Dobiłam dna, czyli zdenkowane kosmetyki

27 kwietnia 2015

Staram się!
Naprawdę staram się spełniać postanowienia noworoczne i zmniejszać swoje zapasy kolorówki i kosmetyków do pielęgnacji, bo za każdym razem kiedy na nie patrzę, czuję się trochę przytłoczona i zaskoczona, że aż tyle tego jest.
Jest we mnie trochę z typowego leniuszka, który wykończony po całym dniu, marzy tylko o tym, żeby wskoczyć do łóżka, położyć głowę na poduszce, zamknąć oczy i powoli usnąć. Nie chce mi się bawić w peelingowanie, balsamowanie, nakładanie maski na włosy i czekanie kilku minut aż będzie można ją spłukać. Tak wiem, grzeszę przeciwko urodzie, ale spanie jest takie przyjemne, że nie mam serca odkładać go w czasie i skracać jego trwania. Dlatego też postanowiłam chodzić spać wcześniej, a nie, jak to bywało, przed pierwszą w nocy. Dzięki temu mam więcej siły na zabawę w domowe spa i aż tak nie marzę jeszcze o głębokim śnie. Sposób się sprawdza, chociaż może jeszcze tego nie widać po tych zużyciach, ale jest lepiej niż było.



Dzisiaj trochę o kosmetykach, które zużyłam w ciągu ostatnich miesięcy; o niektórych pamiętałam, aby zrobić im zdjęcia przed wyrzuceniem, ale o większości niestety zapomniałam, więc dodam zdjęcia z internetu, aby nie było zamieszania.


źródło
Najwięcej zużyć jest wśród kosmetyków do twarzy.
Sylveco, lekki krem nagietkowy, kupiłam ze względu na pozytywne opinie i niską cenę. Krem sprawdzał się w miarę dobrze; nawilżał, pielęgnował, szybko się wchłaniał i nie powodował wysypu nieprzyjaciół. Jedyne co mi w nim nie pasowało, to jego konsystencja. Krem zostawiał tłustawy film na skórze, przez który delikatnie się ona błyszczała. Co więcej, szybko zaczynałam się świecić w strefie T, a akurat tego staram się unikać, więc raczej do niego nie wrócę, ale za jakiś czas dam szansę wersji brzozowej.
źródło
Coryse Salome multi-vitamin cream (renaissance a.r.n.-a.d..n.), to, jak nazwa wskazuje, krem przepełniony witaminami. Markę będziecie słabo kojarzyć, bo nie jest u nas jakoś szczególnie rozpoznawalna. Jest to paryska firma, której produkty zawierają kompleksy RNA i DNA. Ceny do najniższych nie należą, ale mi się udało upolować dwa kosmetyki tej marki na promocji na truskawie. Krem multiwitaminowy ma za zadanie przywrócić szarej i zmęczonej skórze blask i zdrowy wygląd. Wszelkie nierówności i drobne zmarszczki mają być wygładzone. Krem działa także przeciwstarzeniowo. Kiedy dobiłam końca trochę się zasmuciłam, bo krem był bardzo przyjemny. Faktycznie skóra była dobrze nawilżona, gładka i jakby bardziej świetlista, jednak ceny regularnej raczej bym za niego nie dała (chyba coś 150-170zł za 50ml). Nie będę się o nim rozpisywać, bo planuję osobny post z recenzją.

źródło
Drugim kosmetykiem tej marki, który miałam był żel pod oczy (renaissance a.r.n.-a.d.n.). Zamknięty w zwykłej, bezbarwnej, plastikowej tubce, która szału nie robi, ale za to jej zawartość już tak. Niebieski żel szybko się wchłania i pozostawia niesamowicie gładką skórę pod oczami. Efekt natychmiastowego photoshopa gwarantowany! pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Niestety efekt nie utrzymuje się cały dzień, ale jednak przez kilka godzin jest zauważalny i odczuwalny. Co więcej, żel jest świetną bazą pod wszystkie korektory, nawet te cięższe, bo znacznie lepiej się na nim rozsmarowują i nie wchodzą aż tak w załamania skóry (nawet po kilku godzinach). Żel wspaniale pielęgnuje skórę pod oczami, jest wyraźnie nawilżona, gładsza i bardziej elastyczna. Dla mnie prawdziwe wow w niepozornej tubce i na pewno kupię go ponownie jak tylko złapię w dobrej cenie, chociaż jego cena na truskawie (70zł) wcale nie jest taka zaporowa. Jedyne co trochę zniechęca to wydajność, bo niestety szybko się kończy.

źródło
Kolejnym kremem, który pożegnał się już z półką w łazience jest Hydraphase Intense Legere od La Roche-Posay. Pełna recenzja jest TU, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam po więcej informacji. Napiszę jedynie tyle, że na pewno do niego wrócę, ponieważ świetnie spisywał się przy mojej mieszanej cerze, a na lato będzie idealny.

źródło
Teraz trochę o pewnym rozczarowaniu, jakim okazał się być produkt Clinique Repairwear Laser FocusWrinkle & UV Damage Corrector serum. Serum ma beztłuszczową konsystencję, która świetnie sprawdza się przy takiej tłustej i mieszanej cerze jak moja i to w sumie jedyny plus tego produktu. 
Producent reklamuje go jako produkt, który po 12 tygodniach regularnego stosowania zapewnia rezultaty niezwykle zbliżone do tych, które osiąga się stosując dermatologiczną terapię laserową do redukcji zmarszczek. Oprócz redukowania tych zmarszczek, serum ma poprawiać strukturę skóry oraz naprawiać uszkodzenia spowodowane przez promieniowanie UV. Trzeba za nie trochę zapłacić, więc biorąc pod uwagę ten fakt, spodziewałam się widocznych efektów, ale niestety jeżeli nawet serum faktycznie działało, to ja tego nie zauważyłam. 
Laser Focus zużyłam do końca, jednak nie widziałam aby ten produkt w jakikolwiek sposób wpłynął na stan mojej cery. Ani nie pozbyłam się drobnych, mimicznych zmarszczek, ani nie zauważyłam aby cera wyglądała jakoś wow; czytałam o tym jak wspaniale nawilża, mnie niestety trochę wysuszał, czytałam również o tym jak poprawia koloryt skóry i tutaj też zgrzyt, bo u mnie nic nie poprawił. Dla mnie jedno z największych rozczarowań, zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę (chociaż jest wydajne - drugi i ostatni plus).

źródło

Drugie serum, które zużyłam, nawet słynniejsze od Clinique, to Pervoe Reshenie, Receptury Babuszki Agafii, serum do 35 lat. Niestety, także tutaj było małe rozczarowanie, o którym pisałam TU. Na Instagramie wiele dziewczyn pisało, że używały wersji powyżej 35 roku życia i były bardziej zadowolone, jak z tej, więc może kiedyś i ja się skuszę aby przekonać się, czy będzie coś lepiej.

źródło

Z kosmetyków do ciała pożegnałam się z ukochanym balsamem marki Kings&Queens o zapachu trawy cytrynowej, która była jednym z moich odkryć 2014 roku (TU cały post). Świetny balsam, o przepięknym zapachu i genialnym działaniu a do tego w promocji. Niestety, marka już nie jest dostępna w Douglasie, więc pozostaje mi jedynie nacieszyć się tym, co zdążyłam kupić podczas wyprzedaży, a później polować na balsamy marki Korres (K&Q jest dzieckiem tej marki).

źródło

Wykończyłam również piankę do depilacji, Venus z wit. E i ekstraktem z żurawiny. Byłam kupiona od razu po przeczytaniu "żurawiny", ponieważ uwielbiam jej zapach i tym samym zapach pianki przypadł mi od razu do gustu. W moim przypadku pianka się sprawdziła, ponieważ ułatwiała golenie i nie powodowała szczypania. Jedynym minusem było to, że musiałam się sporo namachać, aby pianka miała odpowiednią konsystencję, która nie spływałaby natychmiast ze skóry.
źródło

Zdenkowana została także kolejna sztuka antyperspirantu w kremie, Garnier Neo w wersji soft cotton. Wiem, że u wielu osób ten antyperspirant się nie sprawdził, ale u mnie akurat spełnia obietnice producenta i przy tym świetnie pielęgnuje skórę pod pachami (pełna recenzja TU).

źródło

Swój żywot zakończył niedawno produkt do skórek i paznokci L'biotica Biovax opti cure, który kupiłam w Super-pharm podczas promocji. Preparat miał formułę żelu, którą łatwo było wsmarować w skórki oraz paznokcie. Trochę nawilżał, ale nie aż tak aby zrezygnować z używania kremu na same skórki, który u mnie bardzo szybko są przesuszone. Zauważyłam jednak, że produkt pozytywnie zadziałał na samą płytkę, która zrobiła się twardsza i mniej łamliwa. 


źródło
Jedynym kosmetykiem kolorowym w tym poście jest tusz Lovely, curling Pump Up, który namiętnie kupuję, bo za 9zł jest to naprawdę bardzo dobry tusz, który warto przetestować. Ładnie podkręca rzęsy, wydłuża je i trochę pogrubia. Nie ma problemu z osypywaniem się i nawet pod koniec dnia wygląda dobrze, więc jeżeli jeszcze go nie mieliście, to niedługo będziecie mogli go wypróbować za połowę ceny jeżeli tylko skorzystacie z promocji w Rossmannie;)

źródło
Teraz trochę o produktach do włosów.
Mgiełkę Schwarzkopf, Gliss Kur crystal shine kupiłam po zachwytach koleżanki. Nie tylko jej słowa przekonały mnie do zakupu, przede wszystkim spowodowały to jej włosy. Gładkie i błyszczące. Ponoć wszystko to było zasługą tej mgiełki, ale niestety, u mnie ten produkt się nie sprawdził i nie dawał takich pięknych efektów. Może włosy były ciut bardziej błyszczące, ale stawały się też takie sianowate, łatwo się plątały i ciężko było je rozczesać. Produkt nie dla moich kudeł. 

źródło

Szamponu Biosilk miałam małą buteleczkę, ale wystarczyła mi ona na kilka myć i po tym krótkim czasie byłam już w stanie stwierdzić czy chcę kupić dużą butlę. No, nie chcę. Szampon nie jest zły, dobrze czyści włosy, nadaje im ładny połysk i delikatnie wygładza, ale też sprawia, że włosy po jego użyciu łatwo się plączą, są jakby przesuszone i mocno obciążone. Stają się takie płaskie i bez życia. U osób, które mają z natury proste włosy i lubią taki efekt może się sprawdzić, u tych, które wolą jak włosy żyją swoim życiem i delikatnie falują, już nie bardzo. 

źródło
Kolejny szampon, to Nivea classic care do włosów normalnych. Dobry, ale bez szału. Czyści i tyle. Nie zauważyłam aby włosy po nim były jakoś specjalnie bardziej lśniące czy też gładsze. 


Ostatnim szamponem jest
Garnier Fructis do włosów normalnych i szybko przetłuszczających się. Tę serię znają chyba wszyscy. Szampon dobrze czyści, nie obciąża włosów, trochę je wygładza i nabłyszcza, ale nie zauważyłam aby przedłużał świeżość włosów. Przetłuszczają mi się tak samo szybko jak zwykle, a szkoda.


PROPONOWANE POSTY:

26 komentarze

  1. Początku nie znałam, ale im dalej w Twoje denko tym więcej znajomych produktów. :D U mnie też ląduje już w zużyciach tusz z Lovely- i mam takie samo zdanie o nim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z najlepszych jakie można dostać w drogeriach:) zwłaszcza za 9zł;)!

      Usuń
  2. Miałam krem Sylveco (prawdopodobnie ten sam), ale mnie... wysuszył! Dlatego też szybko się go pozbyłam i zraziłam.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie niestety nie sprawdził się krem rokitnikowy Sylveco, zresztą pisze o tym w ostatnim poście. Najchętniej skusiłabym się na brzozowy, bo chyba ma najwięcej pozytywnych opinii z kremów Sylveco.
    A co do chęci spania - ja mam trochę podobnie, chociaż chodzę spać o 23, dla mnie jest to zdecydowanie za krótko (wstaję o 7 rano) jak na wyspanie się. Dlatego najchętniej po pracy wskakiwałabym do łóżeczka na krótką drzemkę Tylko tyle rzeczy omija ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh no mi 8h jednak nie styknie żeby się wyspać, potrzebuję tak z 9 własnie;):D kiedyś spałam po 5-4h i było git, teraz raz pośpię z 6h i już jestem rypnięta cały dzień;)
      Na brzozowy krem z Sylveco też mam ochotę, dzisiaj go wypatrzyłam w drogerii Wispol, więc w razie czego wiem gdzie szukać:)

      Usuń
  4. Ładnie! Tusz z Lovely to mój ulubieniec i mam zamiar niedługo kupić jego zapasy :) pianki z Venus również bardzo lubię, a ta żurawinowa to moja ulubiona wersja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie:) wiele osób właśnie narzeka na żurawinową wersję, bo że zapach taki mało fajny;) ale jak ktoś lubi żurawinę, to będzie zadowolony:)

      Usuń
  5. jak wykorzystam moj zapas tuszy to wracam do tego tuszu z Lovely z podkulonym ogonem! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha Lovely podbija rzęsy i serca:D!

      Usuń
  6. Również namiętnie kupuję tusz Lovely, tanie cudo :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio miałam krem aminokwasowy, teraz zamarzył mi się ten witaminowy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z Sylveco dostałam próbkę tego kremu podczas dermokonsultacji. Co do Fructisa to mnie kiedyś uczulił i unikam go.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biosilka miałam, po jednym użyciu włosy wyglądają nawet w miarę przyzwoicie, masakra robi się na mojej głowie jeśli użyję go częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że miałam taką małą buteleczkę i mogłam go przetestować, bo trochę bym się wściekła gdybym wydała pieniądze na coś, co mi robi z włosów przyklepane sianko;)

      Usuń
  10. Spadłaś mi z nieba z tym kremem La Roche! :) Potrzebuję właśnie czegoś lekkiego na lato i ten powinien być idealny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam! bardzo fajny, na pewno jak będzie jakaś promocja w SP, to go kupię:)

      Usuń
  11. A mnie bardzo odpowiadało to serum Agafii i chętnie do niego jeszcze kiedyś wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób jest z niego zadowolonych:) bardzo dobrze, bo w końcu cena niska i jeżeli korzystnie wpływa na skórę, to nic tylko kupować!:)

      Usuń
  12. Tego tuszu używa moja siostra, więc czasami jej podbieram. Reszty nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak? podoba Ci się:)?

      Usuń
    2. Na mnie szału nie robi, ale też nie ma mu co zarzucić.

      Usuń
  13. Świetnie Ci poszło w tym miesiącu :) Ja niestety nie mam się czym pochwalić, a i Twoich zużyć nie znam. Ciekawi mnie krem Sylveco, ale jeszcze nie wiem który dokładnie bym wybrała. Póki co używał Tołpy hibiskusowej :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M