Chanel Rouge Allure Extrait de Gloss - 56 Imaginaire i 60 Exces

3 maja 2015

Są kosmetyki, które się uwielbia, a może i kocha, i nawet ich wysoka cena nie jest w stanie zniechęcić nas do zakupu kolejnej sztuki. Ja tak mam w przypadku niektórych kosmetyków marek selektywnych. O dziwo, przeważnie dotyczy to produktów do ust.
Moją wielką miłością są błyszczyki Chanel Levres Scintillantes, ale ze względu na trochę ubogą kolorystykę (brakuje mi kremowej, pięknej czerwieni) postanowiłam skierować się w stronę serii Rouge Allure Extrait de Gloss, która kusiła pięknymi, czarnymi opakowaniami oraz czerwonymi odcieniami.


Łącznie do wyboru jest 9 odcieni, jednak nie wiem czy wszystkie można upolować w perfumerii. 
Jest tutaj beż (51 Insouciance), brzoskwinia (52 Genie), trzy odcienie różu o różnej intensywności (55 Confidence, 56 Imaginaire oraz 57 Insolence), tyle samo odcieni czerwieni (58 Emoi, 60 Exces i 61 Fatale), a także brąz z czerwienią (59 Impertinence)
Ja mam dwa odcienie i chociaż kuszą mnie inne kolory, to chyba raczej nie uczynię z tego duetu tria (no chyba, że trafi się jakaś super okazja).
Jak już wiecie, zależało mi na czerwieni, więc wyboru musiałam dokonać między trzema odcieniami: 58 Emoi, 60 Exces i 61 Fatale. Początkowo chciałam najciemniejszy, czyli Fatale, ale na moich ustach wychodził z niego brąz, co od razu mnie zniechęciło. Emoi z kolei był jaśniejszy, bardziej stłumiony i różowy, a ja w końcu chciałam czerwień, więc ostatecznie wybrałam Exces, który jest żywą, wiśniową czerwienią - odcień idealny głównie na wiosnę i lato, ponieważ ładnie ożywia twarz.


W kolorze się zakochałam, podobnie zresztą jak w konsystencji i efekcie jaki błyszczyk daje na ustach, więc szybko przybył mi kolejny odcień, tym razem z rodziny różowych kolorów, 56 Imaginaire,  który jest delikatnie rozbielonym, ale wciąż żywym różem z mikrodrobinkami w odcieniu srebra i różu. 
Wszystkie błyszczyki z tej serii zamknięte są w eleganckich opakowaniach wykonanych z czarnego szkła (przynajmniej tak mi się wydaje, że jest to szkło) z małym, białym napisem, oraz złotą górą z logiem marki na zakrętce. 


Aplikator jest w formie spłaszczonej gąbeczki, dzięki czemu łatwo i szybko nakłada się produkt na usta. Gdyby aplikator był w formie klasycznego pędzelka, to byłoby z tym trochę gorzej. Opakowanie bardzo mi się podoba, jest proste, klasyczne, bez udziwnień, ogromnych napisów, czy też falowań. Jedyny jego minus jest taki, że zaraz zostają na nim ślady po paluchach (na szczęście łatwo to wyczyścić). 


Kosmetyk ma trochę dziwny zapach, ale nie jest on na szczęście mocno wyczuwalny. Konsystencja jest inna jak w moich ukochanych Levresach - ta jest jakby delikatnie silikonowa. Nie klei się, ale doczepia się do skóry ust i od razu czuć taki delikatny film, który szybko nawilża i wygładza usta. Bardzo podoba mi się to, że niezależnie od ilości warstw, które nakładam, kosmetyk nie wylewa się poza kontur ust, nawet bez konturówki, no i nie wchodzi w załamania. Co więcej, nie podkreśla suchych skórek, co również jest ogromnym plusem i nawet jeżeli na waszych ustach pojawią się takie suche paskudy, to spokojnie możecie nałożyć Extrait de Gloss i nie będą one widoczne. 


Jeżeli chodzi o trwałość, to po 4h kolor jest już znacznie mniej widoczny, podobnie jak tafla, i efekt przypomina trochę ten, jaki można uzyskać przy użyciu  truskawkowego lub wiśniowego balsamu do ust. Dla mnie to bardzo dobry wynik, a nawilżenie jakie zapewnia mi Extrait de Gloss, jest świetne - znacznie lepsze od większości balsamów do ust. 



Intensywność czerwonego koloru można stopniować, od bardzo delikatnie zaczerwienionych ust, po mocno widoczny kolor z piękną taflą. Czerwienią się zachwycam niezmiennie od kiedy ją mam i może, jak trafi się dobra okazja, skuszę się jeszcze na Emoi bądź zrobię kolejne podejście do Fatale, jednak róż, który mam, trochę mnie rozczarował. Kolor na moich ustach nie był taki, jak oczekiwałam. Robił się bardziej łososiowy jak różowy, był mało widoczny i nie ożywiał twarzy jak na to liczyłam. Dawał jedynie widoczną taflę, ale to za mało jak na produkt za prawie 140zł (całe szczęście kupiłam go znacznie taniej). Jakość i konsystencja jest nadal świetna, tak jak u Exces, jednak kolor, to już nie moja bajka, bo na ustach zamienia się w takiego nijakiego łososia. 
Cena Extrait de Gloss jest wysoka, ale jednak to jest jeden z tych kosmetyków, za który warto zapłacić, bo nie znajdzie się nic podobnego wśród tańszych marek. Zakupu nie żałuję, szkoda jedynie, że nie ma więcej odcieni ;)





Jak wam się podobają? 
Może ma ktoś jakiegoś Chanela w swoim zbiorze;)?



PROPONOWANE POSTY:

14 komentarze

  1. Ta czerwień jest przepiękna. Nie przekonuje mnie jednak wydawanie większych sum na błyszczyki. Dwie dychy mogę zapłacić, ale nie więcej :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osz szalona:D
      Heh ja teraz też już nie szaleję jak kiedyś, ale to głównie dlatego, że z kosmetyków przerzuciłam się na inne rzeczy;)

      Usuń
  2. Uwielbiam te błyszczyki, a Twoje kolory z chęcią bym przytuliła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Chanel mam tylko perfumy, ale Exces wygląda obłędnie:) Bardzo dobrze czuję się w tego typu czerwieniach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda i jest obłędny:) no i ta konsystencja! niestety nie znajdzie się takiego cuda w żadnej innej marce i choć uwielbiam błyszczole L'oreala, to niestety takiej czerwieni nie mają:/

      Usuń
  4. Ja mam tak z pomadkami Lancome :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie kuś! seria in love bardzo mi się podoba i mam nawet jedną, ale ostatnio się przerzuciłam na błyszczyki:)

      Usuń
  5. Piękne odcienie *.* Jeszcze nie mam nic od Chanel, teraz nie wiem dlaczego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz to jak najszybciej zmienić;)

      Usuń
  6. ja chanela nie mam ale mam konturówkę diora i jestem bardzo zadowolona !

    OdpowiedzUsuń
  7. Exces świetnie się prezentuje, lubię takie odważne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Te błyszczyki są rewelacyjne <3 Tez mam dwa 13 i 15. Podobnie bardzo lubię błyszczyki Levres. Niestety ceny tych cudownych błyszczyków są tak skandaliczne, że wolę wstrzymać się do grudnia z zakupem, kiedy jest okazja zapłacic 30% mniej w syfoa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Używanie szminek ciągle jeszcze nie weszło mi w nawyk. Czerwień jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M