Porównanie: Maybelline Color Tattoo 100 Barely Beige i MAC Paint Pot Bare Study [dużo zdjęć]

2 kwietnia 2015

Dzisiaj kolejne porównanie; tym razem produktów z większą różnicą w cenie jak ostatnio, bo w końcu MAC do tanich nie należy.
Cienie do powiek w formie kremu czy żelu znamy już wszyscy; niektórzy lubią, inni niekoniecznie, ale zarówno Paint Pot z MACa jak i Color Tattoo od Maybelline są znane i uwielbiane przez wiele osób, w tym i przeze mnie, osobę, która posiada tłuste powieki i myślała, że jednak cienie o takiej konsystencji na pewno się u niej nie sprawdzą. 
Jak łatwo się domyślić byłam w błędzie i po oba produkty sięgam bardzo często, bo makijaż oczu przy ich użyciu to sama przyjemność.



Wszystko zaczęło się, jak to zwykle w moim przypadku bywa, od zachwytów nad tymi produktami na blogach. Z racji tego, że Maybelline jest tańszy, a i trafiła się promocja -40% w Rossmannie, decyzję o zakupie podjęłam natychmiast i szybko stałam się posiadaczką swoich pierwszych Color Tattoo, którymi po kilku dniach używania zaczęłam się zachwycać. Niedługo później kupiłam inne odcienie i rozpoczęłam także regularne polowania na allegro na odcienie, które w PL nie były dostępne. Tak właśnie upolowałam kolor Barely Beige, który kosztował mnie z wysyłką jakoś 20zł, ale mam go już od jakiegoś czasu, więc dokładnie nie pamiętam ile to było. Teraz niestety ciężko go dorwać, ale warto co jakiś czas przeszukiwać allegro, bo kilka razy jeszcze go widziałam. Większe szanse na jego upolowanie macie na pewno na ebayu, ale i cena jest wyższa, i do tego dochodzą spore koszty wysyłki. 


Paint Pot z MACa kupiłam za to z czystej ciekawości, właściwie zupełnie w ciemno, bo nie było mi dane go wcześniej zmacać w krakowskim salonie tej marki. Wiele razy czytałam jaki to genialny kosmetyk, który świetnie utrzymuje się nawet na tłustych powiekach i idealnie nadaje się jako baza pod inne cienie. Kusił, kusił, aż skutecznie skusił i podczas promocji -20% na stronie Douglasa dokonałam zakupu dwóch produktów MACa, Paint Pota i rozświetlacza Lightscapade. 
Wiele odcieni z Paint Potów już nie było dostępnych, w tym Soft Ochre, na którego polowałam, więc wzięłam równie bezpieczny odcień jakim jest właśnie Bare Study. 


Już na pierwszy rzut oko widać podobieństwo pomiędzy tymi dwoma cieniami, więc właśnie od nich zacznę. 
Oba cienie zamknięte są w szklanych opakowaniach z czarną zakrętką. Mają kremową formułę, a także zbliżony do siebie kolor, co na pewno ucieszy osoby, które marzą o Bare Study, ale jego cena jest dla nich za wysoka.
Idealnie nadają się jako baza pod cienie, ponieważ świetnie przedłużają trwałość kosmetyków, chociaż oczywiście same także mogą być stosowane jako cienie do powiek, bo ich trwałość jest bardzo dobra.
Ładnie rozświetlają powieki, delikatnie wyrównują ich koloryt i tworzą taki świeży look, który idealnie współgra z ciemnymi, mocnymi ustami, które często lubią "przytłoczyć". 


Trwałość jest, jak już wspomniałam, świetna, zarówno cienia MAC, jak i tańszego z Maybelline. 
Na moich tłustych powiekach wytrzymują prawie 11 godzin w niemal idealnym stanie. Później oczywiście zaczynają się delikatnie rolować, a cienie które na nie nałożę, powoli znikać. 
Oba mają jasny kolor, więc jeżeli nałożę je solo, to to rolowanie i znikanie koloru nie jest tak bardzo widoczne. Są również bardzo wydajne, używam ich na zmianę niemal za każdym razem kiedy się maluję i wciąż jest ich sporo.


Choć odcienie są podobne, to jednak nie są takie same. Bare Study, to taki złocisty beż, natomiast Barely Beige, to jasny beż z domieszką różu, który jest widoczny zwłaszcza w porównaniu do Bare Study.
Na powiece różnica jest jednak bardzo mała - Bare Study jest jedynie cieplejszy i bardziej widoczny ze względu na to złoto (zwłaszcza jeżeli nałożymy go więcej), natomiast Barely Beige jest chłodniejszy i stapia się z kolorem skóry (kolor staje się prawie niewidoczny), rozświetlając ją takim delikatnym blaskiem. Wygląda bardziej naturalnie jak cień z MACa. 


Różnica jest także konsystencji: Maybelline ma twardszą, taką jak plastelina, którą ciężej nabrać i niekiedy tworzy takie grudki, także na powiece, więc najlepiej trochę odczekać przed nałożeniem, aby cień był rozgrzany i lepiej się rozprowadzał. Trzeba z nim po prostu bardziej uważać podczas aplikacji, chociaż nie jest to problem (grudki), który zdarza się za każdym razem.
MAC ma znacznie przyjemniejszą konsystencję, delikatniejszą, po której tak  przyjemnie sunie się palcem. Nie tworzy grudek i bardzo łatwo rozprowadza się go na powiekach.


Różnica jest również w gramaturze, Maybellina ma 4g, a MAC 5g, więc jest go trochę więcej, ale i cenę ma wyższą. Za Maybelline płaciłam jakiś czas temu 13-15zł, a za MACa w promocji jakieś 54zł (cena regularna to 80zł).

Używam ich tak samo często, bo oba lubię i świetnie się u mnie sprawdzają.
Według mnie jest delikatna różnica w kolorze (Bare Study bardziej złocisty, Barely Beige bardziej cielisty-beż), cenie i konsystencji, ale oba spisują się genialnie. Po MACa sięgam kiedy chcę mieć na powiekach bardziej złocisty odcień, który delikatnie mnie ociepla, natomiast Maybelline sprawdza się lepiej, kiedy chcę makijaż typo no makeup, chociaż różnica między nimi nie jest taka kolosalna i pewnie dla większości osób prawie niezauważalna, to jednak ja widzę małą różnicę i cieszę się, że mam oba kosmetyki. Wydaje mi się, że są do siebie podobne tak na 90%.


Pewnie zauważycie, że w opakowaniu MAC wydaje się być ciemniejszy, ale o dziwo, już na skórze, to Maybelline jest ciemniejszy, zwłaszcza w świetle dziennym i cieniu.  
Gdybym miała doradzić, który jest lepszy, to miałabym mały problem. MAC ma lepszy kolor dla ciepłych typów oraz blondynek, do tego ma lepszą konsystencję, jednak cena do niskich nie należy. Maybelline ma za to gorszą dostępność i formułę, ale cena jest niższa, kolor ciut chłodniejszy, a jakość tak samo dobra, więc chyba na pierwszy rzut poleciłabym właśnie Maybelline. 

Jeżeli macie Bare Study, jesteście z niego zadowolone, to nie ma sensu polować już na Maybelline, jednak jeżeli trafi się kolejna promocja -20% w Douglasie i będzie się w to wliczać MAC (a Maybelline nie będziecie mogły upolować), to śmiało bierzcie Bare Study. Za 54zł warto, ceny regularnej bym za niego raczej nie zapłaciła. 

Zdjęcia z lampą.





Zdjęcia w słońcu.








Który cień podoba się wam bardziej? 
A może nie widzicie między nimi żadnej różnicy;) ?






PROPONOWANE POSTY:

26 komentarze

  1. Oba są śliczne. :) Na pewno spisałyby się u mnie w makijażu dziennym- bo bardzo lubię taki rozświetlony efekt. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Różnica jest widoczna. Ten z Maca wpada bardziej w złoto. Mi się obydwa podobają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, napisałam o tym, że MACowy jest bardziej złoty:)

      Usuń
  3. Moim zdaniem różnica jest kolosalna :-) Dla mnie zdecydowanie wygrywa cień Mac'a :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem różnica jest, ale nie aż taka duża;) zwłaszcza na powiekach:)

      Usuń
  4. Różnica jest niemal nie zauważalna. Ostatnio zrobiłam się w konia - mam Maybelline on and one bronze i chciałam dobrać do niego trochę ciemniejszy kolor. Wybrałam cień z Avon, który w katalogu i w słoiczku jest ciemniejszy, ale po aplikacji i kolorystycznie, i jakościowo jest bliźniakiem Maybelline. Coś te firmy kosmetyczne zżynają od siebie produkty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, no to ładnie! nie miałam pojęcia, że Avon ma takie cienie i to do tego aż tak podobne do Maybelline! może mają więcej odcieni, to chociaż będzie wiadomo gdzie szukać innych kolorów;)

      Usuń
  5. oba świetnie wyglądają, jednak za color tatoo przemawia cena:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena jednak gra w tym wszystkim sporą rolę:)

      Usuń
  6. Na zdjęciu są bardzo podobne, ale z racji ceny wybrałabym Maybelline. Zawsze zastanawiam się w takiej sytuacji, czy różnica między tańszym a droższym jest warta różnicy cenowej. Bardzo lubię Twoje posty, w którym porównujesz dwa podobne produkty :) Wcześniejszy o rozświetlaczach był świetny, ten również. Pobudziłaś mój apetyt i czekam na więcej!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że tak Ci się spodobały:) ciągle szukam w pudełkach czy jest co porównać właśnie;) aż strach myśleć co to będzie jak się kolorówka skończy:D;)

      Usuń
  7. MNY mogę tylko pozazdrościć, rolują się u mnie te cienie niestety, jedynie porządnie zagruntowane bazą, prasowanym cieniem i dopiero wtedy wytrzymują dzień w pracy, gdy MAC radzi sobie przez cały dzień bez problemu - ehhh..
    używam brązika MNY ze względu na kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kicha:/ wielka szkoda, bo to takie fajne cienie:/ ale co zrobić;) dobrze, że chociaż MAC się sprawdza :)

      Usuń
  8. Mnie chyba bardziej podoba się ten z Maybelline, jeśli chodzi o kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ten cień z MAC - jest cudny, Maybelline nie dorasta mu.. do wieczka;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a z Maybelline cień masz, że tak twierdzisz? czy po prostu aż tak zakochana w MACu jesteś ;)?

      Usuń
  10. W opakowaniu nie widać praktycznie żadnej różnicy jednak już na ręce jest ona widoczna :) Ja przy swoim budżecie raczej wybrałabym ten tańszy cień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to dobrze, że coś tam widać, chociaż szczerze, to dla mnie różnica jest bardzo mała:) Maybelline jak na swoją cenę jest bardzo dobrym cieniem i warto na niego polować:)

      Usuń
  11. oba są śliczne ! W słońcu wyglądają niemal identycznie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od razu widać, że MAC ma lepszą konsystencję ;) Przydałby mi się ten z Maybelline...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M