Zakupowo: nowości z grudnia i stycznia | Inglot, NYX, Zoeva, Artdeco i inne

21 lutego 2016

Nadeszła ta pora - pora pokazania, że powściągliwość i zdrowy rozsądek to nie moja działka, bo niemal każdą okazję do zakupu jakiegoś mazidła i przetestowania go, muszę wykorzystać. 


Przez te dwa miesiące przybyło trochę cieni do powiek w neutralnych kolorach, kilka kosmetyków marki, która od niedawna dostępna jest w naszym kraju, oraz wiele innych produktów, które możecie znać, bo przewijały się na wielu blogach.



W Drogeriach Natura pojawiła się nowa szafa, szafa marki Wet n' Wild z czego niezmiernie się cieszę, ponieważ bardzo lubię szminki z serii megalast, lecz mogłam je kupić jedynie na ebayu, gdzie ich ceny były wyższe, a po dodaniu kosztów przesyłki, szminki wychodziły średnio po 25zł za sztukę. Obecnie już nie trzeba się bawić z zakupami przez internet, no i nie trzeba przepłacać, ponieważ w Naturze szminka z tej serii kosztuje niecałe 10zł. 



Skorzystałam zatem z okazji i kupiłam dwie sztuki megalast lipstick, E916D Ravin' Rasin (ciemny, przybrudzony, fioletowy mauve) oraz E918D Cherry Bomb (głęboki, krwisty burgund) a także dwa pojedyncze cienie color icon, w odcieniu E251A creme brulee (beż z domieszką brzoskwini) i E252B Noisette (piękny nugat o metalicznym, ale nie mocnym, wykończeniu). 







Jeżeli macie okazję, koniecznie sprawdźcie Wet n' Wild w Naturze. Wśród szminek megalast jest wiele odpowiedników szminek MACa, a jakościowo są dość podobne, więc jeżeli nie chcecie wydawać ponad 80zł, to teraz macie tańszą opcję.  


Skorzystałam także z promocji na kosmetyki KOBO i przygarnęłam najchętniej kupowany kolor z serii fashion colour, a mianowicie 104 English Rose. Jest to przybrudzony, chłodny róż, który świetnie pasuje większości osobom i sprawdzi się idealnie przy niemal każdym makijażu.


W Naturze dorwałam też przeceniony pigment, Essence w odcieniu 13 paparedzzi (paprykowa czerwień, odcień dość niebezpieczny, ale w końcu czasami do makijażu oka może się przydać) oraz nail art hello foils!, czyli folię na paznokcie.


W Rossmannie przez ten czas kupiłam jedynie dwa produkty. Pierwszym jest Wibo Royal Shimmer, który wzbudza trochę kontrowersji i zbiera bardzo mieszane opinie: jedni są nim zachwyceni, inni narzekają, że ma duże, brzydkie drobinki, które są widoczne na twarzy i tym samym psują cały efekt. 



Wibo Diamond Illuminator lubię, więc postanowiłam przetestować Royal Shimmer, bo może akurat będę należała do grona osób, które są zadowolone z RS i nie przeszkadzają im te drobiny. Samo opakowanie i tłoczenia są na pewno zachęcające i pod tym względem Wibo zadbało o efekt.


Drugim produktem jest spray ochronny do włosów, Schwarzkopf taft heat-protection. Jakiś czas temu kupiłam lokówkę do włosów, nad którą myślałam już z dobry rok, więc musiałam i kupić jakiś produkt, który chroniłby moje włosy podczas zabawy w tworzenie fal i loków. Padło na ten spray, chociaż po waszych komentarzach na FB, zacznęłam poszukiwania sprayu Marion, który udało mi się znaleźć dopiero w L'eclerc. Dostępny był w wersji termoochrona + volume spray dodający objętość. Kupiłam także inny produkt do włosów tej marki z serii Nature Therapy - ocet z malin, spray regenerujący włosy i już powoli staje się moim małym, włosowym odkryciem. 


Jak pewnie dobrze wiecie w Pepco można dostać kosmetyki marki Freedom Makeup. W niektórych sklepach są już one od dawna, w innych, tak jak u mnie, może od trzech miesięcy, a w innych wciąż na próżno ich szukać, ale jeżeli już na nie natraficie, przyjrzyjcie się pojedynczym cieniom, mono eyeshadow.


Jedna sztuka kosztuje dokładnie 4,99zł, podobnie zresztą jak szminki, błyszczyki oraz lakiery do paznokci. Kolorów jest sporo, u mnie przeważały odcienie neutralne, a że takich nigdy za wiele, kupiłam kilka sztuk: nude 206 (średni, metaliczny brąz), nude 209 (brąz), base 202 (jasna, chłodna wanilia o satynowym, rozświetlającym wykończeniu), base 205 (żółty, trochę ciemniejszy beż o bardzo kremowej konsystencji). Najbardziej suchą konsystencję z tych wszystkich cieni ma nude 209. Wydaje mi się, że przez to jest też najsłabiej napigmentowany i na powiekach nie jest aż tak ciemny, jak w opakowaniu, ale nadaje się do nałożenia w załamanie powiek oraz do delikatnego dymka. 



W Super-Pharmie również skorzystałam z promocji i zakupiłam kolejną sztukę szamponu przeciw wypadaniu włosów z Dermeny, tym razem w zestawie wraz z odżywką do włosów suchych i zniszczonych. 
Od kiedy sięgam po takie szampony, widzę, że włosy wypadają mi rzadziej i już nie tak mocno, jak wcześniej. Oczywiście dwa razy do roku przeżywam prawdziwą ucieczkę kudłów, ale nie trwa ona już tak długo jak jeszcze dwa lata temu, kiedy musiałam sięgać po różne preparaty do zażywania. 
Na promocji -30% kupiłam skoncentrowane serum udoskonalające, L'oreal Skin Perfection, o którym jakiś czas temu pisało wiele dziewczyn. Większość była nim zachwycona i twierdziła, że świetnie spisuje się zwłaszcza pod makijaż. Mając to w pamięci, szybko złapałam jedną z ostatnich sztuk i powędrowałam do kasy. 

Osoby mieszkające w większych miastach mają lepszy dostęp do większości marek, choćby nawet do naszego Inglota
U mnie Inglot ma jedynie dwie małe wysepki, więc asortyment jest mocno okrojony, a i nowości dochodzą z opóźnieniem, ale nie narzekam, bo kiedy pojawia się jakaś wyprzedaż, np. cieni, nie znikają one z prędkością światła, bo w końcu mało ludzi interesuje się jednak takimi wysepkami, skoro obok jest Hebe i SP z wieloma promocjami i okazjami. 


Właśnie dzięki temu udało mi się kupić kilka cieni freedom system slim. Z serii pearl wzięłam numer 425 (średni kasztan), 435 (chłodna, ciemna czekolada), 401 (opalony beż), oraz 394 (średnia wanilia). 
Z serii vertigo kupiłam jedynie numer 70 (cieplejsza śliwka), a z serii super star numer 79 (wanilia, chłodniejsza, ciut jaśniejsza i mniej rozświetlająca jak 394). 
Nie wiem dlaczego tyle lat omijałam Inglota szerokim łukiem. Cienie są świetne! podobnie zresztą jak słynne już pudry konturujące oraz konturówki do ust. 


Zostając jeszcze przy temacie cieni, dokupiłam jedną sztukę long-wear eyeshadow do swojej paletki Artdeco z serii Art Couture


Wybrałam odcień ukryty pod numerem 24, w odcieniu ciemnej, gorzkiej czekolady, o matowym wykończeniu. Pigmentacja jest zabójcza! podobnie zresztą jak konsystencja, ale akurat nie ma się co dziwić, bo cienie Artdeco takie już są. 
Całą kolekcję Art Couture pokazywałam wam TU.


Ostatni zakup stacjonarny, to olejek Nature Love Essential Oil, Tea Tree, którego kupiłam w Tk Maxx. Olejek kupiłam z myślą o oczyszczaniu skóry, bo w końcu przy mojej mieszanej cerze, z tłustą strefą T, dobre oczyszczanie to podstawa. 


Olejek dodaję głównie do maseczek do twarzy, w tym glinek. Przy okazji mam teraz małą aromaterapię ;) 

Na tym koniec zakupów stacjonarnych, a początek zakupów dokonanych przez internet. 
Na allegro zamówiłam sobie białą kredkę oraz metaliczną tasiemkę do zdobień. Kredka przydaje się zwłaszcza kiedy chcę nałożyć brokat lub jakieś ozdoby na paznokcie, a niestety przy pomocy sondy jest z tym mały problem, więc taka woskowa kredka sprawdza się wtedy idealnie. 


Na mintishop zamówiłam jeden z hitów, flamaster do brwi Catrice w odcieniu 030 chocolate Brow'nie, oraz kredkę do ust w odcieniu 080 That's What Rose Wood Do! (brudny, neutralny róż). Pisak do brwi bardzo trudno kupić stacjonarnie w tym najciemniejszym odcieniu, który niby wcale nie miał być taki ciemny, ale jednak jest ciemniejszy niż się tego spodziewałam, no i dla mnie za ciepły. Gdyby nie to, że nie mogę przyzwyczaić się też do tuningowania brwi takim produktem, to pewnie kupiłabym jaśniejszą wersję.


Kupiłam także kolejne dwa pędzle marki Zoeva, mój ukochany 227 soft definer  w wersji vegan i coś mi się wydaje, że jednak 227 luxe soft definer spisuje się lepiej, ale może to kwestia "rozpracowania". Kupiłam też 109 Face Paint do konturowania twarzy. Jest to prawdziwe maleństwo o miękkim, przyjemnym włosiu, które potrafi na twarzy wiele zdziałać.




Ostatnie dwa kosmetyki kupiłam na ebayu, bo właściwie tylko tam mogłam upolować mój ukochany produkt do konturowania: NYX blush w odcieniu Taupe. Niestety poprzedni egzemplarz umarł śmiercią tragiczną, ponieważ spadł na podłogę i zostały z niego jedynie szczątki. Oczywiście w kosmetyczce mam jeszcze bronzer KOBO i Inglota 505, ale jednak nie są one w stanie zastąpić NYXa, więc nie było wyjścia; musiałam kupić nową sztukę. 


U tego samego sprzedawcy (dla zainteresowanych: beautyjoint) kupiłam wypiekany róż marki elf, który tak właściwie jest rozświetlaczem. Odcień Pinktastic, to połączenie średniego, beżowego szampańskiego koloru, z mocnym różem. Cena, zwłaszcza dla osób mieszkających w USA, jest śmiesznie niska, a jakość i efekt powalają na łopatki. 






PROPONOWANE POSTY:

25 komentarze

  1. Ja ze zdrowym rozsądkiem i powściągliwością mam to samo ;) Silną wolę mam wyjątkowo słabą :P Nowości świetne! :) Cienie Inglot wpadły mi w oko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jest nas więcej! :D
      Skusiłam się na nie, bo w końcu były po 5zł, a że normalnie kosztują 14zł jakoś, to warto było skorzystać :)

      Usuń
  2. Cudne zakupy! :) Zdrowy rozsądek i powściągliwość u mnie też nie są mocą stroną jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne, także łączę się w bólu :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to pewnie też tak masz, że wszystkiego pełno, a człowiek nie wie po co sięgnąć bo nie wie w sumie co ma nawet ;)

      Usuń
  3. Pewnie 227 w wersji z włosia naturalnego spisuje Ci się lepiej, bo takie włosie lepiej łapie pigment i ładniej go rozciera. Mi np. pędzelek do różu Zoevy w wersji wegańskiej kompletnie się nie sprawdził. Niby da się nim pomalować, ale to nie to samo co mieszanka włosia koziego i syntetycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, prawda...wydaje mi się, że sztuczne jest cout bardziej miękkie, ale jednak lepiej spisuje się pedzel z włosia naturalnego i następnym razem tylko taki będę kupować. Dobrze, że o tym napisałaś z tym pędzlem do różu! Jeszcze bym i z tym wtopiła;)

      Usuń
  4. Cienie z Inglota bardzo mi się spodobały :) W sumie sama mogłabym kupić wszystkie, no może poza fioletem :) Aż chyba zajdę w tygodniu pomacać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam:) jeszcze gdyby były na promocji takiej jak ja kupowałam, to nic tylko brać;)

      Usuń
  5. Sporo dobroci - osobiście nie chciałam już kombinować z tym rozświetlaczem - bo właśnie bałam się, że się znów zawiodę (kiedyś eksperymentowałam z Elfem..).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z elfem to różnie jest, niektóre produkty są genialne, inne trochę no nie bardzo...ale ten róż (bo oficjalnie to jest róż;)) i wypiekane rozświetlacze mają świetne opinie. Podobnie jak ich cienie w musie/kremie, ale ciężko je upolować:/

      Usuń
  6. Zastanawiałam się nad tym rozswietlaczem, choć mam mnóstwo innych ale ma mój ukochany odcień :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz rozświetlacze, to trzeba brać! Ja płaciłam za niego 17zł + wysyłka jakoś 8zł z usa, a że dolar spadł, to i cena spadła:)

      Usuń
  7. cudności, wspaniałe odcienie

    OdpowiedzUsuń
  8. Spore zakupy :) te pierwsze pomadki przepiękne są :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo tego i widzę, że same dobre produkty :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko bym pokochała jak swoje! :D Jestem baaardzo ciekawa tej pierwszej "dzikiej" marki, o której wspomniałaś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha:D
      Z dzikiej marki znam pomadki megalast, które warto przetestować, z cieniami się dopiero zapoznaję i pewnie niebawem zacznę kombinowania z inną serią pomadek:D niedawno wprowadzili piękne pędzle i rozświetlacze, ale nie wiem czy u nas w ogóle będą :/

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M