Chanel Illusion D'Ombre 82 Emerveille

16 września 2014

Pewnie większość z was ma w swoim posiadaniu jakieś cienie o innej konsystencji niż ta klasyczna, prasowana. Kosmetyki w musie, kremie czy też w żelu podbiły już niejedno serce i nawet najbardziej oporni mają na nie coraz większą ochotę; zwłaszcza jeżeli przeglądają blogi, na których mnóstwo pozytywnych recenzji takich produktów.



Moja przygoda z takimi cienia zaczęła się kilka lat temu, kiedy essence wypuściło edycję limitowaną, w skład której wchodziły właśnie cienie w musie. Nie pamiętam dokładnie, która to była limitka, bo już wszystkie mi się mieszają, więc wybaczcie;)
Kupiłam dwa cienie i od tego momentu oficjalnie powiększyłam grono posiadaczek takich kosmetyków. 
Początkowo byłam nastawiona do tych cieni sceptycznie, ale wolałam wydać kilkanaście złotych na te cuda, które swoją drogą były mocno zachwalane, niż stracić kilkadziesiąt złotych w przypadku zakupu musy z innej, droższej marki. 
Jestem posiadaczką tłustych powiek, więc od razu założyłam, że produkty o takiej konsystencji będzie prawdziwą tragedią: zacznie się rolować w załamaniu i po 2 godzinach od nałożenia nie będzie po nim śladu. 
Jednak jak to czasem w życiu bywa, cienie okazały się być strzałem w dziesiątkę. Nie tylko były trwałe, ale także szybciej i lepiej się je nakładało na powieki, niż prasowane, więc postanowiłam powiększyć ich grono i zaczęłam kupować również te droższych marek - MAC, Maybelline, Stila czy właśnie Chanel. 


Na cień tej ostatniej marki skusiłam się podczas likwidacji Marionnaud. Nie pamiętam dokładnie ile za niego zapłaciłam, ale na pewno było to kilkadziesiąt złotych mniej niż wynosi jego regularna cena. 
Z dostępnych odcieni najbardziej spodobał mi się właśnie 82 Emerveille, który wyglądał jak szampan z odrobiną brzoskwini. Już w wyobraźni widziałam ten piękny kolor i efekt tafli na powiekach.


Do cienia dołączony jest składany pędzelek, takie maleństwo w dwóch częściach (jedną wkłada się do drugiej;)), które szybko składamy w aplikator, który ma nam ułatwić nakładanie kosmetyku i faktycznie początkowo często po niego sięgałam. Trzeba przyznać, że taki maluszek, do tego składany, jest idealny, aby go spakować ze sobą na wyjazd, zwłaszcza kiedy nie możemy zabrać ze sobą dużo rzeczy. Po pewnym czasie, wielu testach i sięganiu po różne pędzle, pacynki itd. doszłam do wniosku, że najlepiej i najłatwiej nakładać cień palcem, a dołączony do Chanelka pędzelek kompletnie nie nadaje do aplikacji Emerveille, ponieważ, po pierwsze, jest on malutki i aby pokryć cieniem całą powiekę, trzeba się nieźle namachać, a po drugie sam cień znacznie ciężej się rozprowadza. Wiem, że wiele osób jest z tego malucha bardzo zadowolona, ale ja do nich nie należę i uważam, że marka mogłaby z niego zrezygnować i za to obniżyć cenę np. o 30zł.


Kosmetyk ma przyjemną konsystencje musu, którą łatwo rozetrzeć na powiekach; nie ma żadnych smug czy grudek, co czasami zdarza się w przypadku takich cieni. Emerveille używałam zarówno na bazę, jak i na "gołe" powieki i różnica w trwałości jest duża. Bez bazy cień wytrzymywał 4-5h nim się  zrolował, nie cały, ale jednak, do tego także mocno wyblakł, a tafla była znacznie mniej widoczna. Przy użyciu bazy cień wytrzymywał prawie cały dzień: malowałam się przed 6 i ok. 20 cień był trochę zrolowany i mniej widoczny, ale jednak nadal był. 
Efekt oczywiście można stopniować; cień nałożony pędzelkiem (czy to delikatnie pacynką, czy też języczkiem) daje bardzo delikatny efekt, kolor jest mało widoczny, a powieki są jedynie bardziej rozświetlone. Jeżeli jednak cień będziemy nakładać palcem, wklepując go, tafla będzie jak z reklam. Przyznaję, że do tej pory nie widziałam równie pięknej tafli w żadnym innym kosmetyku, tzn. żaden nie dawał takiego niesamowitego efektu, bo nie jest to typowo metaliczne, czy drobinkowe wykończenie. 


Niestety, największą wadą okazał się być ten piękny kolor. W opakowaniu i na swatchach na skórze (niżej na zdjęciach widać) taki uroczy, jaśniejszy niż w słoiczku, bardziej szampański z nutką brzoskwini, na mojej skórze zamienia się w błyszczącego potworka. Na moich powiekach cień strasznie się ocieplał i wychodziła z niego nie tyle ta brzoskwinia, co taka rudawa pomarańcza, która sprawiała, że wyglądałam jakbym była chora. Efekt ten był widoczny, za każdym razem doprowadzał mnie do szału i psuł mój humor, bo jednak nie chciałam mieć na powiekach takiej pomarańczowej paćki. Pewnie gdyby nie to, że podobną przygodę miałam z cieniami Guerlain, nie mogłabym uwierzyć, że odcień aż tak może się zmienić - a jednak. 



Podsumowując, uważam, że jest to bardzo dobry produkt, dobry jakościowo, piękny i wydajny; kolor mi nie podszedł, ale czasami tak bywa. Wydaje mi się, że ten odcień będzie idealny dla blondynek i u nich wyjdzie właśnie taki piękny szampan. 
Jednak cena jest według mnie za wysoka, bo aż tak genialny produkt to to nie jest. 135-140zł/4g (czytałam też, że w niektórych perfumeriach kosztuje 149zł, a na ebayu i 180zł) to sporo, ale jeżeli u kogoś te cienie się sprawdzają, to warto zainwestować, bo produktu nie zużyjecie w trzy miesiące, a podobnych odcieni zapewne nie znajdziecie w ofercie innych marek.
Możliwe, że skuszę się jeszcze kiedyś na inny odcień, bo ta tafla jest przepiękna, i chociaż nie ma za dużo odcieni w ofercie marki, to poczekam na jakąś kolekcje, w której znajdę idealny dla siebie odcień (no i może jakaś promocja się trafi ;)). 

Używałyście może tych cieni? planujecie kupić? czy może cena was skutecznie odstrasza;)?

w cieniu
w cieniu
w słońcu
w słońcu

PROPONOWANE POSTY:

26 komentarze

  1. Uwielbiam kremowe cienie!! W moim codziennym makijażu zrezygnowałam z klasycznych prasowańców właśnie na rzecz formuł kremowych czy żelowych. Muszę obadać Illusion D'Ombre w perfumerii, koniecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach na ten odcień się właśnie czaję! :-) Mam dwa inne kolory i je uwielbiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że u Ciebie się sprawdzają :)

      Usuń
  3. Mam choć inny kolor i bardzo go lubię. :) Używam go na razie bez bazy, ale muszę wypróbować też z bazą. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę kiedyś spróbować cieni w musie, ale raczej nie w tej cenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam essence (poluj na limitki;)), catrice i najsłynniejsze maybelline:) teraz ciągle różne promocje robią, więc i za pół ceny możesz kupić:)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. No, szkoda tylko, że u mnie na powiekach wygląda zupełnie inaczej niż u Ciebie;) i to mnie tak denerwuje w nim :(

      Usuń
  6. Na dłoni wygląda ślicznie. Cieni używam bardzo rzadko, więc w moim przypadku po prostu nie opłaca się kupić tak drogiego kosmetyku, do którego zajrzę kilka razy w ciągu roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro nie używasz, to faktycznie wydawanie tyle na cień mija się z celem;) zwłaszcza, że na rynku mamy tyle innych, znacznie tańszych cieni, że zawsze jest co wybrać:)

      Usuń
  7. Nawet zamierzałam go kiedyś kupić, ale mam jeden, fioletowy, i niestety zbiera mi się w załamaniu powieki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie kusi coś ciemniejszego:) jeżeli z takim ciemnym nie wyjdzie, to daje sobie spokój i może kiedyś zapoluje na jakiegoś Diorka albo Armaniego;)

      Usuń
  8. Cena odstrasza, ale widziałam kiedys w Douglasie, że były przecenione prawie o 50%, żałuję, że wtedy uznałam, że ich nie potrzebuje, bo były cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taka promocja to faktycznie dobra okazja do zakupu - sama bym się za 50% ceny skusiła na jeszcze jeden, ot tak z ciekawości:D

      Usuń
  9. ja uwielbiam te cienie <3 mam nadzieję,że kiedyś moja skromna kolekcja się powiększy

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolorek bardzo podobny do cieni The One z Oriflame. Ja nie za bardzo przepadam za produktami o takiej konsystencji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nei mam tego cienia, ale tez od jakiegoś czasu doceniam kremowe formuły . Zainteresowały mnie kremowe róże z Inglota i nic nie żałuje zakupu . Zawsze kiedy nałoże taki róż i nie przypudruje policzkó od kogoś słyszę, że tak zdrowo wyglądam hehehe ... Kupilam też trzy cienie . Z Sephory, Clinique i Rimmel i używam albo samodzielnie , albo jako bazę . Lepiej późno, niż wcale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę! ja mam dwa róże w kremie i boję się je nakładać:P zawsze sobie zniszczę makijaż:P

      Usuń
  12. Piękny kolor, bardzo w moim guście, konsystencję na pewno też bym polubiła, ale za taką cenę go nie nabędę, skutecznie ogranicza mój popęd na posiadanie go ;)

    Pozdrawiam,
    koczek-blond

    OdpowiedzUsuń
  13. Od pewnego czasu pokochałam kremowe cienie i nie wyobrażam sobie makijażu bez nich.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam kremowe cienie zwłaszcza w szampańskich kolorkach

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękny cień, ale niestety jest to za drogi wydatek na moją kieszeń :C Ja mam te z Maybelline i też sprawdzają się całkiem nieźle

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam ochotę na te cienie. Ten kolor jest piękny, szkoda tylko, że u Ciebie się zmienia i nie jesteś do końca zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kocham te cienie! Mam 7 odcieni i na pewno dokupię im rodzeństwo :D hihi
    Tego Twojego odcienia akurat nie znam, ale spróbuj koniecznie inne :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mam tych cieni, ale ostatnio urzekł mnie Color Tattoo On& on bronze :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M