Promocja -49% Rossmann - co warto kupić i co sama planuję przygarnąć?

24 września 2016

Kolejna wielka promocja na kolorówkę w Rossmannie rusza już jutro i dokładnie od 20 kwietnia czekają nas kolejne przeboje przy szafach, kolejki przy kasach i wiele zmacanych kosmetyków, które są otwierane pomimo obecności testerów. Cóż, takie promocje wiążą się z różnymi nieprzyjemnymi sytuacjami, jednak ciężko z nich nie skorzystać, szczególnie kiedy kończy się kilka kosmetyków; wiadomo, kusząca jest wizja zaoszczędzonych 50, czy też 100zł.


Po raz kolejny przygotowałam dla was post z kosmetykami, które według mnie warto upolować. Brak tu produktów, które np. poleca wiele osób i zbierają wysokie noty w różnych rankingach, ale sama nie jestem do nich przekonana, jedynie to, co naprawdę lubię i uważam za godne polecenia.
Przy okazji pokażę także co sama planuję upolować.
Ostrzegam od razu - zdjęć jest sporo!
Zainteresowanych jednak zapraszam do dalszego czytania, oglądania i zapamiętywania (rozpiska z dokładnym podziałem promocji na produkty do twarzy, oczy i usta, poniżej).


TWARZ
Od 20 kwietnia na promocji są produkty do twarzy: podkłady, pudry, bronzery, korektory, rozświetlacze i róże.


Bezapelacyjnie, najlepszymi różami, które można zdobyć w drogerii są róże Creme Puff blush marki Max Factor.
Solidne, trwałe opakowania, piękne kolory, różne wykończenia, świetna trwałość i genialna wydajność - takie są właśnie creme puff blush. 
Róże są małe, ale starczą na bardzo długo, więc niech was nie zniechęca ich pojemność.


Do wyboru jest sześć odcieni: 05 Lovely Pink, 10 Nude Mauve, 15 Seductive Pink, 20 Lavish Mauve, 25 Alluring Rose i 30 Gorgeous Berries.



Pierwszy z lewej (zdjęcie poniżej), to najciemniejszy i najmocniej napigmentowany 30 Gorgeous Berries, czyli taka trochę przybrudzona jagoda, która świetnie sprawdzi się zimą i jesienią. Ten odcień ma satynowe wykończenie, więc będzie też delikatnie rozświetlał twarz. Kolejny to 25 Alluring Rose, który jest opalonym, średnim beżem z domieszką brzoskwini wraz ze złotymi, malutkimi drobinkami, które nadają twarzy mocniejszego rozświetlenia. Drobinki nie są nachalne i nie migrują po twarzy, zresztą też ich na niej nie widać, więc jeżeli ktoś obawia się efektu tandetnego brokatu, to nie musi się o to martwić. 


Na koniec 20 Lavish Mauve, który nie posiada żadnych drobinek i ma najbardziej matowe (ale jednak nie jest to płaski mat) wykończenie. Jest to róż w odcieniu takiego fioletowego wrzosu z domieszką nudziaka. Piękny, niespotykany odcień.


Kolejna trójeczka, to od lewej 15 Seductive Pink, 10 Nude Mauve oraz uroczy 05 Lovely Pink.


15 Seductive Pink na swatchach zawsze wydawał mi się być ciepłym i dość mocnym różem, i w sumie faktycznie taki jest, jednak wcale nie jest on aż tak ciepły jak myślałam. Pod numerkiem 15 ukrywa się naturalny, dziewczęcy róż o satynowym wykończeniu, który nadaje uroczego rumieńca. 10 Nude Mauve, to kolejna pięknota, niby zwykły nudziak, ale jest tu domieszka mauve. Róż idealny do każdego makijażu, więc warto mieć w swojej kosmetyczne tak uniwersalny odcień o satynowym wykończeniu. 


Na koniec największy delikates, który na zdjęciach wygląda jak uroczy, cukierkowy róż, taka wręcz landrynka, czyli 05 Lovely Pink. Jest to faktycznie bardzo jasny róż, który u osób z ciemniejszą karnacją nie będzie widoczny (wydaje mi się, że u osób, które sięgają po Revlon Colorstay w odcieniu 180 sand, może być już za jasny). Odcień dość mocno rozświetlający, podobnie jak 25 Alluring Rose, ponieważ posiada malutkie drobinki. Pastelowy, słodki i piękny! daje cudownie rozświetlone policzki, więc można spokojnie zrezygnować z rozświetlacza kiedy go używacie. Często stosowałam go także na inne róże, aby nadać im właśnie tego pięknego, rozświetlającego efektu.


Kolejnym fajnym różem, który warto kupić, jest L'oreal Le Blush w odcieniu 105 Rose Drage/Rose Pastel. Cukierkowy kolor, który będzie pasować zarówno kobietom z jasnymi włosami, jak i brunetkom i szatynkom.


Jest to matowy róż, bez drobinek czy też satynowego efektu, więc jeżeli nie lubicie rozświetlających kosmetyków lub macie niedoskonałości na skórze i też nie chcecie ich dodatkowo podkreślać, to możecie spojrzeć w stronę tych róży, bo jest wiele odcieni (w tym nudziaki i brzoskwinie).
W drugiej części kosmetyku macie lusterko i pędzelek, ale raczej nie nadaje się on do aplikacji tego kosmetyku;)



Pora na rozświetlacze, czyli to, co wiele z was lubi najbardziej. Swój wzrok warto zwrócić w stronę szafy Bell z kilku powodów i jednym z nich jest rozświetlacz z serii HYPOAllergenic. Face & Body Illuminating Powder dostępny jest tylko w jednym odcieniu, więc raczej nie powinno być też problemu z jego odnalezieniem.


Rozświetlacz wychodzi na skórze ciut jaśniejszy jak jest w opakowaniu. Kosmetyk mocno rozświetla, daje taki jednolity, perłowy blaskiem w odcieniu kości słoniowej, więc też trzeba z nim uważać aby nie przesadzić, no chyba, że lubicie taki efekt na skórze. Bez wątpienia jest to jeden z lepszych rozświetlaczy, jaki znajdziecie na drogeryjnych półkach.


Kolejnym świetnym rozświetlaczem jest oczywiście słynny już Diamond Illuminator od Wibo.
Wibo ma już bardziej naturalny odcień (jasny, szampański beż), który będzie się lepiej stapiał ze skórą i tworzył bardziej naturalny efekt. Nie daje też aż tak mocnego błysku, ale na pewno jego rozświetlający efekt jest widoczny, więc nie musicie się martwić, że nikt nie zauważy tego pięknego, jednolitego glow na waszej skórze.



Dwie perełki od Lovely, to Gold Highlighter i Silver Highlighter.
Fajnie, że producent pomyślał o dwóch wersjach kolorystycznych, bo dzięki temu jest też większy wybór.
Pomimo tego, że początkowo byłam pewna, że to Silver skradnie moje serce, to na koniec okazało się, że to po wersję Gold sięgam znacznie częściej. W opakowaniu wydaje się, że odcienie są do siebie bardzo zbliżone, jednak na skórze widać wyraźną różnicę: Silver, to ciemniejsze srebro, nie takie jasne jak Bell, natomiast Gold, to delikatne, beżowe złoto - nie takie żółte, jak inne rozświetlacze tego typu.


Nie ma tu drobinek, jest za to jednolity, piękny błysk, którego intensywność można bez problemu stopniować.
Opakowanie nie jest zbyt wysokiej jakości, ale w końcu najważniejsza jest jego zawartość, a ta jest świetna.


Znowu coś od Wibo: Glamour Shimmer oraz Baked Mix Bronzer.
Oba produkty składają się z pięciu pasków w różnych odcieniach, które mogą być używane również jako cienie do powiek.


Glamour Shimmer daje efekt chłodnego, trochę opalonego szampańskiego beżu. Opis brzmi może trochę skomplikowanie, ale według mnie nie jest to ani do końca beż, ani szampan. U osób z bardzo jasną karnacją może się odznaczać, jednak u większości będzie wyglądać świetnie, bo nie ma tu żółtego złota, który u wielu osób robi się mocno widoczne.



Baked Mix Bronzer, to rozświetlający puder brązujący w chłodnym odcieniu średniego brązu. Kolor już mniej uniwersalny. Można go używać delikatnie na inne pudry brązujące w celu uzyskania rozświetlenia, albo w większej ilości jako róż, jednak wtedy otrzymamy mocny błysk, a to nie każdy lubi.

Ostatni produkt do twarzy z Wibo, to Secret Duo Colour Contour Your Face w wersji numer 02. Obie wersje kupiłam podczas ostatniej promocji i pokazywałam wam je TU.


Numer 02 jest według mnie bardziej udany, ponieważ ma ładny, rozświetlający, chłodny róż w pastelowym odcieniu ze srebrnym podbiciem, oraz fajny bronzer, który będzie nadawał się do delikatnego ocieplania twarzy. Konsystencja obu produktów może nie jest idealna (róż jest taki suchy), ale za to kolory są ładne i dają ciekawy efekt. 


Na koniec, jeżeli chodzi o róże, słynny już holograficzny róż Lovely Oh Oh Blusher!
Jest to niby tańszy odpowiednik słynnego Orgasmu z NARSa, chociaż już teraz mogę wam zdradzić, że no nie jest to to samo, ale odcienie są na skórze jednak dość zbliżone.


Ten róż jest cieplejszy niż ten z dua Wibo, no i ma domieszkę delikatnego koralu, co ładnie ociepla twarz i będzie dobrze wyglądać wiosną i latem, szczególnie przy delikatnie opalonej skórze. 
Konsystencja różu jest miękka, a odcień jest dobrze napigmentowany. 


Pora na trzy korektory, które mogą się wam spodobać, bo w końcu nie samymi różami człowiek żyje. 
Przez długi czas moim ulubieńcem był właśnie L'oreal Lumi Magique, który określany jest jako korektor rozświetlający. Ukrywa on delikatne sińce pod oczami i faktycznie rozświetla skórę wokół oczu, a przy tym nie wysusza i nie obciąża cienkiej i delikatnej skóry wokół oczu.  
Nie nadaje się on jednak do maskowania niedoskonałości na twarzy i nie sprawdzi się też przy mocniej widocznych sińcach czy workach pod oczami, więc jeżeli posiadacie takich "przyjaciół", to warto sprawdzić inny produkt marki L'oreal - korektor True Match. Ten produkt ma gęstszą konsystencję i bardziej maskuje wszelkie niedoskonałości cery, a przy tym nie jest za ciężki do stosowania na okolice oczu. 
Najtańszym z tej trójki jest korektor Miss Sporty (obecnie ma zmienione opakowanie), który jest jakby połączeniem Lumi Magique oraz True Match. Konsystencja jest lekka, ale o dziwo całkiem nieźle kryjąca, więc nadaje się i na drobne niespodzianki i pod oczy (przy mniejszych sińcach/workach). 


Ostatni produkt do twarzy, a dokładnie do brwi, to L'oreal Brow Artist Plumper.
Żel do brwi, który ma utrzymać niesforne włoski w ryzach i nadać im odpowiedniego koloru - ja używam wersji Medium/Dark, która ma idealny dla mnie kolor: nie za ciemny i nie za ciepły brąz bez rudych tonów.



OCZY
Od 26 kwietnia jest promocja na produkty do makijażu oczu: tusze do rzęs, cienie do powiek, kredki do oczu i eyelinery.

Najwspanialsze!
Moje piękne i ukochane Color Tattoo z Maybelline, które kupuję również przez internet, dlatego mam sporo odcieni, które nie pojawiły się w PL, ale były za to dostępne w USA.
Jestem posiadaczką tłustych powiek, więc baza pod cienie to moje must have przy każdym makijażu, jednak od kiedy mam beżowy tatutek, to on zastępuje mi właśnie bazę pod cienie.  


Z CT na pewno warto zainteresować się matami: 93 Creme De Nude oraz 91 Creme De Rose, a także 60 Timeless Black, czyli klasyczną czernią, ponieważ świetnie sprawdza się do robienia kresek.
Oprócz klasyki i neutralnych kolorów, jest też trochę bardziej odważnych odcieni, więc jeżeli wolicie fiolet, błękit czy biel, to takie kolory też znajdziecie w ofercie Maybelline. 


Dla fanek neutralnych odcieni mam do polecenia paletkę czwórek od Rimmela: Glam Eyes quad eye shadow w wersji 002 Smokey Brun.
Jest tu jasny, kremowy beż, średni beż, cieplejszy brąz oraz głęboki, czekoladowy brąz. Przy użyciu tej czwórki, można stworzyć zarówno delikatny, dzienny makijaż, jak i wieczorowe smokey, które pięknie podkreśla oczy. Nie wiem jak wypadają inne wersje kolorystyczne, ale ta jest niezła, zarówno pod względem pigmentacji, jak i trwałości.


Teraz was pokuszę!
Wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju, bardzo trwałe no i po prostu piękne, czyli cienie L'oreal Color Riche L' Ombre Pure.
Bardzo żałuję, że nie ma więcej odcieni (tzn. są, ale jakoś mało interesujące), więc pozostaje mi się cieszyć z tego co mam.
Na chwilę obecną posiadam 8 odcieni z czego tylko jeden jest matowy: 106 Breaking Nude (mat), 201 Cafe Saint Germain, 204 Golden Nude, 205 Sable Lame, 206 Little Beige Dress, 301 Escape In Bordeaux, 302 Die For Chocolate oraz 502 Quartz Fume.


Cienie są rewelacyjne, mają fenomenalną pigmentację i dają przepiękny efekt rozświetlenia na powiekach. Nakładają i rozcierają się rewelacyjnie, a ich konsystencja jest inna niż większości cieni - niby trochę mokra, niby taka żelowa, no coś wspaniałego czym się wciąż zachwycam.
Według mnie, to jeden z tych kosmetyków, które koniecznie trzeba wypróbować!


Lovely eyebrightener numer 1, to rozświetlacz w kredce do rozświetlania (no bo cóż innego można z rozświetlaczem robić?) wewnętrznych kącików oczu. Ze względu na kremową, przyjemną konsystencję, którą bardzo łatwo rozetrzeć, czasami używam go także na szczyt kości policzkowych oraz pod łuk brwiowy (na całe powieki także się nadaje).
Odcień jasnego kremu z dodatkiem różu, wygląda bardzo ładnie, szczególnie na jasnej skórze, ponieważ idealnie się wtapia i wygląda bardzo naturalnie. 
Kredka posiada srebrne drobinki, ale nie wielkości głazu, więc za bardzo ich nie widać.


Dla fanek kresek czy też przydymionego oczka teraz dwie propozycje z L'oreal oraz kredka Maybelline.
L'oreal Super Liner black lacquer, to produkt idealny dla fanek wyraźnej i grubej kreski, ponieważ produkt ma bardzo mocny, głęboki odcień czerni oraz wygodny aplikator w formie gąbeczki, który jednak nie jest tak cienko zakończony aby móc stworzyć przy jego pomocy cienką kreskę. Jeżeli chcecie taką cienką kreskę, to musicie sięgnąć po L'oreal Super Liner Perfect Slim, który ma bardzo precyzyjnie zakończony aplikator. Ten eyeliner w pisaku także ma głęboki odcień czerni, a co najważniejsze przy takich produktach, długo zatrzymuje świeżość (nie wysycha po 2 tygodniach;)).
Oba produkty są bardzo wydajne i trwałe, łatwo się maluje przy ich pomocy kreski, które nawet na moich tłustych powiekach utrzymują się przez wiele godzin.


Jeżeli jednak marzy wam się roztarta, czy też rozmyta kreska, to bez wątpienia kredka Maybelline Master Drama Khol liner będzie idealna. Bardzo miękka i bardzo czarna, nadaje się zarówno do kresek, jak i do rozcierania i tworzenia dymka, który dobrze wygląda zawsze i wszędzie (no chyba, że chodzi o efekt pandy). Nie przetestowałam wszystkich kredek dostępnych w drogeriach, ale wśród tych, które testowałam, ta z Maybelline na pewno się wyróżnia. 


Na koniec tusze do rzęs i tu będzie sporo do wymienienia.
Po raz kolejny polecam tusz Lovely Curling Pump Up mascara, który świetnie rozdziela i wydłuża rzęsy. Osoby, które preferują naturalny efekt będą z niego bardziej zadowolone niż fanki sztucznych rzęs, ale warto pamiętać, że ten tusz stanowi też świetną bazę pod produkty pogrubiające. 
Kiedy chcę mieć rzęsy jak z reklamy (no prawie jak z reklamy), to nakładam ten tusz i na to ląduje np. Maybelline lub Rimmel. 
Po takim duecie mam rzęsy jak po tuszu za 180zł ;) 


Kolejny tusz, o którym ciągle piszę, to Maybelline Colossal Volum', który pięknie pogrubia, delikatnie wydłuża i podkręca rzęsy. Co jak co, ale Maybelline ma bardzo dobre tusze do rzęs w rozsądnych cenach, więc nie tylko na tego przyjemniaczka warto zwrócić uwagę. 


L'oreal False Lash Wings midnight blacks, to tusz idealny dla osób, które chcą uzyskać efekt sztucznych rzęs, czyli mocno wydłużonych i pogrubionych rzęsisk.
Szczoteczka w formie grzebyka może trochę przerazić, ale kiedy już ją ujarzmicie, a tusz odrobinę podeschnie, to będziecie mogły wyczarować prawdziwie piękny efekt na rzęsach. 
Kolejny tusz, który polecam, to Rimmel Scandaleyes Xtreme, który dobrze wydłuża i ładnie rozdziela rzęsy. Sprawdza się idealnie przy szybkim, porannym makijażu, ponieważ nie ma problemu z owadzimi nóżkami, a rzęsy są do tego delikatnie podkręcone bez użycia zalotki. 


Dalej kolejne trzy Rimmele: najnowszy Volume Colourist, Super Curler 24hr oraz Wonder'full. 


Wszystkie są bardzo trwałe i nie osypują się. Przy pomocy Volume Colourist i Wonder'full jestem w stanie mocniej podkreślić rzęsy (wydłużenie i mocne pogrubienie), natomiast Super Curler sprawdza się kiedy zależy mi na długich, podkręconych firankach, które nie są sklejone w jedną kupkę. 



USTA
Od 4 maja na promocji są produkty do ust i paznokci: szminki, kredki, lakiery do paznokci i produkty do ich pielęgnacji.


L'oreal GlamMatte Intense Matte Gloss, to coś dla fanek mocnego koloru na ustach. Z tego co kojarzę są jedynie cztery odcienie, z czego ja posiadam aż trzy: 508 Coral Denimista, 510 Cherry Crop oraz 512 Fuschia Flare.
Konsystencja jest trochę specyficzna i aby otrzymać pełne krycie trzeba nałożyć więcej produktu, jednak kolory są piękne, jakość dobra, a cena na promocji przyjemna (chociaż przyznaję, że nie mam pewności czy wciąż są dostępne, bo dawno nie patrzyłam za nimi w drogeriach). 



508 Coral Denimista to koralowy róż, który przepięknie wygląda przy lekko opalonej skórze i nawet ja, osoba, która za koralem nie przepada, jest nim oczarowana. 
510 Cherry Crop jest nasyconą, soczystą wiśnią, a 512 Fuschia Flare, to chłodny, lekko neonowy róż.
Konsystencja tych produktów jest specyficzna i ciężko ją opisać czy też porównać do innych produktów tego typu. Jest to trochę jak suchy krem (jeżeli brzmi to logicznie), który wbija się w usta i daje matowy efekt po zaschnięciu. 



Nowość Rimmela, czyli The Only 1 lipstick, to kolejny produkt do ust, którym warto się zainteresować. Kolory, które mam pokazywałam wam TU, więc nie ma sensu się rozpisywać. Mnie kuszą jeszcze inne odcienie, więc bardzo możliwe, że podczas promocji jakiś kolejny kolor wróci ze mną do domu. 


Z Bell, głównie ze względu na ładne kolory, polecam wam przyjrzeć się tym dwóm błyszczydłom z serii HYPOAllergenic. Shiny Lip Gloss numer 06, to jasny, delikatny róż, który rozjaśni usta i właśnie dzięki temu spodoba się niejednej osobie, natomiast numer 08, to przepiękny, jasny fiolet, który jest niezwykle twarzowy.
Trwałość tych produktów nie jest powalająca, ale za to bardzo dobrze nawilżają one usta i schodzą z nich równomiernie. 



Mój kolejny hit, który za każdym razem gorąco wam polecam, to eliksir do ust L'oreal Color Riche Extraordinaire. Konsystencja, trwałość, jakość i efekt są na najwyższym poziomie.
Zapach piękny, opakowanie solidne, bez zbędnych bajerów, a aplikator w kształcie serduszka z łatwością rozprowadza produkt.
Posiadam pięć odcieni tych "eliksirów" i zarówno te jaśniejsze, jak i ciemniejsze kolory cechuje dobra pigmentacja, która maskuje mój naturalny kolor ust. 


Dla zainteresowanych odcienie jakie mam: 102 Rose Finale, naturalny róż, ani chłodny, ani ciepły, 201 Rose Symphony, cieplejszy róż z odrobiną koralu, 301 Rouge Soprano, średnia czerwień z nutką pomarańczy, 304 Ruby Opera, ciemniejsza, krwista czerwień, oraz 401 Fuschia Drama, czyli chłodna fuksja z niebieskim podbiciem. 
Nie wiem jak zachowują się na ustach najjaśniejsze odcienie (te nude), ale gdzieś czytałam, że lubią się rolować na ustach - czy to prawda? nie mam pojęcia, ja nic takiego nie zaobserwowałam przy użyciu eliksirów, ale też jak widzicie nudziaków nie posiadam. 



Z błyszczyków polecam wam też Rimmel Oh My Gloss!, które mają bardzo przyjemną, jakby silikonową konsystencję i przyjemny zapach, który kojarzy mi się z kremem Nivea.
Odcieni jest sporo, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie - ja mam dwa jasne kolory i tak dla równowagi dwa ciemne.


140 Glossip Girl, to taki przyjemny cielaczek z dodatkiem brzoskwini i srebrnych drobinek. Wiem, że wiele osób odkłada go na miejsce kiedy zauważy właśnie te drobinki, sama tak zrobiłam na początku, jednak pocieszę was! na ustach ich nie widać, chyba że błyszczyk całkowicie zejdzie, to wtedy zostanie ich trochę i będą widoczne, ale w innym przypadku nie rzucają się one w oczy.


Kolejny jasny odcień, który możecie zauważyć na zdjęciach, to 150 Glossaholic, czyli delikatny, mleczny róż. Odcień idealny zarówno na dzień, jak i przy mocniejszym makijażu oczu, ponieważ delikatnie rozjaśnia kolor ust. 
Dwa ciemniejsze odcienie, to 500 Ooh La La i 520 Rebel Red. Pierwszy jest delikatną, półtransparentną wiśnią, natomiast drugi, to ciemniejsza i mocniej napigmentowana czerwień.


Kredki do ust na dobre zagościły w naszych kosmetyczkach.
Niektóre są bardziej udane, inne ciut mniej, ale z drogeryjnej oferty warto zastanowić się nad zakupem kredek marki Bourjois oraz Rimmel


Bourjois Color Boost dostępne są w dziewięciu odcieniach (kiedyś było tylko pięć) i są to produkty bardzo miękkie (suną po ustach jak masło) i dobrze napigmentowane, jeżeli chcecie jednak coś ciut twardszego i mniej błyszczącego (Bourjois daje dość mocny błysk na ustach), to kredki Rimmel Colour Rush będą jak znalazł. Odcienie nie są może aż tak mocno napigmentowane, ale kolor wciąż będzie na ustach widoczny.


Jeżeli szukacie czegoś matowego, mocno napigmentowanego i trwałego, to zwróćcie uwagę na Wibo Million Dollar Lips, który jest dostępny w czterech odcieniach. 


Ta matowa pomadka w płynie ma wiele zalet, jedną z nich jest bez wątpienia cena, bo za ok. 9-10zł otrzymujecie produkt bardzo dobrej jakości, o intensywnym kolorze i dobrej trwałości. 
Jedyny minus jaki widzę, to to, że produkt ma dziwną konsystencję, która po zaschnięciu jest trochę lepka. 



Warto przyjrzeć się także szminkom Max Factora z serii Colour Elixir, a w szczególności pięknej 720 Scarlet Ghost. Szminka ma bardzo miękką, kremową konsystencję, która nie wychodzi poza kontur ust. Aplikacja to sama przyjemność! 
Oprócz tego szminka nie wysusza ust i schodzi równomiernie po kilku godzinach od aplikacji. 


Powrót do Bourjois i szminek z serii Shine Edition i Rouge Edition
Shine Edition ma półtransparentne odcienie o mocno błyszczącym wykończeniu, więc szminki z tej serii sprawdzą się głównie podczas obecnej pory roku, bo usta z tymi produktami wyglądają na bardzo soczyste, natomiast Rouge Edition to matowe (niby satyna, ale po jakimś czasie wyglądają bardziej na maty) odcienie o mocnej pigmentacji i świetnej trwałości. 


Z Shine Edition posiadam tylko dwa kolory: 24 Rose Xoxo, czyli mauve z srebrnymi drobinkami, oraz 22 Famous Fuschia (ciepła fuksja). 
Kusi mnie jeszcze czerwień, ale staram się być twardą, bo jednak produktów do ust mam aż za dużo.
Z Rouge Edition mam za to 18 Violine Strass (ciemna śliwka) oraz 14 Pretty Prune (bordo), czy ciemne, wyraziste odcienie, które sprawdzają się głównie podczas chłodniejszych pór roku.


Kolejny produkt Bourjois, który bardzo lubię i gorąco polecam, to Effet 3D Max 8h gloss.
Błyszczyki z efektem pięknej tafli, mocnym odcieniem, świetnym efektem nawilżenia i dobrej trwałości. 8 godzin na ustach się wprawdzie nie utrzymują, ale bez problemu wytrzymują 3h. 


Z dostępnych kolorów posiadam trzy, które możecie zauważyć na zdjęciach: od lewej 11 Beige Mellow (beż z malutką domieszką różu i malutkimi, srebrnymi drobinkami), 16 Prune Exquisite (śliwka ze srebrnymi drobinkami) oraz 17 Grenade Juicy (krwista, rzucająca się w oczy czerwień, która posiada mikroskopijne srebrne i czerwone drobinki). 


Wiem, sporo tego, ale chociaż macie większy wybór i gdyby czegoś nie było, to możecie pocieszyć się czymś innym;)

Teraz pora na listę produktów, które ja planuję kupić. 
Trochę tego jest, ale wypisałam wszystko co mnie interesuje, tak abym pamiętała, żeby poczytać opinie o tych produktach i sprawdzić ich testery w sklepie. 
1. Kredka do brwi L'oreal Brow Artist Shaper lub Color Riche (36,99zł)
2. Błyszczyk Max Factor Colour Elixir Glos, odcień 20 Glowing Peach, 10 Pristine Nude lub 35 Lovely Candy (41,29zł)
3. Miss Sporty, szminka My BFF (11,69zł)
4. Wibo, lakier z serii Summer Manicure (5,29zł)
5. Wibo, paleta do konturowania (19,99zł)
6. Wibo, Natural Eye Shadow (33,99zł)
7. Wibo, Juicy Color Lipstick (11,69zł)
8. Wibo, Lip pencil definer (9,29zł)
9. Lovely, Creamy Color (10,99zł)
10. Lovely, Exotic Color lakier (7,99zł)
11. Lovely, Wild & Free Kajal (10,29zł)
12. Manhattan Soft Rouge szminka (19,59zł)
13. Eveline, Celebrities Eyeliner (11,99zł)
14. Eveline, Color Edition szminka (16,49zł)
15. Lovely, Perfect Line (6,59zł)
16. Lirene, Shiny Touch rozświetlacz (24,99zł)

Jeżeli macie któryś z tych produktów, to koniecznie napiszcie czy warto kupować;)

EDIT: Najnowsza promocja-49% będzie od 30 września 2016 roku. 
Od 30.09 - 05.10 promocja będzie obejmować produkty do ust oraz lakiery i produkty do pielęgnacji paznokci
od 06.10 - 11.10 w promocji będą kosmetyki do makijażu oczu, czyli tusze do rzęs, cienie do powiek, eyelinery, kredki
od 12.10 - 17.10 można będzie kupić taniej produkty do twarzy; podkłady, pudry, bronzery, rozświetlacze, korektory i róże

PROPONOWANE POSTY:

12 komentarze

  1. Parę produktów z przedstawionych posiadam i jestem zadowolona. Tym razem na promocji u mnie będzie bardzo skromnie, bo będą polować wyłącznie na jakiś tusz. Pomadki tez mnie będą odcieniami, nowymi seriami ale posiadam dużą ilość i postanowiłam ze tym razem z nowym zakupem się powstrzymam. Choć łatwo nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mnie też kusi kilka (no kilkanaście) rzeczy, ale tyle tego mam, że nie wiem czy nie skończy się jedynie na paletce Wibo i kredce do brwi;)

      Usuń
  2. Dzięki Tobie dopisuje do listy róż Max Factor :) i upewniłam się, że chce tusz L'oreal False Lash Wings ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusz jest super! a róże boskie, więc bierz i się nie zastanawiaj;)!

      Usuń
  3. Ciekawe propozycje :-) z drogeryjnych mam akurat róż wibo - jest nie do zdarcia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe propozycje :-) z drogeryjnych mam akurat róż wibo - jest nie do zdarcia ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś brzoskwiniowy, jeszcze jak były stare opakowania:)

      Usuń
  5. Ja będę polować na podkłady Dr. Ireny Eris, ale skusiłaś mnie też na róże od Max Factor :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz koniecznie! lepszych róży już dawno nie miałam:)

      Usuń
  6. właśnie się skusiłam na róż z Max Factor, odcień Lovely Pink. Rzeczywiście bardzo delikatny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! :)
      Delikates, ale za to jaki ładny;) no i rozświetlenie pierwsza klasa:) często nakładam go na inne róże i wiele osób pyta mnie co robię, że mam taką piękną, rozświetloną cerę:P

      Usuń
  7. Mam kilka z tych kosmetyków i bardzo lubię, np. cienie Rimmela czy Bell (taki jasny perłowy używam jako rozświetlacza) :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M