4 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły #5

24 września 2017

Kolejny post z cyklu "shopping mi nie wyszedł", czyli kilka słów na temat produktów, które się u mnie nie sprawdziły i po prostu mnie rozczarowały. Tym razem będzie więcej o kolorówce, niż o pielęgnacji, ale nie zabraknie produktu i z tej kategorii, więc jeżeli jesteście ciekawi czego wam nie polecam (chociaż może akurat u was dany produkt sprawdzi się idealnie), to zapraszam dalej.



Po zaprzyjaźnieniu się z zielonym korektorem z paletki Artdeco, zaczęłam poszukiwać innych zielonych cudów, które pomogłyby mi zniwelować moje czerwone lica. Nie to, żeby korektor Artdeco był zły, bo jest świetny, po prostu powoli dobijał dna, więc zaczęłam intensywne poszukiwania wśród innych marek. Przygarnęłam coś z Inglota, i z Max Factora, trafiła do mnie też świetna paletka z Loreala i wśród tych wszystkich produktów, trafił mi się jeden kosmetyk, który mocno mnie rozczarował. Mowa o Max Factor CC Colour Correctour - produkt w sztyfcie o dziwnym odcieniu, który jest bardziej żółty jak zielony. 


Na szczęście po użyciu produktu, wierzchnia warstwa schodzi i naszym oczom ukazuje się ciut więcej zieleni. Chciałabym napisać coś dobrego o tym produkcie, ale niestety żywcem nic do głowy mi nie przychodzi. 



Produkt śmierdzi jak stara szminka, konsystencja jest twarda, przypominająca trochę plastelinę...pomimo ogrzania nic się nie zmienia i produkt nie dość, że trudno nałożyć, to jego roztarcie jest praktycznie niemożliwe (no chyba, że chcecie sobie zrobić wielkie, czerwone plamy, bo od takiego tarcia skóra zaraz zrobi się czerwona).
Co więcej, produkt włazi w moje rozszerzone pory, osadza się też na włoskach i po prostu wygląda źle. Nie polecam, nie polecam i nie polecam.



Kolejny produkt bardzo chciałam polubić, głównie ze względu na markę, wśród której oferty znalazłam masę perełek. Nie jest to do końca zły produkt, umiejętna aplikacja i jeden dodatkowy produkt sprawi, że jest już znacznie lepiej, jednak jest to takie moje małe rozczarowanie. 
Loreal Infallible gloss w odcieniu 405 The Bigger The Better w wersji matowej. 


Mocny, piękny kolor, świetna konsystencja, dobra trwałość. 
Niby same plusy, ale jednak jest coś, co mnie mocno zniechęciło, bo już dawno się z tym nie spotkałam, nawet wśród znacznie tańszych produktów.
Błyszczyk (chociaż nie jest to typowy błyszczyk, bo ma dość treściwą konsystencję, jak Bourjois rouge velvet) strasznie wychodzi poza kontury ust. Dosłownie kilkanaście minut po aplikacji wylewa się za kontury i wygląda jakby został nieumiejętnie nałożony. Nie ważne czy nałożę go w mniejszej ilości, czy nawale kilka warstw, efekt jest taki sam.


Z konturówką jest ciut lepiej, ale też trzeba co jakiś czas sięgać po lusterko i patrzeć czy aby nie wyglądamy jak Joker z Batmana.
Jasne odcienie są genialne, nie ma problemu z takim rozlewaniem się, natomiast przy tym przyjemniaczku trzeba uważać, a w końcu nie każdy ma ochotę co chwilę kontrolować stan swojego mejkapu.

Z tej samej kategorii jest Max Factor Colour Elixir Gloss w kolorze 35 Lovely Candy. Jasny, słodki róż, który przypomina mi moje ukochane chanel levres pod względem opakowania i kolorystyki, niestety na tym podobieństwo się kończy. 


Błyszczyk ma bardzo lekką, wręcz wodnistą konsystencję, której nie czuć na ustach. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej trochę mi to nie odpowiada, ponieważ wolę bardziej treściwe produkty, które pozostawiają delikatny, nawilżający film na ustach. 
Pomimo tej konsystencji, problemu z wylewaniem się poza kontury ust nie ma, jest natomiast inny, który również mocno mnie denerwuje, a mianowicie podkreślanie wszystkich załamań na ustach. Nawet jeżeli wydaje mi się, że jest wszystko ok, użyję peelingu, tony mazideł nawilżających i moje usta są gładkie, to chwilę po nałożeniu tego produktu widzę wszystko, każde, nawet najmniejsze załamanie, najdrobniejszą nierówność czy skórkę - ogólnie pisząc, błyszczyk wygląda na ustach po prostu brzydko i tanio.

Na koniec produkt, o którym jakiś czas temu było naprawdę głośno - pojawiał się wszędzie w blogosferze, na Instagramie było pełno zdjęć szczęśliwców, którym udało się go kupić, same achy i ochy. Miał zapewniać piękną cerę i zero wągrów. Nic dziwnego, że po pewnym czasie i ja, jako właścicielka cery mieszanej z przetłuszczającą się strefą T, postanowiłam go nabyć, aby pozbyć się nieprzyjaciół na twarzy - mowa o maseczce Pilaten.
Najpierw kupiłam saszetki na ebayu, bo u nas był słabo dostępny. Po testach stwierdziłam, że niestety, ale jest to mocno przereklamowany produkt i u mnie kompletnie się nie sprawdza...już o nim zapomniałam, ale nastała kolejna faza szału, kiedy zaczął być dostępny w sklepach internetowych i większość nadal pisała peany pochwalne na jego temat. 


Niby nic nowego, bo nie każdemu odpowiada to samo, jednak stwierdziłam wtedy, że skoro tyle osób się tym zachwyca, to najwyraźniej ja zrobiłam coś nie tak i trzeba spróbować z raz jeszcze...i jeszcze raz. Dwa razy kupowałam te małe, czarne saszetki, łącznie chyba z 5 opakowań, nakładałam raz więcej, raz mniej, czytałam pełno recenzji, oglądałam filmiki na YT i wciąż to samo. 
Nie kumam fenomenu tej maseczki, bo u mnie kompletnie się nie sprawdza.
Aplikacja jest dość ciężka, maseczka jest jakby gumowa, ciężko ją równomiernie nałożyć, ale jak już to się uda, to chociaż efekt jest przyjemny dla oka - czarna twarz w lustrze wygląda całkiem interesująco;)
Niestety na tym kończą się plusy. 
U mnie maseczka robi niewiele, może delikatnie oczyszcza i usuwa trochę włosków z twarzy (ściąganie jej do najprzyjemniejszych nie należy), ale wciąż mam uczucie, że skóra jest brudna i wymaga lepszego oczyszczenia. 
Nie zauważyłam żeby usuwała mi wągry, nie zauważyłam też, żeby po jej użyciu skóra wyglądała lepiej. Znacznie bardziej jestem zadowolona z glinek Loreala czy maseczek z węglem. 
Dla mnie jest to wielkie rozczarowanie i na tym ostatnim opakowaniu kończę z nią swoją przygodę.
Trafiły wam się ostatnio jakieś kiepskie produkty?

PROPONOWANE POSTY:

21 komentarze

  1. U mnie takie korektory w formie kredki/ołówka nigdy się nie sprawdzały dlatego też teraz nawet po nie nie sięgam;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zadnego z tych produktów nie miałam. Ale ostatnio zerkałam w stronę tych pomadek w płynie z L'Oreal. Ciekawe jak z innymi kolorami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam, jasne kolory mam i są super:) coś z tym ciemnym poszło nie tak:/

      Usuń
  3. Też się nie polubiłam z Pilatenem, to właściwie plastry do depilacji :D. Ta kredka z Max Factora wygląda na starą :/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe mi się taka depilacja przydaje:D ale raczej nie skuszę się na kolejne saszetki:P

      Usuń
  4. U mnie też ta maseczka nic nie dała. No nic nie wyrywała a miała co. Zupełne nieporozumienie.

    OdpowiedzUsuń
  5. miałam kiedys ten zielony korektor, używałam go tylko na wypryski i pamietam ze bylam z niego nawet zadwolona. Ale nie przywiązywałam wtedy zbyt wielkiej wagi do kosmetyków, więc to mogł być czynnik mający wpływ na moją ocenę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pojedyncze wypryski może i by dał radę, ale na takie zaczerwienienia, kiedy trzeba korektor rozetrzeć, już gorzej sobie radzi - niestety;)

      Usuń
  6. Na szczęście nie miałam żadnego z nich

    OdpowiedzUsuń
  7. W zasadzie nie znam żadnego produkty (poza czarną maseczką, ale boję się jej użyć), więc chyba powinnam się cieszyć :D

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie Pilaten jest dostępny w pełnej gamie produktów: kremy do rąk, saszetki, maski i inne ich produkty ale jeszcze sama nie kupiłam i chyba nie chcę ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Maska pilaten też się u mnie nie sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pilaten jest na prawdę słabą maseczką i faktycznie nie rozumiem jej fenomenu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się bałam, że tylko ja mam z nią problem;)

      Usuń
  11. Podzielam Twoją opinię na temat maseczki Pilaten - nic nie robi, a zadaje mnóstwo bólu przy ściąganiu jej z twarzy :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M