi sztukami.



Od dłuższego czasu staram się nie kupować lakierów do paznokci - po prostu coraz rzadziej maluję pazury, jednak jak już coś na nich ląduje, to są to albo ciemne, klasyczne kolory, albo cielaki, dlatego też  skusiłam się na Essie w odcieniu limo-scene.
Ten maluszek obok Essie, to lakier Sensique art nails w odcieniu 330 Golden Sand. Wiem, tu wam truję o cielakach i ciemnych kolorach, a tu wyskakuję z takim kolorem - no cóż, chwilowa niepoczytalność.


Zielony korektor CC z Max Factora już zdążyliście poznać w poście o 4 kosmetykach, które się u mnie nie sprawdziły. Niestety był on jednym z tych kosmetyków, o których lepiej zapomnieć, więc nie będę wam nic o nim pisać - kto chce, niech przeczyta post podlinkowany powyżej.
Na szczęście drugi zielony korektor, z Inglota, sprawdza się znacznie lepiej. 
Zastanawiałam się między nim, korektorem w słoiczku, który zniechęcił mnie jednak swoją tłustą konsystencją, oraz tym w tubce - póki co, uważam, że był to dobry wybór!


Ostatnie łupy, to jeden cień z Astora oraz kredka do ust soft sensation matte tej samej marki (kupione podczas likwidacji szafy w Rossie), a także Maybelline Color Tattoo w niedostępnym u nas odcieniu 102 Fantasy i Trend It Up Highlightening eye shadow cream, który kupiłam w drogerii DM. 







Do moich łupów podczas pożegnania Astora zaliczają się jeszcze lakiery! 
śliczne, pastelowe odcienie oraz wysuszacz, który jeszcze czeka na swoją kolej.
Niestety nazw kolorów póki co nie podam - jak znajdę wszystkie lakiery, to zaktualizuję notkę;)

Od lewej: cień Astora, Maybelline i Trend it Up




Wydaje się, że jest tego sporo, ale pamiętajcie, to są łupy z sześciu miesięcy;) 

PROPONOWANE POSTY:

20 komentarze

  1. Paletkę mam i bardzo fajna jest :) Jesli ktos lubi takie kolory to bedzie zadowolony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolory są piękne, a pigmentacja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła:)

      Usuń
  2. wow, sporo tego:) ciekawią mnie pomadki w kredce z Astor:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym kolorem trochę nie trafiłam, więc gdzieś ją położyłam i nie mogę jej coś znaleźć, ale jak tylko znajdę, to po testach dam znać jak się spisuje;)

      Usuń
  3. Ile wspaniałości.
    Jeszcze nie miałam okazji testować produktów wet'n' wild ale ich duo do konturowania od razu wpadło mi w oko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polubiłam ich kolorówkę! dzisiaj zaszłam do Natury po nowy podkład i okazało się, że pojawiło się sporo nowości, które od razu musiałam przygarnąć;)

      Usuń
  4. wooow sporo tego! U mnie na bloga wjechał podobny post- dużo skromniejsze łupy.
    Dołączyłam do grona obserwatorów, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Produkty Wet n wild ciekawią mnie od jakiegoś czasu. Ostatnio dość głośno o nich na yt. Szkoda tylko, że Naturę mam tak daleko. A pomadka Golden Rose nr 3 to mój ulubieniec. Z przyjemnością dodaję do obserwowanych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA ich rozświetlacze są bardzo popularne:) niedawno zawitały i do nas, więc jest więcej powodów do odwiedzenia szafy wet n wild;)

      Usuń
  7. Bardzo lubię złoto-brązowe odcienie i właściwie tylko takich używam :) Obserwuje i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najczęściej sięgam właśnie po takie, w końcu najbezpieczniejsze odcienie;)

      Usuń
  8. Loving these nail polishes, thanks for the share. Keep up the posts are, love checking out your blog.
    Scarlett

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajne zakupy. Ja ostatnio kupiłam tylko 3 lakiery do paznokci.
    Muszę na czasie wybrać się na większe zakupy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie jeszcze wiele okazji do takich zakupów;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M