NARS blush Sin - róż idealny

15 stycznia 2015

Nie pamiętam kiedy dokładnie zapragnęłam przygarnąć w swe skromne progi tego grzesznika, ale jak tylko go zobaczyłam, zaczęłam sprawdzać, z której strony mogę go szybko zamówić.



Wybór padł na słynną truskawkę, z której już wiele razy zamawiałam kosmetyki i prawie zawsze byłam zadowolona (czasami kosmetyki zostały uszkodzone w transporcie lub były nie pierwszej już świeżości), więc Sin szybko został kliknięty, opłacony i wysłany.
Pozostało mi już tylko czekać, aż paczka przewiązana fioletową wstążką zostanie dostarczona przez mojego ulubionego listonosza.
Znacie to uczucie, kiedy z niecierpliwością codziennie wyczekujecie paczki? to napięcie! zwłaszcza kiedy nie wiecie jak kosmetyk będzie wyglądał w rzeczywistości, bo w końcu kolory nigdy nie są idealnie oddane na zdjęciach w internecie.


Nareszcie nadszedł dzień odbioru paczki. Szybko zabrałam się za jej otwieranie i rozpakowywanie różu z ozdobnego papieru. W końcu moim oczom ukazało się proste, czarne, kartonowe opakowanie z białymi napisami i sporym logiem marki NARS.
Nie pamiętam już dokładnie ile płaciłam za ten róż o pojemności 4,8g. Z tego co kojarzę, to chyba ok. 90zł, może ciut mniej, a może ciut więcej (ceny były wtedy niższe niż obecnie).



NARS ma charakterystyczne opakowanie: czarne, matowe, jakby gumowe, co sprawia, że świetnie siedzi w ręce i się nie ślizga, ale niestety łapie wszystko co tylko może - każdy paproch na nim osiada i raz ubrudzone ciężko doczyścić, dlatego ja wszystkie róże trzymam w kartonowych opakowaniach.
Każdy róż wyposażony jest w lusterko i osłonkę na róż z logiem NARSa.



Jeżeli wchodzicie tu już od dłuższego czasu, to mogliście zauważyć, że na jednym różu tej marki u mnie się nie skończyło (obecnie czekam na kolejne) i kuszą mnie jeszcze inne odcienie.
Bardzo je polubiłam, szczególnie odcień Sin i Super Orgasm, który także wiele osób może przerazić, bo zawiera ogromne drobinki brokatu, ale o nim będzie kiedy indziej.

Na żywo odcień jest ciemniejszy. 
Odnośnie zdjęć poniżej- na dłoni po lewej zauważycie jak delikatny efekt można uzyskać, po prawej będzie Sin w większej ilości.


Sin według opisu na stronie producenta, to jagoda ze złotym shimmerem, ale dla mnie to typowa śliwka podbita brązem. Złoty shimmer owszem też jest, ale u mnie na skórze go nie widać. Jest to taki mroźny róż - efekt przypomina trochę oszronione policzki, dlatego wydaję się być tak idealny na zimę.
Na zdjęciach wyszedł trochę czerwony, a czerwieni w nim jak na lekarstwo, więc skusiłam się na kilka zdjęć z innych stron aby dokładnie wam pokazać jaki kolor ma Sin.

Odcień wydaje się być chłodny, ale ze względu na ten złoty shimmer, na skórze jest neutralny, więc będzie pasował do typów chłodnych, oraz ciepłych.
Sin jest dobrze napigmentowany, więc jego intensywność można z łatwością stopniować - efekt może być bardzo delikatny, a może też być bardzo mocny i widoczny nawet na ciemnych skórach.
Konsystencja jest miękka, dobrze zmielona. Róż z łatwością nakłada się na pędzel (nawet ten mało zbity jak kitka z Real Techniques).
Na mojej skórze wytrzymuje spokojnie 10-11 godzin. Po tym czasie powoli znika z twarzy i kiedy wracam do domu po 14 godzinach na nogach jest już mało widoczny, ale po takim czasie na mojej twarzy mało co pozostaje. 


Ze względu na to, że tak mocno zakochałam się w tym odcieniu, głównie dlatego że świetnie współgra z moimi ciemnymi włosami, jasną cerą i zielonymi oczami, postanowiłam poszukać podobnych odcieni. Niestety, Sin jest jedyny, wyjątkowy i na próżno szukać tego odcienia wśród ofert innych marek.
Z tego co czytałam, Cabana Boy jest kolorystycznie zbliżony (gdzieś go mam, muszę poszukać), ale jednak według mnie to jest między nimi spora różnica.





źródło
źródło
Co wam mogę napisać? Ja jestem w nim zakochana i to od dawna. Jeżeli Sin was kusi, to nie zastanawiajcie się dłużej, tylko klikajcie, jeżeli tylko jest okazja! Jest piękny, pięknie wygląda i wspaniale nadaje się na chłodniejsze pory roku. Według mnie to jeden z tych róży, które także od razu delikatnie modelują twarz. Cena owszem, jest wysoka, ale kosmetyk jest bardzo wydajny, trwały i jak dla mnie wart swojej ceny. 


Jeszcze na koniec zdjęcie tyłu - może komuś się przyda ;) 



I jak wam się podoba Sin? Macie jakiś róż NARSa?



PROPONOWANE POSTY:

42 komentarze

  1. Bardzo ładny kolor, ale u mnie by pewnie wyglądał trochę "brudnawo" mi takie róże wpadające w śliwkę i w brąz robią kuku :) Sama mam sławetny Orgasm, ale przyznam, że nie przepadam za nim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Orgasmem to jest tak, że po tylu zachwytach i pięknych recenzjach człowiek oczekuje efektu wow, a niestety rzadko kiedy taki jest;) Orgasm mam i lubię, ale spodziewałam się, że to będzie większa miłość;)

      Usuń
  2. Jak dla mnie odrobinę za chłodny odcień. Ale jako cień byłby świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny kolor. Będę go miała na uwadze. Kusicielka :-P

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak bardzo mnie nim kuuuuusisz! :)
    U Ciebie wygląda obłędnie! Boję się jednak, że u mnie mógłby już nie współgrać tak z urodą i sama nie wiem :(

    Pozdrawiam,
    koczek-blond

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu po to jestem, żeby kusić!:D
      Wiesz co, w razie czego zawsze możesz go odsprzedać:) chętni raczej znajdą się bez problemu, zwłaszcza, że u nas NARS nie jest dostępny;)

      Usuń
  5. cudo!!! :) i bardzo Ci pasuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pasuje Ci, bardzo ładnie wygląda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ladny odcień :) ja jak na razie jestem wierna mineralnemu rozowi romantic z AM :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki jedyny w swoim rodzaju :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chyba jestem za żółta na takie róże, ale na Tobie wygląda bardzo ładnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żółtek:) na zdjęciu może tak nie wygląda, ale jednak żółciutka ze mnie dziewoja:D;) chociaż zawsze jest możliwość, że mnie przebijesz;) dla mnie prawie idealnym odcieniem jest golden fairest z Annabelle Minerals:)

      Usuń
  10. !! Kolor idealny dla mnie! :)) Oj, oj, oj.... Chyba poleci po kieszeni. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam Orgasm i jestem nim zachwycona, gdyby tylko były dostępne w PL kupiłabym jeszcze jakiś kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno od marca ma być NARS dostępny w PL;) tak gdzieś czytałam;)

      Usuń
  12. pięknie wygląda na policzku :), bo w opakowaniu mnie nie przekonywał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W opakowaniu faktycznie wygląda trochę mniej imponująco jak na skórze;)

      Usuń
  13. ciekaw kolor, ale chyba nie "mój" ;p wolałabym orgasm :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam go i zdecydowane kocham ten odcień jesienią i zimą. Jest zwłaszcza świetny przy makijażach kiedy chcę żeby kolor policzków zbytnio nie wybijał się na wierzch gdy mam mocniej zaakcentowane oczy lub usta. Zdecydowanie mniej jednak sięgałam po niego latem, jakoś wydawał mi się na tą porę trochę nieodpowiedni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W cieplejsze pory roku Sin u mnie też leży i się kurzy:) chociaż może teraz się odważę go wyciągnąć i użyć, bo trochę mi go szkoda;) taki piękny odcień się marnuje;)

      Usuń
  15. Fajny, naturalny efekt. Mam bardzo podobny odcień różu, który również jest połyskujący, z p2 (niemieckiej marki). Kosztował ok. 10 zł, a efekt daje podobny jak u Ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P2 znam:) a jak się nazywa ten róż? jak będę miała okazję, to się na niego skuszę, bo ciekawi mnie na ile jest podobny;) jednak po zdjęciach ciężko to ocenić, trzeba zmacać na żywo:)

      Usuń
  16. Pięknie, p prostu pięknie. Kolor stworzony dla Ciebie.

    Ja póki co nie miałam róży Narsa. Chciałam, jak większość :D, Orgasm, ale że mam 2 podobne odcienie to póki co dopuściłam. I czekam na Narsa w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam takie sinawe róże, piękny jest :) no i to prawda, NARS ma paskudne opakowania, niestety :/

    OdpowiedzUsuń
  18. ja jestem oporna jeśli chodzi o makijaż i dopiero co ogarnęłam jak malować się różem :D ale mi bardziej pasuje bronzer ;) co nie zmienia faktu, że ten ma świetny kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sin zdecydowanie by do mnie pasował :D Uwielbiam Nars za ich Light Reflecting loose setting powder, ale fakt, że jeszcze nie spróbowałam żadnego różu jest karygodny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten puder też bardzo lubię:) kusi mnie teraz wersja prasowana;)

      Usuń
  20. Na twarzy wygląda bardzo ładnie. Patrząc tylko na swatche, chyba bym mu nie zaufała. A tu taki ładny, naturalny odcień.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cena faktycznie wysoka, ale i kolory niepotwarzalne :) Sin wygląda na Twoim policzku pieknie, ale to Super Orgasm bardziej spodobał mi się na zdjęciu.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super Orgasm to jest też cudo!:) mało osób się na niego decyduje, bo ma te drobinki ogromne, ale one na szczęście jakoś szybko znikają z twarzy i nie straszą:) kolor jest przepiękny!

      Usuń
  22. Muszę kiedyś wreszcie pokusić się o te róże :) Tyle dobroci o nich czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj kusi mnie ten róż, oj kusi :D
    Zapraszam do mnie: https://beautymarisa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M