Zakupowo: kolorówka przybyła - oczy i usta

19 października 2014



Pamiętacie jeszcze moją listę zachciewajek kosmetycznych? (dla tych, którzy nie widzieli - KLIK) No to wiecie, że niby nie było na niej dużo; później nieco się ona zwiększyła, ale mimo wszystko nie było na niej większości kosmetyków, które dzisiaj pokażę.
Cóż, ja być słabą kobietą, ja być podatna na pokusy blogerek, ja lubić testować - no i właśnie dlatego uzbierała się taka kupka nowej kolorówki.
Chciałam jeszcze kilka rzeczy: paletkę Makeup Revolution, szminkę Inglota, jakieś pojedyncze cienie itd, ale może to już w przyszłym miesiącu, ponieważ jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będą czekać mnie inne wydatki związane z nowym członkiem rodziny.


Z mojej listy kupiłam aż 3 kosmetyki ( 3 bo początkowo było na niej 5 kosmetyków), ale przy wszystkich tych nowościach, to już nie jest AŻ tyle.
Przybył kolejny odcień mojego ulubionego błyszczyku, inny odcieni cienia, który jednak nie przyśpieszył bicia mojego serca, coś do rozświetlania i inne cuda, które pewnie większość z was już widziała na blogach, a może nawet ma w swojej kosmetyczce; a jeżeli jednak nie mieliście do czynienia z tymi kosmetyki, to uwaga, będzie małe kuszenie!
Dzisiaj przedstawię wam moje nowości do ust oraz do oczu, za jakiś czas będą produkty do twarzy oraz osobny post z nową pielęgnacją i lakierami, więc trochę tego będzie. 




Ukochane błyszczyki Chanel Levres Scintillantes skutecznie pozostawiły w tyle inne produkty z tej samej kategorii, dlatego też tak kuszą mnie nowe kolory. Jakiś czas temu kupiłam przepiękną, głęboką wiśnię (176 Cherry Crushed-KLIK), która wygląda idealnie zarówno solo, jak i nałożona na szminkę Diora w odcieniu 5th Avenue (bądź inną równie ciemną), a z racji tego, że wśród moich Chanelków królują głównie jasne odcienie, postanowiłam dokupić jakiś ciemny, typowo jesienny odcień. Wybór padł na 175 Savage Grace, który jest połączeniem jagody z fuksją i posiada sporo fuksjowych (słownik podpowiadał tutaj słowo fujarkowych o.O) drobinek, które mienią się też na srebro i na szczęście nie mają nic wspólnego z dużym brokatem. Nie są za bardzo widoczne na ustach, ale tworzą piękny błysk i świetnie odbijają światło. Jak każdy błyszczyk z tej serii, jest to kosmetyk świetnie nawilżający, który długo utrzymuje się na ustach i jako jeden z niewielu, według mnie, jest wart swojej ceny.


Jakiś czas temu pojawił się post o cieniu Illusion D'ombre, także marki Chanel, którego kolor na mojej skórze nieoczekiwanie zmieniał się w zupełnie inny odcień i dlatego też nie było nam po drodze (post o odcieniu 82 Emerveille). Postanowiłam jednak dać tym cieniom kolejną szansęi kupiłam 837 Fatal, który wyglądał bardzo interesująco na zdjęciach. Według opisu producenta, jest to srebrna fiolet, ale nie zgadzam się z tym, ponieważ kolor jest bardziej złożony. U mnie wychodzi jak średni brąz z małym dodatkiem burgundu/śliwki o metalicznym, mroźnym wykończeniu. Posiada mikroskopijne, srebrne drobinki, które pięknie tlą się w świetle. O ile odcień 82 Emerveille okazał się małą porażką i nie rozbudził we mnie chęci posiadania innych odcieni, o tyle Fatal jest niesamowicie pięknym kolorem, o świetnej konsystencji oraz trwałości i przez niego mam ochotę na więcej!


niestety przez przypadek za bardzo pokombinowałam z wielkością;)

Z masełkami Nivea miałam mały problem, ponieważ nie wiedziałam czy dać je do kolorówki, czy do pielęgnacji, ale w sumie niech będzie, że skoro to produkt do ust, to pojawi się własnie teraz.
Ten kto ma Instagram zapewne widział, że jakiś czas temu w drogeriach pojawiły się nowe masełka Nivea: Blueberry Blush (jagoda) oraz Coconut (kokos). Udało mi się kupić oba w Hebe na promocji (za oba zapłaciłam 14zł z groszami). Później okazało się, że akurat na te wersje nie ma promocji, ale Panie pracujące w Hebe też je oznaczyły jako objęte zniżką i dzięki temu zaoszczędziłam te kilka złotych. 


Blueberry Blush ma odcień jasnego fioletu i pachnie jagodowym jogurtem (coś kojarzy mi się z Jogobellą), natomiast kokos jest biały, wow cóż za odkrycie;), i pachnie podobnie jak baton Bounty - może ciut bardziej słodko i intensywnie.
Nawet jeżeli ich właściwości pielęgnujące nie są powalające, to już sam zapach tak i właśnie dla niego warto się zastanowić nad ich kupnem, bo to takie umilacze. 


Pozostając w temacie produktów nawilżających, pora przestawić moje pierwsze produkty marki Becca- Sheer Tint Lip Colour, czyli półtransparentna, nawilżająca szminka, która zapewnia delikatny kolor oraz piękny połysk. Zawiera masło shea, masło kakaowe, miód oraz witaminę E.


Zdecydowałam się na trzy kolory: Estella (jasny nudziak), Tatiana (czerwień) oraz Milla (ciemna porzeczka). Okazało się, że najciemniejsza Milla jest najdelikatniejsza - na skórze wychodzi taki dziwny odcień, jakby jedynie poświata brązu. Po porzeczce nie ma śladu, a szkoda, bo liczyłam na głęboki, piękny kolor.




Konsystencja szminek jest miękka, masełkowa i mocno nawilżająca. W sumie to takie pomadki nawilżające z kolorem (pod tym względem biją na "głowę" niejedną typowo nawilżającą pomadkę).
Opakowania srebrne, ciężkie, wykonane z plastiku, więc ich waga trochę dziwi.


Za to już Dior Addict Fluid Stick w odcieniu 389 Kiss Me (przybrudzony róż) ma opakowanie znacznie lżejsze i choć nie do końca mi się ono podoba, to w użytkowaniu jest na pewno lepsze niż to, jakie mają niektóre produkty Chanel (czarne, na którym widać wszystkie odciski palców).


Dior był na mojej liście kosmetycznych zachciewajek, podobnie zresztą jak szminka MAC w odcieniu Rebel. W tym kolorze zakochałam się jak tylko zobaczyłam go w salonie MACa w Krakowie. Niestety, wtedy szminki już była wykupiona i bardzo ciężko było ją upolować. Po drodze oczywiście trafiały się różne promocje, choćby na stronie internetowej Douglasa, ale akurat wtedy już poczyniłam inne zakupy i nie chciałam znowu wydawać pieniędzy, więc tak właśnie zwlekałam. 
Ostatecznie szminkę kupiłam będąc w Paryżu i było to na zasadzie "nie kupiłam papu, to mogę kupić szminkę", bo hot-dog kosztował 10euro, hamburger w McDonaldzie z piciem, kosztował jakieś 13-15euro, a szminka w salonie 18euro, więc chyba sami rozumiecie, że od razu odechciało mi się jeść;) 
Rebel to ciemna jagoda, która idealnie sprawdzi się podczas obecnej pory roku. Wiem, że ponoć identyczny odcień jest z Wet n' Wild (chodzi o Sugar Plum Fairy), którą także posiadam. 
Jeszcze ich nie porównywałam, ale jak tylko odnajdę szminkę WnW w czeluściach kuferka, to na pewno będzie sprawdzę ile w tym jest prawdy.


Ostatnim produktem do ust jest szminka Catrice z serii Ultimate Colour w odcieniu 270 Matt-erial Girl. Kosmetyk wygrzebałam z koszyczka wyprzedażowego. Kolor bardzo mi się spodobał, a że była już tylko jedna sztuka, to szybko wrzuciłam ją do koszyka z resztą zakupów i poleciałam do kasy. 


Matt-erial Girl, to ciemna, matowa fuksja, która ma w sobie odrobinę fioletu. W domu okazało się, że szminka jest trochę podobna do Rebel, zwłaszcza na dłoni (Rebel jest ciemniejsza i bardziej jagodowa, jednak na zdjęciach różnica między nimi jest słabo widoczna). Na szczęście na ustach różnica między odcieniami jest już lepiej widoczna i nie musiałam się wnerwiać, że może to właśnie szminka Catrice okazała się być idealnym odpowiednikiem droższego produktu z MACa. 

o kamuflażu będzie następnym razem;)
No i przechodzę do ostatniego kosmetyku - kredki do oczu. Jakiś czas temu Catrice wypuściło sporo nowości, w tym kolejny odcień Longlasting Eye Pencil Waterproof (Długotrwała kredka do oczu wodoodporna - nazwa ze strony Catrice). Pobiegłam po ten kolor, który na zdjęciach wyglądał przepięknie (110 Rendez-blue) i ostatecznie wyszłam z odcieniem 090 Petrol And The Wolf, który jest takim ciemnym, morskim kolorem. 
Wcześniej kolorówka Catrice mnie zbytnio nie interesowała (mam jedynie kilka szminek, chyba dwa róże z wyprzedaży i jakieś rozświetlacze z limitek oraz lakiery), ale przyznaję, że mam ochotę na jeszcze dwie kredki, ponieważ ta morska sztuka bardzo zaskoczyła mnie pod względem trwałości i miękkości. No, po prostu niezła z niej sztuka :) 



No, to dobrnęliśmy do końca.
Najlepsze jest to, że pisząc ten post, już miałam kolejne nowości do pokazania;) 
Wpadło wam coś w oko:)?





PROPONOWANE POSTY:

31 komentarze

  1. Bardzo fajne produkty, bardzo podoba mi się kolor szminki Mac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Błyszczyk Chanel wygląda naprawdę interesująco na swatchu <3 Oddaj! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W takiej sytuacji też pożałowałabym na żarcie :D. Szminka MAC warta grzechu, cień Chanel też przepiękny.
    Liczę, że szybko pokażesz swojego nowego milusińskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dzisiaj już po niego nie pojedziemy:( ale mam nadzieję, że szybko się u mnie zjawi i uda nam się po niego pojechać:)

      Usuń
  4. Bardzo mi się podobał Diorkowy Kiss Me, niestety na moich ustach wygląda za sino i jest za jasny, to znaczy nie dodaje mi to uroku, a tym samym nie można kupić :( Inne kolory z tej serii już były trochę za mocne, nie do końca "moje".
    Cudowne nabytki, czekam na recenzję wszystkiego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety faktycznie teraz poszaleli z kolorami i głównie czerwienie są;)
      Nie ma co tyle płacić jeżeli masz źle się czuć i wyglądać w takim kolorze, bo w końcu nie o to chodzi:)

      Usuń
  5. Super szminki. Ja jak wykończę moje masełko z NIvei o smaku karmlowym to od razu pobiegnę po te dwie nowe wersje <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobają mi się szminki firmy Becca. Gdzie można je kupić? :)

    Pozdrawiam,
    koczek-blond

    OdpowiedzUsuń
  7. Masełka z nivea <3 Kamuflaż z Catrice ostatnio jakoś mi nie podchodzi, chyba jestem na niego za blada jak narazie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko cudowne ale nie na moją skromną kieszeń :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny ten błyszczyk z diora :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sporo fajnych nowości :) muszę sobie kupić to masełko do ust Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękności :) Ja poproszę o naustną prezentację maczkowej szminki, diorka i chanelowego błyszczyka :) Masełka Nivea w ogóle mnie nie kuszą, bo zawierają w składzie BHT, którego staram się unikać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jak najszybciej pokazać je na ustach;)

      Usuń
  12. Oj ten Dior (błyszczyk) skradł moje serce...

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj ten Dior (błyszczyk) skradł moje serce...

    OdpowiedzUsuń
  14. Poszalałaś, ale trzeba przyznać w dobrym stylu :) Piękny odcień pomadki Mac, na jesień idealny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) skusiłam się na jeszcze jedną kilka dni temu:D

      Usuń
  15. Najbardziej mi się spodobały wszystkie pomadki! Teraz zaczęłam szaleć na swoich ustach i dlatego też stawiam w jesienne dni na mocne kolory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe z mocnymi kolorami można szaleć i szaleć jeżeli tylko komuś pasują:) tyle pięknych odcieni jest!

      Usuń
  16. Cudowności! Kredką z Catrice będę musiała się przyjrzeć jak będę w Naturze a Becca mnie zainteresowała tym nawilżaniem (Milla też mnie rozczarowała na swatchu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szminki Becci świetnie nawilżają, ale faktycznie Milla pod względem koloru okazała się klapą:/

      Usuń
  17. Pięknego Diorka wybrałaś. Ja bardzo lubię te lakiery Diora i zastanawiam się czy kolejnego koloru w mocniejszym odcieniu jeszcze nie dokupić.

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo spodobał mi się kolor Chanelkowego blyszczyka, cudo ;) Twoje nowości chętnie zobaczyłabym jako własne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Błyszczyk ma naprawdę piękny intensywny kolor.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M