Nowość Artdeco, zimowa kolekcja Arctic Beauty

5 grudnia 2015

Artdeco szaleje, nie da się tego nie zauważyć, zwłaszcza że opakowania kolejnej, tym razem zimowej kolekcji, nazwanej Arctic Beauty, ozdobione są uroczymi śnieżynkami, a w jej skład wchodzi przepiękny rozświetlacz, który według mnie, jest gwiazdą Arctic Beauty.


Wcześniejsze kolekcje także przyciągały wzrok - były cienie, szminki, nowe kasetki i róże, ale nie było rozświetlacza, więc jest tu coś nowego i innego. Podobnie jest z cieniami, wcześniej były prasowane, które teraz zostały zamienione na wodoodporne cienie w sztyfcie.


W skład całej kolekcji Arctic Beauty wchodzą następujące kosmetyki:
* Glam Star lipgloss w trzech odcieniach (numerki 31, 33 i 35) - cena 53,50zl  
* Perfect Color lipstick w trzech odcieniach (101, 103 i 105) - cena 44,50zł 
* High Performance eyeshadow stylo w czterech odcieniach (20, 40, 46 i 50) - cena 53,50zł
* Arctic Beauty Highlighter w jednym odcieniu- cena 89,90zł
* Arctic Beauty blush w jednym odcieniu- cena 89,90zł


Kiedy popatrzymy na design opakowań oraz tłoczenia na różu i rozświetlaczu, nie mamy wątpienia, że jest to kolekcja zimowa.
Czarne, eleganckie i proste opakowania na pewno spodobają się niejednej osobie, a to, co w sobie kryją, spodoba się jeszcze większej ilości.
Dzisiaj mogę wam przybliżyć kilka z tych kosmetyków i może dzięki zdjęciom oraz krótkiemu opisowi, poprosicie o coś z tej kolekcji Świętego Mikołaja lub Śnieżynkę pod choinkę;)


Błyszczyk numer 35 to bardzo jasny róż z zielonym shimmerem oraz malutkimi drobinkami w odcieniu różu i zieleni. Kosmetyk ma aplikator w formie gąbeczki i przyjemną, nie klejącą się konsystencję. 



Efekt jaki otrzymamy po nałożeniu tego mazidła w dużej mierze zależy od naszego naturalnego koloru ust. Ja mam dość jasne usta z natury, chociaż przed zdjęciami robiłam peeling, więc ich kolor jest mocniejszy niż zwykle.



Numer 35 nadaje ustom ładnego blasku, w większej ilości delikatnie rozjaśnia usta i tworzy taflę pełną małych, migoczących iskierek. Efekt ładny i ciekawy, na pewno daleki od tego, jaki dają błyszczyki ze sporą ilością brokatu.


Szminka pod numerkiem 101, to piękny, brudny, ale jasny mauve w opakowaniu, który na ustach robi się bardziej fioletowy. Piękny kolor, taki trochę mroźny, ale twarzowy i idealny na co dzień. 



Szminka ma kremową, dobrze napigmentowaną konsystencję, którą łatwo i przyjemnie się nakłada. Nie wchodzi w załamania ust, nie podkreśla suchych skórek i przyjemnie nawilża usta.



w cieniu
pomadka + błyszczyk, zdjęcie w cieniu
pomadka + błyszczyk, zdjęcie w cieniu
Opakowanie skradło moje serce - ta śnieżynka na górze zatyczki wygląda uroczo!


Cień w sztyfcie numer 46, to cień kameleon. Na ręce wydawało mi się, że to mieszanka śliwki, brązu i grafitu z malutkimi, fioletowymi drobinkami, które widać jedynie wtedy, kiedy się uważnie przyglądniemy (ale na powiekach ich nie dostrzeżemy). 


Na powiekach ciężko mi określić jaki to kolor - ni to brąz, ni to grafit. Coś pomiędzy, czasami nawet wydaje mi się, że jest w nim odrobinę khaki. a ta śliwka gdzieś ucieka. Pewnie wiele robi też towarzystwo innych kolorów na powiece - każdy kolor wydobędzie coś innego z tego cienia.


Konsystencja sztyftu bardzo mnie zaskoczyła. Jest niezwykle miękki, genialnie napigmentowany i sunie po skórze jak po maśle. Chwilkę po nałożeniu zasycha (nie czuć żadnego ściągnięcia skóry) i jest nie do zdarcia!. Naprawdę, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, bo zwykle cienie o takiej formule łatwo się rolują i po prostu szybko znikają z moich tłustych powiek.


Pora na dwa prasowane cuda, które pewnie zainteresują większość: róż i rozświetlacz.
Oba zamknięte w takich samych kasetkach, o tej samej pojemności.  


Róż jest połączeniem trzech kolorów: jasnego, chłodnego wrzosu, brudnego różu z małym dodatkiem beżu oraz śliwkowego fiolet, co razem daje chłodny, lekko różowo-fioletowy róż o satynowym wykończeniu. 



Kosmetyk jest dość zbity, nie pyli się, ale dla wielu osób może być ciut za twardy, jednak im częściej go używamy, tym miększy się robi, a na początek wystarczy po prostu pędzel o mocniej zbitym włosiu, a nie taka luźna kitka jak np. Real Techniques Blush Brush. Róż nie jest bardzo mocno napigmentowany, więc będzie idealny dla osób o bardzo jasnej karnacji. Oczywiście efekt można stopniować - od bardzo delikatnego, po taką matrioszkę ;) 
Trzyma się dobrze, nałożony rano, około 8, jest wciąż widoczny na twarzy po 10 godzinach. Oczywiście widać, że kolor już trochę zszedł i nie jest tak intensywny jak wcześniej, jednak jest wciąż widoczny.


Na koniec przysłowiowa wisienka na torcie - rozświetlacz.
Kiedy otworzymy opakowanie, naszym oczom ukazuje się dziwne, ale i piękne, połączenie średniego beżu, bardzo jasnego róż oraz mieszanki brązu z khaki (zwłaszcza ten ostatni kolor budzi mieszane uczucia). 





Mamy tutaj także przepiękną śnieżynkę, która pokryta jest srebrnym brokatem, przez co mieni się nieziemsko. Na szczęście (bo w końcu mało kto lubi kawałki brokatu na twarzy) drobinki są tylko na wierzchu i już po dwóch, trzech maźnięciach pędzlem całkowicie znikają. 

Przyznam się wam, że bałam się, że artdeco zepsuło taki piękny rozświetlacz przez ten najciemniejszy kolor. Bałam się, że rozświetlacz będzie dawał zbyt widoczny odcień, przez co skóra będzie wyglądała na brudną i niestety z zabawy trzeba będzie wykluczyć jeden kolor i mieszać jedynie dwa jaśniejsze.


No i rozświetlacz został zeswatchowany, kolor wyszedł ciekawy, ale jednak dość ciemny, więc jeszcze bardziej obawiałam się brudnego efektu na policzkach. Nadszedł dzień "0", rozświetlacz wylądował na policzkach i...jest miłość!
(do makijażu użyłam również różu oraz cienia w sztyfcie - kreska)




Stapia się ze skórą, koloru nie widać, za to jest mocny, jednolity, piękny błysk. Na pewno jego kolor wpływa na to, że rozświetlacz nie "wybija" się tak, jak jasne rozświetlacze, jednak nie wiem czy sprawdzi się u osób z bardzo jasną, niemal białą karnacją.
Konsystencja rozświetlacza jest bardziej miękka jak ta różu, przez co trochę się on pyli, ale nie wpływa to ani na wygodę użytkowania, ani na jego jakość i trwałość, która jest także bardzo dobra.

Mi osobiście do gustu przypadły wszystkie kosmetyki choć nie ukrywam, że rozświetlacz jest moim hitem. 

Kolekcja już powinna być w Douglasach oraz niektórych perfumeriach prywatnych, ale jak to bywa, może pojawić się z opóźnieniem, więc wypatrujcie Arctic Beauty u siebie;) 

Poniżej swatche w różnym świetle - w słońcu oraz z lampą. 










Wpadło wam coś w oko z Arctic Beauty:) ?

PROPONOWANE POSTY:

11 komentarze

  1. Rozswietlacz wyglada przepieknie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Róż i pomadka super, ładne kolorki, no ale rozświetlacz to naprawdę cudeńko <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne kolory i boskie opakowania! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne opakowania i super kosmetyki, właściwie wszystko mi się podoba poza... rozświetlaczem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Róż i rozświetlacz bardzo mi się podobają. No i te wytłoczenia - produkt dopracowany w najmniejszym calu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy tylko coś? Wszystko się podoba - cała kolekcja pięknie się uzupełnia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko piękne, same cuda:) Bajkowa zimowa kolekcja, aż chce się ją mieć:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M