4 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły #2

3 września 2015

Kolejna porcja kosmetyków, z których nie jestem zadowolona i na pewno nie pojawią się u mnie ponownie. Co dziwne, zawsze myślałam, że mam szczęście i nie trafiam na tzw. buble, czy też kity, ale kiedy zaczęłam robić porządki w kosmetykach, co chwilę wynajdywałam jakąś kosmetyczną kiszkę, która albo nie robiła nic, albo robiła wiele, ale nic z tego co powinna.
Praktycznie wszystkie, oprócz maseczki do twarzy, kupiłam ze względu na pozytywne opinie znajomych, którzy używali, i wciąż używają, tych kosmetyków. 



Po raz kolejny okazało się, że ile osób, tyle opinii i nie wszystko co się kupi, nawet po przeczytaniu wielu recenzji, stanie się naszą kosmetyczną perełką. 
Dzisiaj będą jedynie kosmetyki do pielęgnacji. Zapewne, powiadam wam, że będziecie je kojarzyć, ponieważ są łatwo dostępne - można je dostać w wielu znanych drogeriach - i używane przez wiele osób (albo i odradzane przez wiele osób, jak w przypadku ostatniego produktu). 
Zdjęcia niestety z internetu, ponieważ laptop, na którym trzymałam wcześniej zrobione zdjęcia, umarł śmiercią naturalną, acz nagłą, a że wielkość niektórych zdjęć jest mała, a na blogu mam ustawioną wielkość, to trochę je rozciągnęło i są rozmyte. 



1. Schwarzkopf, Gliss Kur crystal shine



O tej mgiełce pisałam w poście ze zdenkowanymi kosmetykami (KLIK). Mgiełka może i sprawdza się u innych osób (na co mam dowody, bo znajoma jej używa i naprawdę jest różnica w wyglądzie jej włosów, po użyciu tej mgiełki), ale niestety u mnie się kompletnie nie sprawdziła. Włosy były ciut bardziej błyszczące, ale wyglądały jak siano. Były szorstkie w dotyku, łatwo się kudliły i znacznie gorzej się rozczesywały. Mgiełkę jakimś cudem zużyłam, ale nie kusi mnie już żadna inna z serii Gliss Kur.

2. Nivea, ujędrniający żel antycellulitowy q10 plus


Zachwyty bliskiej koleżanki oraz świetne opinie w internecie spowodowały, że kupiłam żel antycellulitowy z Nivea, który miał skutecznie ujędrniać skórę, nawilżać, zmniejszać cellulit i inne bajery. Osobiście nie wierzę, że bez odpowiedniej diety i ćwiczeń sam kosmetyk zdziała cuda, ale jednak może w jakimś stopniu pomóc, dlatego też kupuję mazidła tego typu. Niestety, ten nie pomógł i wydaje mi się, że tak właściwie nie robił absolutnie nic. Nawilżenia nie zauważyłam, wchłaniał się średnio; trochę to trwało zanim czułam, że całkowicie wniknął w skórę, nie ujędrniał, a już na pewno nie zmniejszył widoczności cellulitu (chociaż na to nie liczyłam, więc się nie czepiam, tak tylko wspominam;)). Kupiłam go w Biedronce, więc nie wiem czy to w jakiś sposób może tłumaczyć jego kiepskie działanie (w końcu z tintami Bell były cyrki z tego co pamiętam), ale raczej nie skuszę się na ponowny zakup, nawet w zwykłej drogerii. Wolę dołożyć i kupić sprawdzony preparat Tołpy, który faktycznie działa. 


3. Bielenda, Kuracja parafinowa



Kuracja do rąk, o delikatnej konsystencji, która ma pielęgnować skórę dłoni. Ponoć ma także likwidować oznaki wiotczenia, napinać skórę, rozjaśniać plamy i przebarwienia. Ma również poprawiać kondycję paznokci. Kurację stosowałam zarówno z bawełnianymi rękawiczkami, jak i samą, ale efektów żadnych nie zanotowałam. Konsystencja jest dość rzadka i powoli się wchłania. Do tego,  ten krem słabo nawilża i kiepsko pielęgnuje. Nie zauważyłam aby w jakiś sposób wpłynął na stan moich paznokci. Dla mnie jest to kosmetyk, który nie robi nic, więc pozostanę jednak przy ukochanych kremach z The Secreto Soap Store, które oprócz niesamowitego działania, mają również niesamowite zapachy. 


4. Alterra, nawilżająca maseczka z aloesem (Feuchtigkeitsmaske Aloe Vera)

Na koniec pewien horrorek. Maseczka, która potrafi zrobić na twarzy prawdziwą masakrę. Nie wiem jak to się stało, że nie sprawdziłam wcześniej jej recenzji, ale na szczęście, zawsze testuję na dłoni/żuchwie takie kosmetyki, przed nałożeniem ich na całą twarz. Okazało się, że ta maseczka okropnie mnie uczula. W momencie skóra zrobiła się czerwona, gorąca i piekąca. Na szczęście po zmyciu maseczki szybko wszystko wróciło do normy. Próbowała jej też moja siostra i mama, ale było to samo. Oddałam ją koleżance, która powiedziała, że chętnie przekona się, jak maseczka sprawdzi się u niej i o dziwo, nic złego się nie stało. Co więcej, była bardzo zadowolona z niej zadowolona. 
Jednak patrząc na opinie tego cudaka, choćby na wizażu, lepiej omijać te zielone saszetki szerokim łukiem - może już zostały wycofane? 

* 4 kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły #1

Znacie te produkty? 
używaliście ich?

PROPONOWANE POSTY:

8 komentarze

  1. Nie znam żadnego z nich, ale będę na nie uważać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gliss kur mam i jestem bardzo zadowolona z niej;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam tylko tą odżywkę - u mnie się sprawdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. GlissKurową odżywkę uwielbiam,ale w innej wersji. Reszty nie znam,ale zakodowałam,żeby mieć się na baczności przed kupnem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam żadnego z tych kosmetyków i nie żałuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam nic z tych produktów, natomiast miałam inne mgiełki Gliss Kur i bardzo je lubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na szczęście nie znam żadnego z tych kosmetyków :D i tak pozostanie :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M