Ajurwedyjska henna SWATI Ayurveda - ciemny brąz

20 czerwca 2016


Roślinne farby do włosów od dłuższego czasu podbijają serca osób, które marzą o zmianie koloru swoich włosów, ale nie chcą sięgać po farby drogeryjne, przepełnione składnikami, które mogą zniszczyć włosy, a w  rezultacie spowodować, że czupryna na tym dość mocno ucierpi i wcale nie będzie prezentować się lepiej niż wcześniej; dlatego też tak wiele osób sięga po roślinne farby do włosów, czyli henny. 

Od dłuższego czasu nosiło mnie aby trochę przyciemnić kolor włosów; z natury mam ciemny brąz, ale zawsze może być ciut ciemniejszy i odrobinę chłodniejszy. Nie chciałam jednak ponownie sięgać po farby drogeryjne, po szamponetki, czy też pianki koloryzacyjne, z których zrezygnowałam lata temu, więc wybór padła na hennę.
Miałam nadzieję, że oprócz tego, że henna przyciemni moje włosy, to jeszcze je wygładzi, nada im mocniejszego blasku i sprawi, że będą wyglądać po prostu lepiej - zachęcona tym obrazem w mojej głowie, zdecydowałam się na mało znaną hennę ajurwedyjską Swati w wersji ciemny brąz. 

Oczywiście nawet przy hennach jest to małe ryzyko, że ten produkt nie sprawdzi się na naszych włosach, bo w końcu tak jest często: u jednej osoby coś spisuje się idealnie i daje świetne rezultaty, u drugiej ten sam produkt nie robi nic, lub nawet sprawia, że włosy wyglądają gorzej - na szczęście w przypadku henny można sobie pozwolić na eksperymentowanie, ponieważ nie niszczy ona tak włosów, jak zwykłe farby (o czym pisałam zresztą wyżej). 


Moje włosy są grube i jest ich sporo, ale od dłuższego czasu brak im blasku i nie są takie gładkie jak dawniej, co trochę mnie denerwuje, bo nie przepadam za widokiem odstających malutkich włosków po całej długości. Marzyło mi się, aby po hennie moje włosy wyglądały jak na reklamie.Wiecie, taka piękna burza włosów, lśniąca, gładka, do tego nie wyglądająca jak sztywny hełm. Ot, takie zwykłe marzenie;) 
Wiadomo, że w przypadku włosów najważniejsza jest odpowiednia pielęgnacja, ale, że napatrzyłam się na wiele zdjęć, na których dziewczyny prezentowały swoje włosy po użyciu henny (które wyglądały właśnie jak prosto z reklamy), to bardzo liczyłam na to, że i u mnie henna coś zmieni. 


Henna SWATI, to produkt zamknięty w uroczym, metalowym słoiczku, który na pewno znajdzie także inne zastosowanie, jak już henna zostanie zużyta, a trochę to może potrwać, ponieważ henny jest 150g (cena 31 złotych), więc niektórzy mogą mieć ją na 2, lub nawet 3 użycia.


W środku słoiczka znajdują się trzy foliowe rękawiczki, czepek, a także worek z zielonym proszkiem o zapachu siana, czyli henna, który na pewno większość z was już niejednokrotnie widziała.



Według instrukcji, hennę należy nasączyć w letniej wodzie w celu uzyskania konsystencji pasty. Następnie od razu przystąpić do naniesienia farby na włosy (trzeba pamiętać o założeniu rękawiczek ochronnych, aby chronić ręce przed zabarwieniem).
Producent zaleca podzielenie włosów na cztery sekcje i dokładne nakładanie pasty od nasady po końce w każdej sekcji. Hennę pozostawiamy na 3 godziny, następnie spłukujemy ją letnią wodą. Dla lepszych rezultatów trzeba wysuszyć włosy suszarką.
Kolor ciemnieje przez 48 godzin, zatem ostateczny kolor użycia henny Indigo mamy uzyskać po upływie 48 godzin od jej nałożenia.

Starałam się trzymać tej instrukcji; do henny dodałam letniej wody (na oko, tak aby otrzymać konsystencję pasty), a następnie nałożyłam to na lekko wilgotne włosy. 


Tu jednak nie podzieliłam włosów na cztery sekcje, tylko po prostu na mniejsze pasma. Podczas nakładania okazało się, że spokojnie mogłam rozrobić pół opakowania, bo po zmieszaniu z wodą henny zrobiło się dużo więcej.
Poniżej zdjęcia włosów przed użyciem henny (światło dzienne).



Po 3 godzinach zmyłam farbę z włosów, co łatwe nie było, bo trochę przyschła i ciężko było wypłukać jej resztki spomiędzy moich włosów. Tu ujawnia się główny minus takich produktów: niestety wszystko się brudzi: henna przysycha, spadają kawałki, przy wypłukiwaniu też się sporo sypie z włosów i wszystko wokół jest ubrudzone więc mycie wanny lub kabiny prysznicowej jest konieczne.
Charakterystyczny zapach siana także utrzymuje się dość długo, bo dopiero po tygodniu przestałam go wyczuwać, jednak wiem, że wiele osób lubi ten zapach i wcale im on nie przeszkadza.


Jeżeli chodzi o kolor, to początkowo był on o niecały ton ciemniejszy od mojego naturalnego koloru. Do tego był też chłodniejszy, co mi bardzo odpowiadało. Natomiast same włosy były sztywniejsze, bardziej szorstkie w dotyku i matowe, ale na szczęście po dwóch myciach, kiedy jeszcze sporo zielonej wody upłynęło z mej czupryny, włosy na nowo zrobiły się miękkie, a do tego były bardziej błyszczące, mocniej odbite u nasady no i były także bardziej wygładzone, na czym najbardziej mi zależało.


Po niemal 3 tygodniach kolor włosów jest wciąż odrobinę ciemniejszy, ale już nie tak ciemny jaki był i nie aż tak chłodny, natomiast włosy są wciąż gładsze (nie odstaje mi tyle małych kudełków co wcześniej) i bardziej błyszczące.
Wydaje mi się, że nawet jeżeli nie chcecie zmieniać koloru włosów, to taka henna (bezbarwna) raz na jakiś czas, to dobry pomysł na takie domowe spa dla włosów i niebawem właśnie planuję zrobić taką zwykłą hennę, już bez przyciemniania włosów.


Hennę można kupić na stronie Bombay Bazaar i tam też znajdziecie bezbarwną hennę czy też odżywkę z henną. Oczywiście na stronie jest też sporo innych produktów indyjskich, w tym także spożywczych, oraz produktów ajurwedyjskich. 

skład: lawsonia inermins, Indigofera Tinctoria, Emblica Offcinalis Gartn, Eclipta Alba, Azadirachta Indica


PROPONOWANE POSTY:

1 komentarze

  1. Moje pierwsze spotkanie z henną było fatalne, podrażniła mnie mocno. Ale szukam jakiegoś naturalnego zamiennika bo mam dość już farbowania włosów :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M