Ulubieńcy marca i kwietnia

9 maja 2015

Nie za często robię post z ulubieńcami, bo albo ciągle sięgam po inne kosmetyki i ciężko mi wśród nich wytypować największych faworytów, albo sięgam wciąż po to samo, co już zresztą pokazywałam na blogu, więc nie ma sensu znów robić o tym post.
Na szczęście ostatnio trochę się zmieniło. Niektóre z tych mazideł są u mnie od niedawna, a inne siedzą w kufrze od dłuższego czasu, ale zupełnie o nich zapomniałam, więc można napisać, że dostały drugie życie.
Jednego kosmetyku nie udało mi się znaleźć, gdzieś go zapodziałam podczas małych porządków, więc wstawię zdjęcie z internetu.


Oczywiście najwięcej ulubieńców jest wśród kolorówki, ale nie zabrakło tu też pielęgnacji, więc mam nadzieję, że coś wam wpadnie w oko i może skutecznie skuszę was na małe zakupy, bo w końcu ja tak lubię kusić;)



Zacznę od kolorówki i produktów do ust.
Tutaj mam dwóch ulubieńców; Maybelline Color Sensational w odcieniu 250 Mystic Mauve oraz szminkę MAC w kolorze Up the Amp (wykończenie amplified). Pierwszą znalazłam w paczce od Ani w ramach akcji Podaruj Paczuchę (całą zawartość pokazywałam TU). Szminka w opakowaniu może nie wzbudzać zachwytu, ale na ustach prezentuje się pięknie. Jest to kolor, który pasuje zarówno do bardzo delikatnego makijażu, jak i do mocno podkreślonych oczu - nie wychodzi na pierwszy plan, ale tuninguje usta i sprawia, że przyciągają wzrok. Do tego szminka ma wspaniałą, miękką konsystencję i gładko sunie po ustach. Jedynym minusem jest krótka trwałość, ale można jej to wybaczyć. Pokazywałam ją w TYM poście na ustach. 


Szminka MACa za to ma trochę toporniejszą konsystencję, ale nie sprawia problemów przy nakładaniu, a przy kolejnych warstwach robi się bardziej miękka. Kolor początkowo trochę mnie rozczarował, bo chciałam coś jaśniejszego, ale teraz szerze ją uwielbiam i uważam, że najlepiej wygląda kiedy się ją hojnie nałoży.


Jeszcze jeden produkt ze stajni MACa zasilił grono ulubieńców, jest nim mineralize skinfinish w odcieniu Lightscapade, który początkowo mocno mnie rozczarował, bo byłam przyzwyczajona do widocznego błysku na policzkach, a ten rozświetlacz jest naprawdę bardzo delikatny. Z czasem zaczęłam go doceniać i coraz częściej po niego sięgać, zwłaszcza kiedy mam ochotę na bardzo delikatny i naturalny makijaż. 


Lighscapade, to połączenie bardzo jasnego beżu, z niebieskim, brzoskwinią oraz odrobiną różu. Taki miks daje kolor określany przez wiele osób jako kolor światła - jasny, ale ani nie do końca beżowy, ani szampański czy waniliowy. 


Na policzkach królował za to rozświetlający, według producenta, róż Paese numer 21. Rozświetlający jest on tylko z nazwy, bo choć posiada takie małe, srebrne drobinki, to nie są one widoczne na skórze. Numer 21, to taki średni beż z odrobiną brzoskwini, który bardzo ładnie wygląda  na skórze; takie połączenie pudru brązującego z różem o matowym wykończeniu.


Ostatnio postanowiłam dać kolejną szansę różowi z NYXa, który takim typowym różem nie jest, za to wiele osób, uważa go za genialny produkt do konturowania. Odcień, o którym mowa, to Taupe, czyli opalony, chłodny, trochę szarawy brąz. Skoro znalazł się  w ulubieńcach, to domyślacie się na pewno, że bardzo go polubiłam. Ma idealny dla mnie odcień, świetną konsystencję i łatwo się nim pracuje. Zostawił w tyle nawet moją ukochaną Bahamę Mamę od TheBalm!


Ostatnie kosmetyki kolorowe, o których chciałabym napisać zanim przejdę do pielęgnacji, to Clinique Blended face powder w odcieniu 08 transparency neutral, tusz do rzęs Rimmel Wonder'full, a także korektor L'oreal Lumi Magique w odcieniu 01 Light. Sypki puder Clinique odkopałam z czeluści pudełka z zapomnianymi kosmetykami i teraz zastanawiam się, jak mogłam o nim zapomnieć i przestać go używać? Może nie matuje na aż tak długo jak puder NARSa, ale podoba mi się jego odcień (jasny beż z odrobiną żółci), przyjemna, miękka konsystencja i efekt gładkiej skóry jaki mi zapewnia. Rozszerzone pory są mniej widoczne, podobnie jak drobne niespodzianki i nierówności na skórze. Jest do tego piekielnie wydajny, a jest go sporo, bo 35g, co nie jest bez znaczenia biorąc pod uwagę cenę (około 150zł). 


Rimmel Wonder'full pokochałam dopiero jak tusz odrobinę zgęstniał, bo to od tego momentu lepiej nam się układała współpraca. Ładnie pogrubia rzęsy i delikatnie je wydłuża, chociaż wciąż zdarza mi się zrobić sobie małe kuku i posklejać rzęsy, ale wtedy sięgam po ukochany grzebyczek do rozczesywania rzęs z Inglota, który także jest ulubieńcem ostatnich dwóch miesięcy.
Korektor Lumi Magique z L'oreal skradł moje serce i póki co nie zanosi się na to, aby to się zmieniło. Bardzo ładnie ukrywa moje delikatne worki pod oczami i ładnie rozświetla skórę. Na większe niespodzianki jest za słaby, ale z małymi dość dobrze sobie radzi. Nie wchodzi w załamania skóry i nie wysusza. Przeczuwam, że długo pozostanie moją miłością.

Pora na cztery kosmetyki do pielęgnacji. 
Olejek pod prysznic Nivea natural oil kupiłam kiedyś na promocji w Super-Pharm. Zapach ma dość specyficzny, ale w końcu najważniejsze jest działanie, a to bardzo mi się podoba. Produkt jest wydajny, a skóra po jego użyciu jest gładka i znacznie bardziej nawilżona jak po użyciu innych produktów pod prysznic/do mycia, które do tej pory stosowałam. 


Oczywiście nie zapominam o innych produktach do pielęgnacji ciała, więc sięgam także po masła i balsamy. Ulubieńcem w tej kategorii stało się masło do ciała, żurawinowa odbudowa z ekoa nature & spa. Jest to zbite, trochę twarde masło do ciała, które pod wpływem ciepła powoli się rozpuszcza, dlatego też kiedy nakładam go na skórę, chwilę odczekuję, bo wtedy znacznie łatwiej go rozsmarować (kiedy próbowałam go rozsmarować od razu, zbijał się w takie grudki). Podoba mi się jego piękny, cierpki zapach żurawiny oraz to, że nawet na drugi dzień po użyciu tego masła, czuję na skórze ten delikatny film, który pozostawia. 


O kolagenie NTC pisałam TU, więc teraz będzie krótko. Jest to produkt, który nawilża, wygładza i ogólnie polepsza wygląd skóry i u siebie taką poprawę zauważyłam. Jego aplikacja wymaga trochę czasu, ponieważ trzeba go wmasowywać w skórę przez min. 5 minut, co także wpływa na polepszenie stanu naszej cery, bo w końcu od dawna wiadomo, że masaż twarzy jest bardzo ważny. Obecnie używam tego produktu (kolejnej buteleczki) na rozstępy, drobne blizny, a przy okazji też na miejsca objęte pomarańczową skórką (tak się złożyło, że rozstępy mam głownie na nogach), więc jestem bardzo ciekawa czy jakieś efekty będą widoczne.


Ostatnim produktem w ulubieńcach jest żel do usuwania skórek z Sally Hansen (problem cuticle remover with aloe vera). Marka ta słynie ze świetnych produktów, która pomagają usunąć skórki przy paznokciach, które często pojawiają się na wielu blogach. Obecnie mam trzy takie produkty, każdy o innej konsystencji, ale tym samym działaniu, i z nich wszystkich najbardziej lubię właśnie ten o konsystencji mocniej zbitego, zielonego żelu. 
Świetnie usuwa i zmiękcza skórki, a przy tym nawilża i przyjemnie pachnie. Kosztuje niewiele, a jest bardzo wydajny, więc warto zaryzykować, skusić się i przekonać się na własnych skórkach, jak wam przypadnie do gustu;)

źródło


A jak u was z ulubieńcami? są jakieś nowe odkrycia?

PROPONOWANE POSTY:

25 komentarze

  1. Ciekawi mnie ten Lightscapade. Miałam Soft & Gentle dawno temu i odsprzedałam - teraz chodzi za mną on i chyba będzie chodzić póki nie przetestuję u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak z ciekawości, dlaczego puściłaś Soft&Gentle w świat:)?

      Usuń
  2. Ten olejek z Nivea chętnie bym wypróbowała
    P.S Zapraszam na mój drugi blog rudemysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Produkty Ekoa uwielbiam chociaż ja jestem raczej fanką ich peelingów do ciała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam, ale jak tylko wykończę, to co mam, to pewnie kupię kolejne masło do ciała i jakiś peeling:)

      Usuń
  4. Bardzo fajni ulubiency :D Ja ostatnio 'choruje' na pomadki z MAC wlasnie, uwielbiam je i moja kolekcja ich rosnie w sile, mozna powiedziec :) Ten rozswietlacz z MAC jest sliczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile sztuk liczy Twoja kolekcja:)? polecasz jakiś kolor w szczególności?

      Usuń
  5. Przyglądnęłam się bliżej różowi NYX i stwierdziłam, że ma tak dziwny odcień, że się chyba nie polubimy. Ale jak widać warto dać mu szansę. Wysmakowani ci Twoi ulubieńcy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo osób go używa właśnie do konturowania ze względu na jego odcień, ja również głównie do tego go używam i bardzo polecam!;)

      Usuń
  6. O ja widzę tu trochę kosmetyków, które sama posiadam. Korektor Lumi mam już rok :D Tak oszczędzam. Jest świetny, ale drogi i już go nie kupię raczej. Przeżyję. Mam inne korektory. Ten bronzer z NYX to u mnie częściej gości na powiekach niż na policzkach. Jakoś nie chce mi się bawić w konturowanie. Rozleniwiłam się. Nawet rozświetlacza nie używam, co najwyżej róż. Tusz z Rimmela to mi się musiał odleżeć z 2 miesiące... no przegięcie. Ładnie rozdziela, wydłuża, ale nie pogrubia tak jakbym chciała. Tę szczotkę ma dziwną, taką elastyczną. Wolałabym, żeby tak się nie wyginała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest dość drogi, dlatego ja go kupuje jak są promocje -40% lub, tak jak teraz była, -49% :) cena już jest bardziej znośna :)

      Usuń
  7. Miałam kupić ten korektor L'oreal, ale ostatecznie się nie zdecydowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. na bronzer (a zasadzie róż) nyxa czaję się dobry rok, ale nigdy go jakoś nie udało mi się kupić:( nigdzie go nie było w moich douglasach, a online przy okazji zakupów wszędzie był wykupiony:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swój zamówiłam na ebayu już dość dawno temu. Sprzedawca miał aukcję, gdzie można było wybrać 3 róże w dowolnym odcieniu z NYXa:) a cena takiego "zestawu" wraz z wysyłką do PL wynosiła tyle, ile u nas kosztują dwa róże bez przesyłki;)

      Usuń
  9. Uwleibiam Lightscapade :) Jest naprawdę przepiękny <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Mystic Mauve mam i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam inny żel z SH, ten niebieski, szeroko znany w blogsferze :D Tego jeszcze nigdzie nie widziałam, ale może kiedyś się skuszę :D Nie miałam ani jedmego z twoich ulubieńców, ale kosmetyki Paese wydają się być ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też go mam, ale nie do końca mi pasuje ze względu na swoją konsystencję, więc na allegro kupiłam ten i jeszcze inny, taki już jak krem prawie;)

      Usuń
  12. Lightscapade <3 Chyba go w końcu kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! :) bardzo delikatny, ale jednak widoczny;)

      Usuń
  13. Mam szminkę z Maybelline w kolorze jasnego różu, prawie niewidoczna na ustach. Najbardziej lubię w niej to, że nie tylko daje kolor, ale też nawilża usta.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam ten olejek pod prysznic Nivea. Dla mnie ma bardzo przyjemny zapach i świetne działanie. Mam również żel do skórek SH, choć w innej wersji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurdę, muszę w koncu zainwestować w szminki z Maca :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Olejek Nivea i u mnie znalazł swoje miejsce, ale używam go jedynie do golenia - świetnie zastępuję piankę czy żel, no i skóra jest mega gładka po użyciu :) Jestem również bardzo ciekawa tego kolagenu, ale niestety cena dla mnie jest lekko kosmiczna. Wierzę, że działa cuda, ale kosztuje trochę sporo.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M