Initiale maseczki peel-off: Chlorophyll, Kolagen Morski, Oliwka i Drzewo Herbaciane

14 września 2015

Bardzo możliwe, że nie znacie maseczek przedstawionych na poniższym zdjęciu; w końcu jest to nowość, która od niedawna dostępna jest w drogeriach.
Maseczki typu peel-off od Initiale to produkty, których skład jest niemal całkowicie naturalny i na pewno wyróżnia się na tle wielu produktów tego typu.
W składach brak SLSu, parabenów, czy też GMO.
Cena takiej maseczki to jakieś 8-9zł. 


Należę do tych osób, które lubią od czasu, do czasu zrobić sobie małe spa; nałożyć maseczkę na włosy oraz na twarz (oczywiście nie tą samą), poleżeć w wannie i zrobić na spokojnie przy paznokciach. 
Na takie chwilę wybieram maseczki, które dobrze "siedzą" na twarzy, nie spływają z niej i tym samym nie muszę się obawiać, że nagle coś wyląduje na podłodze kiedy będę operować przy pazurach. 
Takie właśnie są te maseczki. Łatwo i szybko można je zrobić, dobrze przylegają do skóry, a ich ściąganie jest bezproblemowe, więc nic dziwnego, że ostatnio to głównie one lądują na mojej twarzy.


Na rynku dostępnych jest 8 wersji tych maseczek: Papaja (arginina, prolina), Luksusowa (koenzym Q10, minerały, lipidy), Acerola (witamina C), Kawior (proteiny, minerały, fosfolipidy), Chlorophyll (spirulina, witaminy A, C, E), Kolagen Morski (peptydy, enzymy, aminokwasy), Oliwka (nienasycowe kwasy tłuszczowe) i Drzewo Herbaciane (kwas salicylowy i antyoksydanty). 
Wszystkie maseczki zamknięte są w srebrnej saszetce znajdującej się w papierowych opakowaniach, na których są umieszczone nazwy danej wersji. 


W środku takiej saszetki znajduje się proszek, do którego wystarczy dolać wody i dokładnie wymieszać, aby otrzymać gotową do nałożenia maseczkę.
Wszystkie wersje zawierają xanthan gum, czyli gumę ksantanową, która sprawia, że maseczki gęstnieją, robią się bardziej lepkie i utrzymują się na skórze. Łatwo się także ściągają. Jeżeli reszta maseczki pozostanie na twarzy, najlepiej wziąć namoczony wodą wacik  i przetrzeć to miejsce, a wtedy bez problemu wszystko schodzi.

Chociaż jest aż 8 wersji, to dzisiaj będzie jedynie o 4 z nich (kolejne 4 pojawią się niebawem). 
Na pierwszy ogień idzie maseczka w wersji Chlorophyll (spirulina + witaminy A, C, E), która zawiera 99,8% naturalnych składników. 
Ma odświeżać, wzmacniać i silnie tonizować skórę.
Od razu przyznam, że ta wersja spodobała mi się najbardziej z tych dzisiaj opisywanych, głównie ze względu na kolor i zapach;)


Proszek jest w odcieniu jasnej zieleni, ale po dodaniu wody robi się bardziej seledynowy.
Od razu po otwarciu saszetki da się wyczuć mentolowy zapach, który trochę przypomina pastylki na gardło, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. 
Jeżeli lubicie uczucie chłodu na twarzy lub też najprościej w świecie jest wam gorąco, to ta maseczk wam się spodoba, ponieważ po jej nałożeniu natychmiast czuć efekt chłodzenia, który utrzymuje się przez cały czas trzymania maseczki na twarzy.
Co więcej, ta wersja świetnie odświeża skórę i oczyszcza ją z sebum oraz brudu, który nagromadził się na niej w ciągu dnia. Po jej ściągnięciu, czuć, że skóra jest też nawilżona i taka przyjemna w dotyku. 
Nie odczuwałam potrzeby nakładania po jej użyciu dodatkowych kosmetyków do nawilżenia skóry, co również mi się spodobało. 
skład: 
solum diatomeae, calcium sulfate, algin, tetrasodium pyrophosphate, xanthan gum, spirulina maxima powder, magnesium oxide, mentha piperita oil, menthol 

Kolejna maseczka jest w wersji Oliwka (nienasycone kwasy tłuszczowe)
Ma intensywnie odżywiać i nawilżać, a także hamować procesy starzenia się skóry, pozostawiać skórę jędrną, elastyczną i gładką. 
Ta wersja zawiera 99% naturalnych składników. 


Tu także kolor jest zielony, ale zapach już dość specyficzny: nie drażniący, ale taki nieokreślony. 
Ta maseczka również pozostawia skórę gładką i nieźle oczyszczoną, ale mam wrażenie, że poprzednia wersja w tej kwestii spisywała się lepiej (za to ta lepiej nawilżała). 
skład:
solum diatomeae, sepiolite, calcium sulfate, algin, tetrasodium pyrophosphate, olea europaea leaf powder, spirulina maxima powder, xanthan gum, chromium oxide greens, rosmarinus officinalis leaf oil, yellow 5 lake, magnesium oxide, iron oxides, limonene

Trzecia wersja to kolagen morski (peptydy, enzymy i aminokwasy) z 98,8% naturalnymi składnikami.
Nawilża, nadaje elastyczność i redukuje zmarszczki.


Kolor jest inny niż w wersjach wyżej opisanych, ponieważ tutaj jest on żółty z (czarnymi kropkami i przez to wygląda jak pudding waniliowy.
Niestety zapach już ten pudding nie przypomina. Właściwie, to nic nie przypomina, ot jest, nie drażni, nie jest mocny i nie jest charakterystyczny. 
Ta wersja oczyszcza najmocniej, i tym samym najsłabiej nawilża, ponieważ po jej ściągnięciu miałam nieprzyjemnie ściągniętą skórę, która wymagała nałożenia jakiegoś kremu czy też olejku na twarz. Sprawdzi się pewnie u osób, które mają tłustą skórę i potrzebują dobrego oczyszczenia (ta chyba wyssała z rozszerzonych porów wszystko;)).  
skład:
solum diatomeae, calcium sulfate hydrate, algin, tetrasodiumpyrophosphate, xanthan gum, hydrolyzed collagen, rosa canina fruitextract, yellow 5 lake, magnesium oxide, cichorium intybus rootextract, aqua, glycerin, cymbopogon martini oil, copaifera officinalis resin, caesaplinia spinosa gum, gluconolactone, sodium benzoate, rosa amascena floweroil, geraniol, linalool, citral, farnesol, citronellol

Na koniec została wersja Drzewo Herbaciane (kwas salicylowy + antyoksydanty), która ma aż 99,9% naturalnych składników.
Ma głęboko oczyszczać skórę z toksyn, działać przeciwzapalnie i antybakteryjnie, oraz wzmacniać i ujędrniać skórę.


Ma lekko zielonkawo-niebieski kolor z czarnymi kropeczkami (jest na zdjęciach). Zapach ciężko określić, ale nie jest duszący czy też drażniący.
Po jej ściągnięciu na skórze pozostaje taka delikatnie mokra warstwa, która jeszcze przez chwilę się wchłania.
Maseczka nieźle oczyszcza, chociaż nie lepiej jak wersja opisana wyżej i Chlorophyll, i bardzo dobrze nawilża (właśnie też dzięki tej warstwie, która pozostaje na skórze), a do tego pomogła mi pozbyć się kilku wyprysków, które akurat wyszły mi na czole. 
Pewnie polubią ją osoby, które mają problemy z wypryskami i szukają czegoś co nie tylko nawilży skórę, ale także pomoże im przy skórze z niedoskonałościami. 
skład:
solum diatomeae, calcium sulfate hydrate, algin, maris limus extract, tetrasodiumpyrophosphate, salix alba leaf extract, xanthan gum, oryza sativa powder, melaleuca alternifolia leaf oil, magnesium oxide, ultramarines, silica, menthol, limonene, linalool



Widzieliście już gdzieś te maseczki?

PROPONOWANE POSTY:

8 komentarze

  1. Maseczki Peel-of to moje ulubione maseczki, uwielbiam uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to masz kolejne do przetestowania:D;)

      Usuń
  2. Nie używałam,a bardzo ciekawią,bardzo;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie widziałam ich jeszcze, a prezentują się całkiem nieźle ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie zwróciłam na nie uwagi. Wyglądają ciekawie, być może kiedyś się na którąś skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak,jak też czasem lubię sobie zrobić takie domowe łazienkowe spa.
    Zwłaszcza zimą,kiedy wieczory są długie i noce chłodne.
    Uwielbiam taki relaks,jest dobry nie tylko dla ciała ale i duszy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M