Emu Gold, Emu Oil, czyli olejek z kupra strusia

2 sierpnia 2014

Ten post miał pojawić się już dawno, bo w końcu olejek wykończyłam jakiś czas temu, jednak, po pierwsze, nie miałam czasu na napisanie recenzji, a po drugie, trochę obawiałam się reakcji czytelników, bo w końcu chodzi o olejek ze strusia. 
Tak, olejek ze strusia, dokładniej z jego tylnej, górnej części grzbietu. Kiedy kupowałam ten produkt na iHerb, nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego o co z nim chodzi, ale cena była stosunkowo niska, a opinie świetne, więc kliknęłam (miałam jeszcze kupon zniżkowy, więc sami rozumiecie).


Kiedy olejek dotarł, wyklikałam trochę więcej informacji i dowiedziałam się, że jest to olejek, który pozyskuje się ze strusi hodowanych w Australii specjalnie na mięso (tak jak u nas hoduje się kury czy świniaki - żeby była jasność). 
Ludzie próbują wykorzystać każdą część zwierzęcia, brzmi okrutnie, ale zarówno u nas, jak i tam, robi się to samo, bo w końcu chodzi o jak największe zyski. Właśnie dlatego pojawił się taki olejek; mięso sprzedają, ale resztę musieliby wyrzucić, więc trzeba było ruszyć szarymi komórkami i tadam! pojawił się olejek ze strusia.
Jak widać pomysł się przyjął, bo olejki są sprzedawane przez różne marki i to niekiedy za wysoką cenę.


Ten cudak z Emu Gold nie kosztował dużo, bo za buteleczkę 15ml zapłaciłam $9,62 (obecnie jest dostępna pojemność 30ml za $10,80, więc różnica w pojemności spora, a w cenie niewielka).
Produkt jest w 100% naturalny, a oprócz olejku ze strusia zawiera jedynie 0,2% witaminy E. 
Warto pamiętać, że taki prawdziwy olejek jest bezzapachowy, więc jeżeli trafi wam się jakiś z wyczuwalnym smrodkiem, to pewnie ma jeszcze inne składniki, które tak kręcą w nosie.
Emu Oil jest bogaty w kwasy tłuszczowe omega, działa przeciwzapalnie, nawilża i pomaga zniszczonej skórze odzyskać sprężystość, zregenerować się oraz przywrócić jej naturalny blask.
Jak widać na zdjęciach, olejek zamknięty jest w buteleczce z niebieskiego szkła oraz posiada zakrętkę z pipetką, dzięki czemu łatwo go wydostać i nałożyć na twarz. 


Olejek po zmieszaniu ma białą barwę, taką mętną,  jednak kiedy dłużej postoi trochę się rozwarstwia i widać bezbarwny płyn (rozdziela się wit. E od reszty) zresztą wszystko ładnie widać na zdjęciach. Widać też jakby takie malutkie, drobne grudki - oczywiście rozciera się je bez problemu i nie czuć ich pod palcami.

zmieszany
delikatnie rozwarstwiony
Początkowo myślałam, że ten produkt będzie dawał podobne efekty jak olejek arganowy, którego używałam wcześniej, ale tamten olejek przy tym to jak maluch przy mercedesie!

Kiedy zaczęłam używać Emu Oil, używałam jeszcze innej pielęgnacji, to było przed La Roche-Posay i innymi cudami, które także wpłynęły na poprawę stanu mojej cery, więc spokojnie mogłam zauważyć jakie efekty da ten kosmetyk. 
Przed miałam większe problemy z rozszerzonymi porami, z zaskórnikami i częściej wyskakiwały mi takie ropne paskudy, zwłaszcza przed kobiecymi dniami.
Olejek stosowałam przeważnie na co drugą noc i już po stosunkowo krótkim okresie używania (może jakieś 1,5-2tyg) zauważyłam różnice w stanie skóry.
Produkt świetnie poradził sobie z suchymi plackami na policzkach, znacznie szybciej goiły się wszelkie niedoskonałości, które zdążyłam wyskubać, zaczerwienień było znacznie mniej, podobnie jak wyprysków, a jeżeli już coś było, to szybko znikało. 
Koloryt skóry był bardziej ujednolicony, a skóra była ogólnie gładsza - taka trochę jak po photoshopie. 
Po nałożeniu go na twarz, na skóra delikatnie się świeci, dlatego właśnie najlepiej aplikować olejek na noc, jednak nie jest to takie mocne, bardzo widoczne błyszczenie skóry jak po wysmarowaniu się olejem ;) 



po rozsmarowaniu
Z olejku byłam (no i jestem) bardzo zadowolona, bo już dawno żaden produkt nie działał tak dobrze, a efekty nie były tak bardzo widoczne jak po tym Emu Oil. Jedyny minus jaki zauważyłam, a właściwie dwa, to oderwanie się pipetki od zakrętki przez co później miałam problemy z aplikacją, oraz średnia wydajność - olejek szybko znikał, ale biorąc pod uwagę efekty, jestem w stanie mu wybaczyć.

Czy kupię ponownie? tutaj jest problem, bo biję się z myślami. Z jednej strony sam fakt, że ten olejek jest ze strusi trochę mnie odrzuca, kupiłam, więc zużyłam, ale jednak trochę to dziwne. Z drugiej jednak, olejek działał fantastycznie i trochę wyszłabym na hipokrytkę gdybym wypisywała, że osoby, które sięgają po takie olejki (w tym i ja) to bestie, bo jak tak można biedne strusie zabijać żeby tylko pomóc swojej skórze, ALE po pierwsze, strusie są zabijane na mięso, a ten olejek to taki produkt uboczny - nie zabija się strusi specjalnie po to, żeby otrzymać ten produkt, a po drugie, jem od czasu do czasu mięso, mam skórzaną torebkę czy też buty - przy wszystkim zabijane są zwierzęta, więc jeżeli ludzie jedzą kurki i indyki i nie rozpaczają nad ich strasznym i krótkim żywotem, to rozpaczanie nad strusiami, które zabijane są w takim samym celu, trochę dziwi. 
Oczywiście, każdy ma swoje zdanie ;)

Ktoś jest zainteresowany takim olejkiem? czy może absolutnie byście po niego nie sięgnęli ;) 

PROPONOWANE POSTY:

26 komentarze

  1. dla mnie to taka ciekawostka kosmetyczna,jakos sie nie mogę przemóc

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie stosowałam tego oleju, ale jakoś bardziej przychylniejsza jestem do stosowania olejów roślinnych.
    Poza tym, nie dajmy się zwariować. Ciągle wchodzą nowe "cudowne produkty nie wiadomo z czego", a czasami to tylko chwyt marketingowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Opis mnie mega zaciekawił i mam ochotę go kupić, ale nie wiem czy blokada psychiczna przed strusim tłuszczem na twarzy mnie nie powstrzyma ;) Już widzę swoją minę kiedy go nakładam... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie mam takie samo zdanie... Strusia na twarz? Nieeee :p

      Usuń
    2. Mi blokada poszła jak zaczęłam używać słynnej maseczki z kupy słowika :D oczywiście oczyszczanej, ale jednak kupki;)

      Usuń
    3. Ludzie zachwycają się miodem spadziowym,a to jest z kupek mszycy:)

      Usuń
  4. Myślałam, że z tym strusiem to jakiś żart :) No nie wiem, ale jak działa...

    OdpowiedzUsuń
  5. O olejkach ze strusia pierwsze słyszę. Ale nie wiem czy bym chętnie nakładała go na twarz nawet jeśli działa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo ciekawy ten olejek. Ale nie wiem czy będę w stanie go kupic. :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy o czymś takim nie słyszałam Ale brzmi obiecująco Pewnie tez zastanawiałabym się nad jego użyciem ale skoro działa takie cuda to czemu nie jestem za

    OdpowiedzUsuń
  8. Cokolwiek by ten olej nie robił, nie mogłabym się przemóc, aby go używać... /P.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lanoliny wszyscy używaja i jikt nie ma oporów moralnych ;-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem, czy kupiłabym ten olejek- sama świadomość, że smaruję się wydzieliną zwierzaka, który raczej do najczystrzych nie należy, jakoś tak mnie odrzuca :D Wiadomo- olejek jest oczyszczony, nie mniej jednak, na razie nie kupiłabym :) Chociaż kosmetyk bardzo ciekawy, miło czytało mi się recenzję, bo nigdy nie słyszałam o tym cudzie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Działanie ma naprawdę fajne, ale chyba jednak bym się na niego nie zdecydowała. Nie dlatego, że zginął struś (bo i tak by zginął, po to trzyma się zwierzęta w hodowli, nic z tym nie zrobię, bo sama mięso też jadam), ale po prostu by mnie to brzydziło. Sama świadomość, z czego jest to zrobione, nie pozwoliłaby mi zaaplikować sobie to na twarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie nie dziwię się:) mnie też na początku trochę odrzucało, ale się przekonałam i nie żałuję, jednak na rynku jest tyle różnych olejków, że jeżeli ktoś nie ma ochoty na taki, to spokojnie znajdzie co innego i nie będzie miał oporów przed używaniem:)

      Usuń
  12. Mnie też odrzuca na samą myśl, że ten olejek jest pochodzenia zwierzęcego i miałabym się nim smarować. Ja jednak podziękuję i pozostanę przy olejkach roślinnych ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pochodzenie mi zupełnie nie przeszkadza, więc może się zainteresuję, skoro aż taki fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Po przeczytaniu tego posta kupiłabym , tylko gdzie ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojj tam struś... a powszechna lanolina z owcy jest ;) (chyba to łój z jej wełny). Struś to taka duża kura :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdzie mozna kupic ten olejek w Polsce?
    dziekuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem gdzie (i czy w ogóle) można go kupić w Polsce. Ja go kupiłam na stronię iHerb:)

      Usuń
  17. Rozumiem opory "stus na twarzy" , zeby przekonac sie o jego skutecznosci mozna zaczac od innych zastosowac: siniaki, oparzenia, bole miesni czy stawow. Wiem bo sprawdzilam, jest to moj ulubiony i najbardziej skuteczny kosmetyk na paznokcie i skorki . Najwazniejsze zeby kupic dobrej jakosci.

    OdpowiedzUsuń
  18. Sorry zapomnialam dodac, moje zrodlo to https://totallifechanges.com/products/#oil

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M