Ulubieńcy grudnia i stycznia

15 lutego 2016

Pewnie wiele z was ma podobnie jak ja: pomimo masy kosmetyków, sięgamy automatycznie po te, które z jakiegoś powodu bardzo nam przypadły do gustu. Podoba nam się efekt jaki dają, lubimy je za kolory i trwałość. U mnie po miłości do matowych cieni i brązowych kolorów, pojawiła się miłość do bardziej rozświetlających kosmetyków i kolorowych odcieni.
Dla ciekawych, jak prezentowali się ulubieńcy października, tu post KLIK.


W ciągu ostatnich dwóch miesięcy namiętnie męczyłam kilka produktów; odkryłam również świetny olejek do oczyszczania mojej mieszanej cery i produkt, który pomaga mi oczyścić twarz jeszcze dokładniej, dzięki czemu stan mojej cery ma się jeszcze lepiej i coraz rzadziej wyskakują mi nieprzyjaciele. 



Paletkę marki TheBalm, In the Balm of Your Hand vol.1, pokazywałam wam w całości w TYM poście. W dalszym ciągu uważam, że paletka jest genialna i dzięki niej można przetestować kilka kultowych kosmetyków (w końcu Mary Lou i Bahama Mama, to już legendy). Z całej paletki najbardziej do gustu przypadł mi przepiękny cień Insane Jane oraz słodki róż ukryty pod nazwą Argyle.
Zarówno cień, jak i róż, chętnie kupiłabym oddzielnie, ale o ile w przypadku różu jest to możliwe, tak w przypadku cienia już nie, ponieważ jest on dostępny jedynie w paletce Shady Lady vol. 2.


Kolejny róż, po który chętnie sięgam, to Max Factor creme puff blush w odcieniu 05 lovely pink. Miałam go nie kupować, bo ze względu na jasny kolor, wiele osób stosuje go raczej jako rozświetlacz niż róż, ale nie jest źle, chociaż faktycznie jest to bardzo delikatny odcień.
Często nakładam go na Argyle aby nadać mu świetlistości, ale solo też daje radę, choć wtedy trzeba nałożyć go w większej ilości, więc i policzki są mocniej rozświetlone i nie ma już potrzeby sięgania po rozświetlacz. 


Jeżeli chodzi o podkłady, to najczęściej używałam podkładu mineralnego Lily Lolo w odcieniu Warm Peach, którego nakładam przy pomocy wspaniałego Super Kabuki tej samej marki.
Wyrównuje koloryt i sprawia, że cera jest optycznie wygładzona. Co więcej, nie ma problemu z efektem maski, ponieważ podkładu nie widać na skórze. Cała recenzja wraz ze zdjęciami jest TU, więc nie ma sensu abym więcej wam o nim pisała;)


Ostatnim produktem do makijażu jest nowa wersja słynnego kamuflażu od Catrice, liquid camouflage w odcieniu 020 beige, chociaż pod oczami nie ma u mnie większej różnicy między nim, a odcieniem 010 porcelain. 
Świetnie sprawdza się do maskowania delikatnych cieni pod oczami i rumieńców na policzkach. Sprawdza się również przy niedoskonałościach na twarzy. 
Początkowo nie bardzo chciałam wierzyć, że przypadnie mi do gustu, bo z wersją w słoiczku jakoś nie jest mi po drodze, jednak ta wersja jest genialna. Nic dziwnego, że ciągle jest wszędzie wyprzedana;)


Długo zastanawiałam się nad zestawem pędzli Zoeva, KLIK ; w końcu jednak uległam i nie żałuję, chociaż nie sięgam po wszystkie pędzle z tego zestawu. Najczęściej używam 227 luxe soft definer, który świetnie się u mnie sprawdza do nakładania cieni na całą powiekę. 
Kupiłam jeszcze oddzielnie słynny 221 luxe soft crease, który jest genialny do rozcierania cieni w załamaniu powiek. Oba pędzle są świetne i to te głównie polecam, jeżeli zaczynacie przygodę z marką Zoeva. 


Do pielęgnacji wśród ulubieńców znalazły się dwie rzeczy - jeden kosmetyk i jeden produkt, oba do oczyszczania skóry.
Dokładnie oczyszczający olejek do mycia twarzy Thoroughly Clean Face Wash z Desert Essence stworzony jest do cery mieszanej i tłustej. Zawiera wiele składników aktywnych: olejek z drzewa herbacianego, dziki imbir Awapuhi, rumianek, ekstrakt z morszczynu pęcherzykowatego, olej ze skórki gorzkiej pomarańczy, olej lawendowy, olej z kwiatu nagietka oraz olejek cyprysowy. Zapach jest dość specyficzny, ale można się do niego przyzwyczaić, szczególnie że olejek jest naprawdę dobry. Porządnie oczyszcza skórę, sprawia, że niedoskonałości rzadziej się pojawiają, a skóra mniej się przetłuszcza. Jest też bardzo wydajny, a cena niezwykle przyjemna.
Kupiłam go na iherb, nie pamiętam dokładnie ile kosztował, ale był wtedy na promocji. Obecnie kosztuje $7,49 (znalazłam go w kilku sklepach internetowych, ale kosztuje prawie 50zł!).


Kolejny produkt do oczyszczania, to szczoteczka do mycia twarzy z The Body Shop. Używam jej kiedy mam trochę suchych skórek lub kiedy używam mocniejszego, wodoodpornego podkładu i chcę mieć pewność, że wszystko zniknęło z twarzy. 
Włosie jest dość twarde i czuć je na skórze, więc raczej osoby z wrażliwą cerą nie będą z niej zadowolone, ale jeżeli lubicie takie cuda, to polecam.




Jak wyglądają wasi ulubieńcy?
Znacie te kosmetyki?

PROPONOWANE POSTY:

19 komentarze

  1. Taki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy przydałby się i mi :D Co do palety The Balm - baaardzo mnie kusi, podoba mi się takie połączenie ich hitowych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam! szczególnie jeżeli masz mieszaną/tłustą cerę;)
      Wydaje mi się, że paletkę warto kupić:) Bahama Mama jest, Mary-Lou jest, do tego dwa fajne róże no i kilka cieni;) jakiś czas temu ją widziałam na promocji za 130zł chyba:)

      Usuń
  2. Nigdy i nigdzie nie mogę spotkać tego korektora w tej formie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuj zapolować na niego online? w mintishop kilka razy go widziałam:)

      Usuń
  3. Nie miałam żadnego z tych produktów. Czaję się na korektor Catrice, ale jest u mnie cały czas niedostępny stacjonarnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też kiszka, raz mi się udało go upolować w Hebe, ale od tej pory pustka:/ teraz kupiłam kolejny w Naturze, ale jak będę coś kupować online, to poszukam go od razu przez internet;)

      Usuń
  4. Ciekawi mnie ta szczotka do twarzy ale boję się, że włosie jest zbyt mocne dla mojej skóry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dość twarde, musiałabyś bardzo delikatnie jej używać, ale nie wiem czy to by coś dało, jeżeli masz bardzo delikatną i wrażliwą skórę - trochę drapie jednak;)

      Usuń
  5. Też mam dokładnie te same pędzelki Zoevy i jestem z nich bardzo zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ten róż z Max Factora, faktycznie daje wyjątkowo delikatny efekt, ale na dni delikatnego makijażu idealny :) Muszę w końcu przetestować ten nowy korektor Catrice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! na takie dni jest świetny! do tego ten błysk...cera wygląda cudnie:)

      Usuń
  7. Ja znam róż Max Factor - mam, używam i lubię go:) A korektor Catrice mam w słoiczku i też jest jednym z tych najlepszych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sam odcień różu masz:)? czy jakiś inny upolowałaś?

      Usuń
  8. Znam korektor Catrice i bardzo go lubię, ale chyba wolę wersję w słoiczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ja się w końcu do niego przekonam:) muszę go wyciągnąć;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M