Misslyn - nowe szminki Licence to Seduce oraz kolekcja na jesień Orient Express

18 września 2015

Misslyn to marka, z którą wcześniej nie miałam nic wspólnego i chociaż często stałam przy jej szafie w Hebe i dumałam czy nie przygarnąć któregoś różu do policzków, to jednak jakoś się powstrzymywałam.
Nadszedł jednak czas, kiedy powoli zaprzyjaźniam się z marką i mogę wam pokazać kilka nowych produktów, które zasilą szafę Misslyn. 


Marka stworzyła kolekcję Licence to Seduce, w skład której wchodzą przepiękne, nowe kolory szminek oraz konturówek do ust.
Powstała także nowa kolekcja na jesień Orient Express, w której również znajduje się wiele ciekawych kosmetyków: dzisiaj pokażę wam część z tych cudów. 

Szminki z Licence to Seduce są w matowych, przeważnie odważnych kolorach, chociaż znajdą się tu także spokojniejsze odcienie, które przydadzą się przy mocniejszych makijażach oczu lub też przy typowych delikatesach. 
O opakowaniach nie ma co pisać, bo wszyscy widzą jakie są: proste, czarne i matowe ;)


Wszystkie szminki pachną słodko jak cukierki, więc osoby, które lubią jak kosmetyki przyjemnie pachną, powinny być zadowolone. 
Dzisiaj pokażę wam cztery nowe odcienie z tych szminek, oraz trzy kolory z konturówek do ust - coś mi się wydaje, że wiele z was pobiegnie sprawdzić je jeszcze do drogerii, a część może się i skusi na zakup, bo wyglądają wow. 


Szminka 25 I'm red-y, to taka klasyczna, głęboka czerwień, która będzie zawsze pięknie wyglądać i sprawiać, że nasze zęby będą wyglądały na bielsze. Czerwień uwielbiam, zwłaszcza jesienią kiedy szaleję z ciemnymi kolorami na ustach, a oczy pozostawiam jedynie delikatnie podkreślone, więc taki kolor na pewno będzie w użyciu.



Kolejny odcień to 78 Color Sensation; kiedy go zobaczyłam, stwierdziłam że nieee, to nie mój kolor. Wygląda jak odcień stworzony dla typowej Barbie, więc ja będę w nim wyglądać strasznie. 
Jednak, jak to często bywa, pomalowałam tą szminką usta i trochę mnie zatkało, bo prezentuje się bardzo ładnie - robi cały makijaż i naprawdę wyróżnia się, ale nie wygląda tandetnie czy też kiczowato. Jest w niej coś fajnego.
Gdybym miała ją opisać, to określiłabym ją jako mocny, chłodny róż, taki delikatnie neonowy. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, ale pasuje do mnie, a co najważniejsze, dobrze się czuję, kiedy mam ją na ustach.



99 Vintage Rose to kolejne cudo, które należy do bardziej mocnych, delikatnie neonowych odcieni. Początkowo myślałam, że to taki koral, jednak po bliższym zapoznaniu się z tym odcieniem, wydaje mi się, że to bardziej taki koralowy róż, bo trochę koralu tu jest, ale też i róż jest widoczny. 
Odcień ciekawy, nawet bardzo i uważam, że warto mu się przyjrzeć w drogerii. 
Na zdjęciu wyszedł bardziej różowy; w rzeczywistości kolor wchodzi bardziej w koral.



Na koniec, 156 Magic Moments, czyli najspokojniejszy odcień ze wszystkich tu pokazanych. Jest to taki nude z dodatkiem mauve, kolor również bardzo ciekawy, który wielu osobom przypadnie do gustu. Na ustach jest widoczny, ale nie rzuca się w oczy i nie tworzy efektu trupich ust. 



Wszystkie szminki mają twarde i trochę toporne konsystencje przez co ciężko je rozsmarować na ustach. Można wcześniej je delikatnie nawilżyć (ale delikatnie! bo jeżeli nałożę sporo balsamu, to ciężko znowu nałożyć szminkę ze względu na jej konsystencję, która musi "doczepić" się ust) a można po prostu mocniej je docisnąć do ust i wtedy aplikacja idzie lepiej, jednak trzeba uważać aby nie przycisnąć za mocno i tym samym nie uszkodzić produktu. 
Szminki się nie rolują i nie podkreślają wgłębień w ustach, jednak przy suchych skórkach trzeba uważać, bo lubią je podkreślać (więcej kolory się na nich zbiera).
Wiele osób może się zniechęcić właśnie przez konsystencję tych cudów, bo przyznaję, jest trochę dziwna i trzeba znaleźć na nią sposób, ale jak już się go znajdzie i nałoży się szminkę, to ona siedzi i siedzi. 
Jak wspomniałam wcześniej, oprócz szminek są jeszcze konturówki.
Ja mam trzy kolory, z których dwa są matowe, a jeden taki delikatnie metaliczny z malutkimi drobinkami.


Numer 68 Irresistible, to właśnie ten jeden wyjątek- jest to brąz ze srebrnymi drobinkami, ale widać w nim też taki dodatek śliwkowego fioletu. Kolor ciemny, ale nałożony na całe usta wygląda o dziwo dobrze - mrocznie, ale wciąż na tyle ok, że spokojnie można wyjść do ludzi.


82 Pretty in Pink to średni, delikatnie pastelowy róż. Taki dziewczęcy, ale nie przesadnie słodki i mdły.
Na koniec 35 Lip Vermilion, czyli ciepła, średnia czerwień. 


Wszystkie konturówki mają bardzo fajną i miękką konsystencję, która świetnie sunie po ustach. 
Są też genialnie napigmentowane i na pewno często wylądują na ustach zamiast szminki, szczególnie że podobnie jak i one, wgryzają się jakby w usta i dobrze na nich siedzą - ciężko je zetrzeć nawet mocno pocierając chusteczką.

Jesienna kolekcja Orient Express składa się z sześciu nowych kolorów lakierów do paznokci, dwóch odcieni pomadek do ust, dwóch balsamów w kredce do ust, dwóch wodoodpornych kredek do oczu, tuszu do rzęs oraz potrójnych cieni do powiek.
Niektóre z tych mazideł mam i mogę je wam bliżej zaprezentować, a nawet pokusić pewnym cudem, które fankom kredek do ust na pewno się spodoba.

Zacznę od lakierów do paznokci: 186 oriental carpet, to klasyczna, krwista czerwień, natomiast 412 henna tattoo, to głęboki brąz, taki nie do końca perłowy i nie metaliczny - coś pomiędzy.




Szminka 77 eastern spirit, to klasyczna pomarańcza, jaśniejsza na ustach jak w opakowaniu i bardziej wyrazista. 
Konsystencja jest rewelacyjna, takie miękkie masełko, które bardzo przyjemnie sunie po ustach i świetnie je nawilża.




Kolejnym kosmetykiem, który bardzo przypadł mi do gustu jest balsam w kredce, shiny lip balm w odcieniu 25 exotic look. To prawdziwy balsam, o lekkiej, miękkiej konsystencji z mocnym kolorem, w tym przypadku takiej wiśniowej czerwieni. 
Kusi mnie żeby iść do drogerii i sprawdzić jeszcze drugi kolor z balsamu do ust, 36 Mysteriously, który jest ciemniejszy, więc akurat też idealny dla mnie;)




Na koniec waterproof color liner, czyli wodoodporna kredka do oczu w odcieniu 71 night train - nie jest to czerń chociaż tak wygląda. To taki mocny, głęboki granat z nutką grafitu.
Kredka jest miękka, ale trzeba jej trochę więcej nałożyć aby uzyskać mocny i głęboki kolor. 



Na koniec swatche wszystkich mazideł do ust. 
Szminki 78 nie udało mi się uchwycić na zdjęciach, wyszła jaśniej i chłodniej, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany tym kolorem, to najlepiej niech sprawdzi ją w drogerii. 




Coś wam wpadło w oko?

PROPONOWANE POSTY:

10 komentarze

  1. ja lakierki tej marki odkryłam 2 lata temu, najlepsze na rynku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio kupiłam sobie pomadkę tej marki i jest bardzo przyjemna w noszeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na jaki kolor się zdecydowałaś:)?

      Usuń
  3. Oh szkoda,że do najbliższego Hebe mam 40km bo szminki na prawdę wyglądają obłędnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne kolory! 99 dla mnie idealna :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomadki prezentują się zachęcająco :) Ciekawe, jak wyglądają na ustach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. szminka Magic Moments - definitywnie mój kolor, muszę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M