Zużycia - bo denko musi być!

1 czerwca 2016


Kiepsko idzie mi zużywanie kolorówki; mam jej tyle, że często sięgam po coś innego i tym samym zużycie jednego produktu graniczy z cudem. Wyjątkiem są tutaj głównie korektory, no i podkłady do twarzy (chociaż tych też mam sporo).
Inaczej rzeczy się mają jeżeli chodzi o pielęgnację i produkty do włosów, co zresztą można zauważyć właśnie po postach ze zużyciami, czy też denkami.


Jako zamiennik szamponu Dermena, kupiłam kiedyś w Rossmannie szampon łopianowy przeciw wypadaniu włosów z Elfa Pharm (intensive hair therapy). Cena sporo niższa, opinie dość dobre, podobnie jak moje wrażenia po jego zużyciu. 


Szampon miał przyjemny, orzeźwiający zapach, chociaż oczywiście nie każdemu może on przypaść do gustu. Dobrze się pienił i też dobrze oczyszczał skórę głowy oraz włosy. Pod koniec jego używania faktycznie włosy mi trochę mniej wypadały, ale ciężko mi określić czy jest to zasługa samego szamponu, czy jednak akurat zakończył się ten etap czystek na głowie.
Do szamponu jednak na pewno wrócę, ponieważ włosy po jego użyciu wyglądały całkiem nieźle - nie było problemu z ich rozczesaniem, nie były też przesuszone, za to na pewno gładsze i trochę bardziej błyszczące. 


Isana professional repair nutrition spulung, czyli odżywka do włosów, na którą jakiś czas temu był spory szał w sieci. Produkt o słodkim zapach, który mi kojarzy się z miodem, oraz żółtawym kolorze. Jeden z lepszych produktów drogeryjnych jaki w ostatnim czasie używałam i to nie tylko pod względem zapachu.
Odżywka wygładzała i nabłyszczała moje włosy w widoczny sposób. 
Oczywiście najlepsze efekty były kiedy trzymałam ją na włosach przez 30 minut, jednak nawet przy krótszym trzymaniu można było zauważyć różnicę w wyglądzie włosów. 



Jednym z trzech szamponów Alterry, które kupiłam w Rossmannie na promocji, jest właśnie wersja bio morela i bio pszenica.

Pomimo przyjemnego zapachu, jest to chyba najsłabszy szampon jakiego używałam w ciągu ostatnich miesięcy. Kiepsko oczyszczał, więc już na kolejny dzień miałam przetłuszczone włosy, powodował klasyczny oklap u nasady, a pusz przy końcach włosów. Do tego ciężko było rozczesać te włosy i za każdym razem po użyciu Alterry miałam wielki kudeł na głowie.




Balea professional oil repair shampoo kupiłam razem z odżywką z tej samej serii w drogerii DM na Węgrzech. Odżywkę jeszcze mam, jednak szampon zdążyłam już zużyć. Ogólnie jest ok, ale szału nie było jakiegoś większego. Zapach przyjemny, szampon dobrze się pienił i oczyszczał. Włosy po jego użyciu może były ciut bardziej błyszczące i nie były oklapnięte, więc można uznać, że swoje zadanie spełniał.   


Kolejny produkt z DM, to szampon Balea Med ph 5,5 hautneutral, którego zapach kojarzył mi się z płynem do kąpieli. Fajny produkt, który nieźle oczyszczał, nie plątał włosów i nie podrażniał skóry głowy. Włosy po jego użyciu były trochę sianowate i matowe, więc nie będę za nim tęsknić i chyba jednak nie kupię go ponownie (jeżeli będzie okazja).


Sally Hansen problem cuticle remover, to żel do usuwania skórek o zielonkawym kolorze. Produkt bardzo wydajny, który faktycznie działał i spisywał się u mnie lepiej niż klasyczny żel SH (ten w niebieskiej buteleczce), więc na pewno do niego wrócę. 
Moje skórki są dość twarde i ciężko je usunąć, a że bardzo szybko pojawiają się ponownie, to potrzebowałam czegoś mocniejszego, co mogłabym dłużej potrzymać na paznokciach i to właśnie też żel był tym idealnym produktem. 


Kiedyś słyszałam, że wiele osób po użyciu żelu do twarzy effaclarLa roche-posay ma wysuszoną skórę, więc trochę się tego obawiałam, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Sięgałam po niego rano i wieczorem, aby dobrze oczyścić skórę twarzy z sebum i brudu nagromadzonego w ciągu dnia i po nocy. Dobrze oczyszcza, nie przesusza skóry (po jego użyciu koniecznie trzeba sięgnąć jednak po krem, bo czuć nieprzyjemnie ściągniętą skórę twarzy) i wpływał na zmniejszenie ilości wyskakujących niespodzianek. 
Jest też piekielnie wydajny. Nie wiem czy go kupię ponownie, bo ciągnie mnie znowu do oczyszczających olejków do twarzy, ale nie mówię nie;)


Płyn micelarny Biotherm biosource 3 in 1, to taki mój hit. Świetnie oczyszczał skórę zarówno z makijażu, jak i z wszelkiego brudu. Do tego był bardzo delikatny dla skóry, miał przyjemny zapach i jakoś tak orzeźwiał. Po jego użyciu nie odczuwałam napięcia skóry, więc osoby z wrażliwą, czy też suchą cerą, mogłyby być z niego bardzo zadowolone. 
Kupiłam go przez internet na promocji i chociaż bardzo go polubiłam, to jednak muszę go sobie odpuścić, ponieważ cena 80zł (jedyny minus tego produktu) za butelkę jakoś mnie do końca nie przekonuje.


Catrice liquid camouflage 010 porcellain, to ulubieniec od wielu miesięcy. Nie spodziewałam się, że ten korektor aż tak przypadnie mi do gustu, bo klasyczna wersja w słoiczku jakoś mi nie podpasowała. Ten korektor sprawdzał się u mnie genialnie zarówno pod oczy, jak i na jakieś drobne niedoskonałości i zaczerwienienia skóry. 
Nie podkreślał rozszerzonych porów, nie zapychał i nie wysuszał skóry - w zapasach mam jeszcze dwie sztuki odcienia 020, ale jak tylko będzie okazja, to na pewno kupię jeszcze ten jaśniejszy odcień. 


Helena Rubinstein all mascaras!, czyli dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Brałam go ze sobą głównie na wyjazdy ze względu na mały rozmiar, a że aż tak często nie wybywam w świat, to trochę mi zeszło aby go zużyć. Produkt bardzo fajny: świetnie radził sobie z makijażem i nawet najbardziej trwały eyeliner był przy nim bez szans. Do tego miał słodki zapach (chociaż płynu lancome pachnącego różami nie przebija) i nie podrażniał skóry czy też oczu. Pozostawiał na skórze tłustą warstwę (jak to dwufazówki), którą trzeba było później zmyć, ale to raczej nie nowość;) 


Mój ulubieniec od wielu, wielu miesięcy: Garnier neo w kremie. Tym razem wersja shower clean o delikatnym zapachu. 
Nie ma sensu wiele o nim pisać, ponieważ recenzja jest na blogu już od dawna (TU).


Lovely pump up mascara, to mój must have! pomimo tego, że w kosmetyczce mam wiele innych maskar, to jednak lovely musi być. Jest to tusz niezastąpiony kiedy rano nie mam czasu, a rzęsy jednak trzeba podkreślić - nie skleja, wydłuża, delikatnie podkręca i świetnie rozdziela. Nie muszę się martwić, że po jego użyciu z rzęs będę miała trzy duże kupki. Jest też świetną bazą pod inne tusze, jeżeli marzy mi się efekt sztucznych rzęs. 
Za cenę 9zł naprawdę jest szał ;)


Znacie te kosmetyki? 
Używaliście ich?

PROPONOWANE POSTY:

17 komentarze

  1. Tusz z Lovely to jeden z moich ulubieńców, a co to szamponu z alterry, to najbardziej lubię wersję z bambusem i papają :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej wersji nie widziałam nawet - może następnym razem ją wypatrzę i się skuszę;)

      Usuń
  2. Tusz z Lovely uwielbiam i rownież pojawił się w moim denku:) zainteresowała mnie dwufazowka od Heleny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze cztery kosmetyki znam i lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam wczesniej tej wersji Sally Hansen problem cuticle remover. Jest w Rossmannie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mam pojęcia, ja te produkty do skórek z SH kupuję przez internet zwykle, bo przy okazji zawsze coś jeszcze wpadnie;)

      Usuń
  5. Ja z kolei bardzo lubię ten szampon Alterry, muszę do niego wrócić właśnie. :D
    Nie znam tej wersji do usuwania skórek z SH, gdzie ją kupiłaś? :D Bo u mnie ta tradycyjna też się średnio sprawdza. :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Żel Effaclar La roche-posay i korektor Catrice to moi zdecydowanie ulubieńcy ostatnich miesięcy :) Przestraszyłaś mnie z tym przesuszeniem skóry od żelu, na szczęście nic mi się nie dzieje, a używam go od prawie 3 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak czytałam, ale u siebie tego nie zaobserwowałam, więc różnie bywa:)

      Usuń
  7. żel Effaclar mi się kończy i będę za nim tęskniła. a Garnier Neo niestety nie sprawdza się u mnie mimo moich wielkich chęci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu nie każdemu pasuje to samo:)

      Usuń
  8. Tusz Lovely towarzyszył mi przez dłuuugi czas :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tusz Lovely znam i bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go obowiązkowo muszę mieć w kosmetyczce:D!

      Usuń
  10. Również bardzo polubiłam ten atyperspirat z Garniera. Świetnie się spisuje.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M