Ulubione pędzle do makijażu

16 kwietnia 2015

Zanim nastąpiła era pędzli Zoeva, makijaż wykonywałam przeważnie ciągle tymi samymi pędzlami, które automatycznie wyszukiwałam spośród reszty opuszczonych, kolorowych pędzelków do zadań specjalnych.
Okazało się, że wśród moich ulubieńców jest ogromna różnorodność; są pędzle znanych marek, których ceny czasami powodują wytrzeszcz oczu i opad szczęki, są także pędzle, które należą do znanej, ale taniej marki kosmetycznej, oraz i takie sztuki, które są pędzlami no name i kosztowały przysłowiowe grosze.



W poście nie uwzględniłam jeszcze żadnego pędzla Zoevy, ponieważ za krótko ich używam, aby już coś więcej o nich napisać, a co dopiero wstawić ich do postu o ulubionych pędzlach. Przyznaję jednak, że może zajmą niedługo miejsce tych maleństw do oczu, które wam dzisiaj przedstawię, bo naprawdę przyjemnie się ich używa.



Pędzli mam sporo, bo kilka lat temu przechodziłam mały szał i dużo ich kupowałam. Teraz na szczęście trochę się ogarnęłam, kilka sztuk wypuściłam w świat, a kilka mam schowanych na dnie kuferka i wciąż rozmyślam czy się ich pozbyć, czy lepiej jednak zachować.

Z pędzli, których używam do makijażu twarzy, najdłużej jest ze mną pędzelek Essence, który kosztował chyba 10-12zł.
Posiada czarną rączkę ze srebrnym napisem, który jest wciąż w stanie idealnym, oraz bardzo miękkie i przyjemne w dotyku dwukolorowe włosie.



Używam go głównie do różu czy też pudru brązującego, kiedy trafią mi się sztuki o twardszej lub mniej napigmentowanej konsystencji, ponieważ świetnie sobie z takimi radzi. Nie podrażnia skóry podczas aplikacji kosmetyków, ładnie je rozciera na skórze i dzięki niemu plamy nie są mi straszne. 



Łatwo go wyczyścić, a włosie nadal jest w świetnym stanie; nic nie wypadło, nie zmieniło swojego kształtu ani koloru. Za taką cenę grzech nie wypróbować, bo jakościowo pędzel bije na włosie niejeden ze znacznie droższej marki.

Wśród moich ulubieńców jest także inny pędzel tej marki, ale tego już niestety nie dostaniecie, ponieważ pochodzi z edycji limitowanej Wild Craft. Pędzel jest dwustronny i kupiłam go pod wpływem chwili - nie bardzo byłam do niego przekonana, ale tak strasznie podobała mi się ta limitka, że trochę straciłam głowę i również on znalazł się w moim koszyku.



Rączka jest w kolorze khaki, napis delikatnie się starł, a skuwki trochę porysowały, ale ogólnie trzyma się chłopak dzielnie. 



Z jednej strony pędzel ma dłuższe i delikatnie spłaszczone włosie, które idealnie sprawdza się przy nakładaniu rozświetlacza na szczyt kości policzkowych oraz pod łuk brwiowy i na szczyt nosa. Jest ono dość dobrze zbite, miękkie i elastyczne, więc sprawdza się dobrze i przy produktach sypkich, i prasowanych, zarówno o słabszej jak i mocniejszej pigmentacji, chociaż z tym ostatnimi trzeba troszkę uważać, bo można łatwo osiągnąć efekt kuli disco. Z drugiej strony pędzel jest krótki, mocno zbity, ale włosie jest także bardzo miękkie. 



Tą częścią nakładam rozświetlacz pod łuk brwiowy, jeżeli produkt jest słabiej napigmentowany, a także na łuk kupidyna czy wewnętrzne kąciki oczu. Tutaj również nie ma problemu z wyczyszczeniem włosia; nic nie wypada, nie łamie się, skuwki się nie poluzowały i jedyne co zdradza, że pędzel jest w ciągłym użytku, to właśnie te ryski i trochę zdarty napis na środku. Kosztował jakoś 12-13zł i chyba nie muszę już pisać, że był to bardzo udany zakup?

Z tanich pędzli znanej marki przejdę teraz do dwóch pędzli marek, o których wciąż jest głośno, a których ceny należą już do kategorii tych wyższych.
Real Techniques blush brush kupiłam prawie dwa lata temu w maju 2013 roku (wszystkie pędzle RT pokazywałam TU). Kupiłam wtedy dla siebie cztery sztuki, z czego jedną oddałam, jednej używam prawie cały czas, a pozostałych dwóch tylko jak sobie o nich przypomnę.
Moim ulubieńcem z tych wszystkich pędzli RT jest właśnie blush brush, czyli królicza kitka do różu. 



Jak łatwo zauważyć pędzel ma długie, zaokrąglone włosie, które jest bardzo elastyczne, miękkie i właśnie przypomina taki milutki ogonek milutkiego zwierzaczka. Bez problemu nabiera się przy jego pomocy róż czy też puder brązujący i rozprowadza go na skórze. Nadaje się on głównie do produktów mocno napigmentowanych, które łatwo mogą zrobić nam kuku, więc przy nich jedno muśnięcie tym pędzlem w zupełności wystarczy. Jeszcze nie zdarzyło mi się zrobić nim plamy, ale nie wykluczam, że może mi się to kiedyś zdarzyć podczas porannego makijażu kiedy rano nie ma czasu na długie przesiadywanie przed lustrem. Pędzelek ma dwukolorową rączkę; różowa część jest aluminiowa (była na niej nazwa marki i pędzla, ale niestety już się to starło), a czarna część gumowa, więc ręka nie ślizga się podczas trzymania pędzla. 



Tego przyjemniaczka bardzo lubię i gdybym miała polecić jakiś pędzel z RT, to właśnie poleciłabym ten. Początkowo trochę się wystraszyłam, bo w porównaniu do innych pędzli tego typu, ten jest dość sporych rozmiarów, ale absolutnie nie jest to jego wadą (no chyba, że ktoś ma naprawdę malutką buźkę). Płaciłam za niego coś 27-30zł (nie pamiętam dokładnie, bo było to dawno temu, a jego cena była uzależniona od kursu dolara).
Kolejnym pędzlem, najdroższym spośród tych do twarzy, jest pędzel Sigmy - Flat kabuki F80.



Jest to ścięte kabuki, którego używałam do podkładu, bo do tego także się świetnie nadaje, ale obecnie służy mi do nakładania pudru sypkiego. Jest on zdecydowanie najcięższy ze wszystkich pędzli jakie mam (no może z wyjątkiem ogromnego pędzla z ecotools), ale nie wpływa to w żaden sposób na jakość użytkowania. Włosie jest elastyczne, dobrze zbite i mięciutkie. Naprawdę bardzo przyjemne, w sumie jak u wszystkich pędzli, które wam do tej pory opisałam.


Pędzel kosztuje 25-28 dolarów, ale jeśli pojawi się w sklepach internetowych, to bardzo możliwe, że cena będzie jednak wyższa. Można go wyczyścić bez problemu, a z włosiem przez ten czas nic się nie stało (może ze dwa razy wypadły włoski).

Ostatnia dwójka to pędzelki zakupiona na ebayu.
Pędzel Joursna, który ma być tanim zamiennikiem pędzli Real Techniques. Do wyboru jest, a przynajmniej było, 5 pędzli o różnych kształtach włosia i trzy kolory rączek. Wizualnie faktycznie pędzle bardzo przypominają te z RT, jakościowo w sumie również, jedynie cena inna, bo za jedną sztukę należy zapłacić ok. 10zł (obecnie cena jest pewnie wyższa, bo i dolar wyższy).



Pędzel nie ma konkretnej nazwy, za to jest do niego przypisany numerek, ten ma numer 1052. Ma miękkie, bardzo przyjemne w dotyku włosie, delikatnie ścięte po bokach i dlatego przypomina kształtem jajeczko. 
Używam go do konturowania, ponieważ dobrze rozciera produkty do modelowania, nie podrażnia skóry, bardzo łatwo się go czyści i do tej pory nic się nie stało z jego włosiem; nie wypadało, nie odbarwiło się, nie zmieniło drastycznie swojego kształtu. 



Według mnie jest bardzo fajny (numer 1050 także jest fajny, świetny do podkładu, ale trochę za malutki i jego aplikacja zajmuje więcej czasu) i warto na niego zapolować (nie znajdziecie go wpisując na ebayu Joursna, ale np. professional foundation brush).

Drugim pędzlem jest ten uroczy grubasek z niebieską rączką, którego używam do podkładu mineralnego. Pochodzi on z zestawu pędzli no name (TU pokazywałam wszystkie) i z tego całego zestawu używam właściwie jednego, no czasami może trzech, ale tego jednak najczęściej. 



Jest to takie delikatnie zaokrąglone kabuki, które świetnie sprawdza się do aplikowania podkładów mineralnych na twarz. Włosie jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku, do tego zbite i odpowiednio elastyczne. Nie podrażnia skóry twarzy i ładnie rozprowadza produkt - nie ma problemu z plamami czy smugami. 



Włosie jest łatwo wyczyścić i chociaż początkowo troszkę wypadało, teraz już jest spokój. Niestety rozkleiła się rączka, ale jest to moja wina, bo nie obchodziłam się z nim zbyt delikatnie i moczyłam także skuwkę, więc woda mogła dostać się do kleju. 
Niby to nic strasznego, bo łatwo można ją skleić, ale widać, że jednak jakościowo pędzel wypada troszkę gorzej jak Joursna (Joursna kosztuje 10-13zł, ten wyszedł w zestawie za 4zł).
Jeżeli przydałby się wam taki zestaw, to warto się nad nim zastanowić, bo pędzelki nie są złe, ale raczej wszystkich nie będziecie używać, więc czy 40zł za tyle pędzli, to dobry deal? trzeba to przemyśleć. 


Pora na pędzle do oczu, z czego pierwszy pochodzi z perfumerii, która niestety zwinęła się z naszego kraju. Marionnaud n9 Eyes, to podwójny pędzel do brwi, który z jednej strony posiada szczoteczkę do rozczesywania, a z drugiej ścięty pędzelek. 



Nie jest to może pędzel idealny, ale za to jest funkcjonalny, bo szczoteczką łatwo wyczesać podkład z brwi, a pędzelkiem zamalować braki w brwiach i delikatnie je przyciemnić. 



Szybko i łatwo, a to najważniejsze, zwłaszcza rano. 
Co więcej, kosztował tylko kilka złotych, ponieważ był na promocji.

Reszta pędzli do oczu jest już głównie ze stajni Smashboxa, chociaż na końcu trafi się jeden ze znanej, mineralnej marki.






Numer 26, shadow brush, to taki większy języczek ze zbitym, dość miękkim włosiem. Sprawdza się przy rozcieranianiu cieni w załamaniu powiek, chociaż obecnie trochę odszedł w cień przy pędzlach Zoevy, które jednak mają miększe włosie i trochę łatwiej się nimi pracuje. Pędzel mam już dobrych kilka lat, pewnie z 5, i napisy wciąż są w stanie idealnym, podobnie jak włosie.  



Numer 30, shadow liner brush jest świetny do nakładania cieni w wewnętrzne kąciki oczu oraz na dolne powieki, czy też do rozcierania delikatnie cienia przy linii rzęs. Ma czarne, elastyczne i przyjemne w dotyku włosie, ścięte ku czubkowi, które nie drapie skóry. 




Numer 33, Smudger brush - malutki, do rozcierania cienia przy linii powiek, nakładania go na dolne powieki czy wewnętrzne kąciki oczu. Posiada miękkie, dobrze zbite włosie. 
Jest to taki maluszek, który sprawdza się przy wielu okazjach i do tej pory nie widziałam nigdzie równie krótkiego włosia wśród pędzli innych marek. 



Numer 32, shadow brush , to klasyczny języczek, mniejszy od nr 26 i bardziej miękki. Świetny do nakładania cieni na całą powiekę czy też ich rozcierania. Nie nadaje się jednak do produktów kremowych czy żelowych, bo po prostu jest za miękki i delikatny, aby rozprowadzić je na całej powiece. 
Wszystkie wyżej wymienione pędzle dobrze się czyści, a włosie z nich nie wypada (raz jedynie zauważyłam odstający włosek w nr 26) .
Ostatnim pędzlem jest pędzelek do eyelinera z Everyday minerals (eyeliner brush). Napisy niestety się już starły, ale na szczęście tylko one uległy zniszczeniu. 



Zanim go kupiłam używałam klasycznego, prostego pędzelka z Inglota, ale ten maluszek zmienił wszystko. Bardzo lubię go używać do cieni, które nakładam zaraz przy linii rzęs aby je optycznie zagęścić, ponieważ przy jego pomocy bardzo łatwo i szybko mi to idzie. Do tego, znacznie ładniej zrobić przy jego pomocy wywiniętą kreskę. Nadaje się zarówno do produktów żelowych, jak i tych prasowanych. Ma mięciutkie, elastyczne włosie, które bardzo łatwo wyczyścić. 


Posiadam go już kilka lat i jak widać trzyma się dzielnie, co mnie bardzo cieszy, bo przyznaję, że ciężko byłoby mi się z nim rozstać. 

Na pewno można znaleźć inne pędzle, które będą się sprawdzać równie dobrze, a może i nawet lepiej, jednak z tych jestem bardzo zadowolona (nawet z tych z ebaya;)) i stwierdzam, że nie ma sensu wydawać mnóstwa pieniędzy na jeden pędzel, no chyba, że bardzo nam się marzy, a jak wiemy, marzenia należy realizować ;) 

Dajcie znać czy znacie/używałyście/planujecie kupić któryś z tych maleństw
Podzielcie się też nazwami swoich ulubionych pędzli! :)



PROPONOWANE POSTY:

23 komentarze

  1. z wszystkich które pokazałaś posiadam tylko RT i również bardzo go lubię :) ale ogólnie wychodzę z założenia, że im mniej pędzli tym lepiej dla mnie bo mniej mycia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dlatego ja myję tylko te pędzle, których używam:) reszta schowana w małych pudełkach, ale jak przyjdzie wyczyścić wszystkie pędzle, to trochę się powściekam podczas mycia;)

      Usuń
  2. Pędzel z RT od dawna za mną chodzi, i w końcu chyba go kupię bo brakuje mi takiego w zestawie. Pędzle z e-baya też mam i są na prawdę fajne używam ich już ponad 2 lata i nic się z nimi nie dzieje. Za takie pieniądze opłaca się bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że u Ciebie też się sprawdzają! co do RT, to polecam:) innych nie używam, ale ten bardzo lubię i uważam, że warto go kupić:)

      Usuń
  3. Ja choruję ostatnio na pędzle Sigmy, chyba F80 będzie pierwszą, która do mnie wpadnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja póki co mam malutko pędzli i same tanioszki :) baaa powiem więcej, jeszcze 2 lata temu aplikowałam cienie palecem i uważałam, że jest ok :) hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, palce czasami są lepsze niż pędzle;) niekiedy sama aplikuję cienie paluchami, bo wygodniej i szybciej:)

      Usuń
  5. super post... już od jakiegoś czasu zbieram się na kupno jakiś porządnych pędzelków, bo moja kolekcja mega uboga jest XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobał:)

      Usuń
  6. Pędzel do różu RT bardzo mnie kusi i pewnie w końcu do mnie trafi, skoro męczę się mijając go za każdym razem w Rossmannie :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  7. Real Techniques blush brush mam i ja :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam też ten z essence z kolorowym włosiem i u mnie też sprawdza się bardzo dobrze. Kupiłam go już dawno temu a nawal jest w idealnym stanie ;-) Świetną masz kolekcję ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe to nie wszystkie, które mam:) ale reszty w sumie nie używam;)
      Essence spisało się na medal z tymi pędzlami:) za taką cenę, genialna jakość!

      Usuń
  9. Nie mam żadnego z w/w pędzli, ale też mam swoje ulubione, które non stop się dobrze sprawują. Kiedyś kupiłam tani pędzelek w drogerii Natura bodajże i to był skośny, do dzisiaj nim lubię się malować. Czasem wśród tanich można wyłapać perełki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, czasami te za kilka złotych są znacznie lepsze od tych za kilkadziesiąt:) a skoro nie ma różnicy, dobrze się nimi maluje i nic się z nimi nie dzieje, to uważam, że nie ma co przepłacać:)

      Usuń
  10. Też kupiłam ten Wild Craft ale nie używam go zbyt często.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wśród moich ulubieńców najwięcej jest pędzli Hakuro :) Ale czaję się na Blush Brush RT :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ceny niektórych pędzli mnie przerażają, dobrze wiedzieć, że niekoniecznie trzeba dużo wydać, żeby kupić jakieś dobre.

    OdpowiedzUsuń
  13. Też posiadam pędzel Essence z limitki Wild Craft i jestem z niego zadowolona ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M