MAC Loose Blot Powder

13 września 2014

O kolorówce MAC przeczytałam po raz pierwszy na portalu wizaż.pl.
Udzielałam się na różnych wątkach i dopiero powoli wchodziłam w ten cały kosmetyczny świat, który, jak się okazało, na dobre mnie wciągnął.
Długo wzdychałam do monitora patrząc na róże, przepiękne szminki nude, na których punkcie miałam w tamtym okresie prawdziwego bzika, oraz na słynne pigmenty. Niestety, kosmetyków MACa wtedy nie dało się kupić online tak jak teraz (za wyjątkiem odsypek pigmentów, ale i w tym przypadku trzeba było uważać na oszustów), w Krakowie nie bywałam (zresztą nawet nie wiem czy wtedy już był tam salon), a na ebay'u bałam się kupować żeby nie wydać kilkudziesięciu złotych na produkt, który może okazać się podróbką; tak więc pozostawało mi czytanie zachwytów dziewczyn, które używały mazideł tej marki.


Jednak pewnego dnia dzięki pomocy internetowej koleżanki, udało mi się kupić mój pierwszy kosmetyk MACa. Wyczekiwałam na przesyłkę wyobrażając sobie jak to moja cera będzie wyglądała - niczym po photoshopie. Pięknie wygładzona skóra, zero widocznych porów, a o jej przetłuszczaniu się  będę mogła całkowicie zapomnieć.
Dzisiejszy post jest takim powrotem do przeszłości - w końcu to było moje pierwsze spotkanie z marką MAC i droższą kolorówką ;)

Przed zakupem przeczytałam sporo opinii i poprosiłam o radę bardziej doświadczonych osoby. Nie wiedziałam za bardzo co warto kupić, a że wybór był, i wciąż jest, duży, to mój mętlik w głowie był jeszcze większy. 
Dziewczyny poradziły mi, abym zdecydowała się na Blot Powder, że względu na moją przetłuszczającą się strefę T, bo pięknie matuje na wiele godzin i nie widać go na skórze. Ok, stwierdziłam, że zakup produktu do twarzy będzie najlepszy, bo i tak chwalony, i w sumie częściej sięgam po puder, niż po tusz do rzęs czy róż. 
Decyzja zapadła i pozostawało teraz już tylko czekać i wypatrywać listonosza. 
Nie muszę chyba pisać jakie emocje towarzyszyły tym oczekiwaniom? Pierwszy produkt słynnej marki, pierwszy tak drogi! 
Kiedy wreszcie miałam w swoich rękach Blot Powder w odcieniu Medium, szybko przystąpiłam do testów i trwały one dość długo, ponieważ ciągle nie mogłam wyrobić sobie zdania o tym produkcie. 
Jednak, skoro jest ten post, to oznacza, że jest i ostateczna opinia o pudrze, którą można się podzielić ze światem oraz tymi chętnymi osobami, które zapragną przeczytać moje wypociny. 


Puder jest faktycznie bardzo drobno zmielony; w dotyku bardzo aksamitny i przyjemny. Nałożony na twarz matuje ją i wyrównuje koloryt skóry, co spodoba się osobom, które nie lubią sięgać po podkład. Oczywiście nie ukryje on większych niespodzianek, ale jak na puder sypki radzi sobie zaskakująco dobrze przy mniejszych zmianach skórnych. 
Odcień medium ma kolor odrobinę opalonego beżu, bardzo ładny i pasujący do większości osób, które używają np. podkładu revlon colorstay w odcieniu 180 sand - to coś taki typ, może nawet z pół tonu jaśniejszy. 
Niestety, dla mnie po pewnym czasie okazał się ciut za ciemny. Nie odznaczał się może bardzo, zwłaszcza w mniejszej ilości, ale jednak źle się czułam z nim na twarzy, szczególnie zimną.




Może 8g, za które należy zapłacić ponad 100zł, to nie jest dużo (chodzi o te g, nie zł), ale puder jest bardzo wydajny, więc na kilka, a może i kilkanaście, miesięcy na pewno wystarczy. 
Blot Powder niestety nie zagrzał na stałe miejsca w moim sercu i w mojej kosmetyczce, ponieważ miał kilka wad, które zakończyły nasz związek. 
Po pierwsze, podkreślał włoski na twarzy, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Po drugie, podkreślał także suche skórki i wszystko co tylko mogło się odznaczać (np. strupki). Po trzecie, wchodził w moje rozszerzone pory, co zauważyłam niestety dopiero po pewnym czasie, i to było dla mnie najgorsze. W takim przypadku jedynym sposobem na pozbycie się tego problemu było zmycie makijażu i zrobienie go ponownie, już przy użyciu innego pudru lub omijanie okolic nosa podczas aplikacji Blot'a, a w końcu nie o to tutaj chodziło, żeby nie nakładać go na miejsca, które chciałam zmatowić. Po czwarte, niestety nie zmatowił mojej skóry na tak długo jak to miał zrobić, ponieważ po ok. 3h zaczynałam się na nowo świecić (z podkładem po ok 5h). 

Kosmetyk mnie trochę rozczarował, ale to może też dlatego, że miałam co do niego wysokie wymagania i to zderzenie z rzeczywistością było trochę rozczarowujące. W końcu tyle pochwał, takie piękne recenzje, wiara, że kosmetyk za wysoką cenę będzie idealny, a tutaj zonk. 
Możliwe, że wersja prasowana jest bardziej udana niż ta sypka i może jeszcze kiedyś będzie mi dane się o tym przekonać, bo powoli coraz bardziej przekonuję się do tej marki (głównie za sprawą róży i rozświetlaczy). Kuszą mnie te prasowane, kolorowe pudry CC :P szczególnie żółty. 





P.S. To jest post, który miał się pojawić daaaawno, daaawno temu, ale gdzieś zapodział się w komputerowej otchłani;) 


PODPIS

PROPONOWANE POSTY:

18 komentarze

  1. Hm... ja chyba nie kupiłabym pudru z Maca, bo znam tańsze dobre pudry ^^ Ale chciałabym w końcu kupić jakiś cień albo szminkę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Też od dawna wzdychałam do kosmetyków MAC przed komputerem aż tydzień temu kupiłam swoje pierwsze cudeńka. Na razie czekają na użycie ale mam nadzieję, że sprostają oczekiwaniom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam od niedawna ten puder w wersji prasowanej i bardzo mi odpowiada :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, widać mogłam klikać wersję kompaktową zamiast sypkiej:) ale jakoś wtedy tylko sypanych używałam;)

      Usuń
  4. Mam ten puder, ale w wersji prasowanej. Planuję zakup sypkiego pudru z MACa ale Prep+Prime.

    OdpowiedzUsuń
  5. A widzisz. Prasowany blot to jeden z moich ulubieńców. Sypanego chyba bym się bała - to w końcu puder matujący więc obstawiałabym że suchoty popodkreśla. Szkoda, że podkreśla pory :/
    Teraz Dymek wyszedł fajny puder z MAC, Sculpt - bardzo ładny satynowy efekt daje, taki miękki. Naprawdę niezły produkt. Chyba, że Ci przeszła już na MACa ochota. :/ a to by była szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytam o nim później:) póki co, ten żółty CC mi się rzucił w oczy, a że mam sypkiego żółtka z Clinique, to taki prasowany by się przydał;)
      Ale widzisz, mam inne pudry matujące i skórek ani nic nie podkreślają:/

      Usuń
  6. Ja jestem na etapie wzdychania do pomadek z MAC :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, bo kolorów jest tyle, że każdy coś dla siebie znajdzie:D

      Usuń
  7. jeśli miałabym kupić coś z MAC, zdecydowanie byłby to cień lub szminka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz pewnie też bym tak myślała, ale wtedy nie używałam w sumie ani cieni, ani szminek, więc zostało coś do buźki:)

      Usuń
  8. Mój pierwszy MC to soft&gentle. I narazie wyleczyłam się z miłości do Maca.
    Zdecydowanie bardziej kocham dużo tańszą maryslę the balm.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też długo chorowałam na ten rozświetlacz MACa:) mam, lubię, ale faktycznie, Mary, to jednak jest prawdziwy hit;)

      Usuń
  9. Za tę cenę też pewnie spodziewałabym się cudów nie myśląc o tym, że każdy jest inny i kosmetyk trzeba wypróbować na sobie, żeby ocenić jego działanie. Kosmetyki z MACa kuszą mnie strasznie, ale pewnie minie jeszcze sporo czasu, zanim zdecyduje się na kupno jakiegoś.

    OdpowiedzUsuń
  10. marzy mi się kilka produktów z MAC'a ale nie prędko, nie na moją kieszeń obecnie;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten puder w wersji kompaktowej jest naprawdę niezły. Lubię, ale niestety muszę kupić o ton jaśniejszy:/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M