Urban Decay Shattered Face Case - dużo zdjęć

19 lipca 2014

Większość zapewne kiedy słyszy Urban Decay od razu widzi w wyobraźni słynne paletki Naked oraz bazy pod cienie, bo w końcu to właśnie te produkty zrobiły u nas największą furorę.
Jednak UD słynie nie tylko z tych paletek, ale także ze swoich Book od Shadows (albo ogólnie innych paletek niż Naked;)), które samym wyglądem potrafią zachwycić, 24/7 Glide On Eye Pencil czy też sprayu All Nighter.
Niestety, u nas marka ta jest niedostępna i chociaż przez internet można kupić niektóre rzeczy, to trzeba się liczyć z wysoką ceną. No chyba, że ktoś wierzy w superhiperekstra okazje i planuje zakup np. paletki na portalach aukcyjnych za 1/3 ceny regularnej - zazwyczaj paletka z tej super okazji okazuje się być podróbką i pół biedy kiedy kupujący się zorientuje, że został nabity w butelkę i jakoś idzie dogadać się ze sprzedawcą. Znacznie gorzej jest kiedy sprzedawca sprawę olewa, pieniądze idą się wietrzyć, a my zostajemy z paletką za 60zł, której strach użyć, bo przecież nie wiemy co twórcy takiego "dzieła" dali do tych cieni.



Dobra, ale nie o tym. Dzisiaj pora na prezentację mojej drugiej paletki Urban Decay.
Pierwszą, którą kupiłam na feelunique, jest Naked basics, którą dokładniej pokazywałam wam TUTAJ.
Dzisiaj zapraszam na swatche i opis Shattered - nie jest to recenzja, ponieważ nie używałam jej jeszcze na tyle długo, aby być w stanie wszystko dokładnie przetestować;) 




Shattered Face Case została wypuszczona na rynek w 2013 roku i z tego co kojarzę, nie jest w stałej ofercie marki, więc jeżeli ktoś o niej marzy, musi jak najszybciej zacząć polować. Paletka zawiera pięć cieni do powiek (0.08g każdy), kredkę do ust (2.8g), kredkę do oczu (0.8g), dwa róże do policzków (po 2.8g) oraz rozświetlacz (1.5g). Składa się z dwóch części: w pierwszej jest lusterko, cienie oraz kredka do oczu, w drugiej natomiast znajdują się róże i rozświetlacz (kredka do ust po otwarciu tej części "przechodzi" z góry). 



Kredka 24/7 Glide On Eye Pencil jest w czarnym odcieniu (zero), co mnie bardzo odpowiada, bo jednak co czerń, to czerń, zawsze się przyda. 
Niby 0.8g to niewiele, ale to maleństwo jest bardzo wydajne, miękkie (takie masełko) i nieźle napigmentowane, chociaż nie jest to taka smolista, bardzo głęboka czerń.
Kredka jest trwała, jednak nie nie do zdarcia, choć pod tym względem i tak bije na łeb większość dostępnych na rynku kredek.




Produkt do ust pozytywnie mnie zaskoczył. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że będzie to taki mały niewypał o tępej konsystencji, która będzie wchodzić w załamania ust i straszyć mnie w lustrze. O dziwo, Super-Saturated High Gloss Lip Color zasługuje na brawa, ponieważ jest to jeden z lepszych produktów do ust, jakie było mi dane przetestować w ciągu ostatniego roku (nawet tego 2013). Odcień, który znajduje się w paletce to Lovechild, opisany przez UD jako chłodny róż i faktycznie jest to właśnie taki średni róż o bardzo miękkiej konsystencji i "błyszczącym" wykończeniu - prawie jak błyszczyk. Po ustach sunie jak marzenie, ładnie nawilża i dość długo się trzyma. Niestety trzeba uważać z ilością jaką nakładamy, bo przy kilku warstwach (kolor wtedy jest bardziej widoczny) lubi się delikatnie zrolować.





Teraz będzie najciekawsze, ponieważ przechodzimy do kosmetyków, których nie spotkacie nigdzie indziej - w żadnej innej paletce. Cienie nie są dostępne w formie pojedynczych cieni (dziwnie to brzmi...), podobnie jak róże czy rozświetlacz - nie ma ich ani w paletkach, ani pojedynczo.



Cienie:

Bleach - najjaśniejszy ze wszystkich i jedyny o matowym wykończeniu. Jest to jasny beż z dodatkiem żółci. Bardzo fajnie wyrównuje koloryt powiek - to taki cień, który photoshopuje nam trochę powieki, a którego nie widać. Konsystencje ma bardzo delikatną, kremową, świetnie zmieloną i dobrze napigmentowaną.


Minor Sin - drugi jasny odcień, ale już o wykończeniu satynowym. Wygląda jak taki szampański odcień z kropelką różu, jednak na skórze ten róż jest mocniej widoczny. Posiada shimmer w odcieniu jasnego złota. Konsystencja i pigmentacja jak wyżej.



Shakedown - cień o wykończeniu metalicznym. Według mnie to taki delikatny duochrom; połączenie brązu i khaki. Konsystencja także miękka, ale już bardziej zbita niż w przypadku Minor Sin i Bleach.





Remix - śliwka o wykończeniu satynowym, która niby niczym się nie wyróżnia, ale na skórze jednak ma w sobie to "coś". Cień z delikatnym shimmerem w odcieniach różu i jasnego złota. Niestety konsystencja jest trochę bardziej sucha niż u poprzedników. 



Nameless - kolejny ciekawy odcień, najciemniejszy. Jest to taka mieszanka szarości i brązu z nutką khaki. Wykończenie metaliczne, a konsystencja podobna jak w Remix. Na szczęście wszystkie cienie mają bardzo dobrą pigmentację i łatwo się je rozciera, a to w końcu najważniejsze.






Róże:

Overexposed - to jest dopiero prawdziwe masełko! konsystencja jest niesamowicie miękka, aż chce się ciągle paluchy wkładać;) Odcień ciężko jest opisać, ponieważ to takie połączenie brudnego różu z odrobiną brzoskwini. Bardzo ładny kolor, który łatwo się nakłada i jeszcze łatwiej rozciera. Jest dobrze napigmentowany, a ze względu na swoją delikatną konsystencję osoby niewprawione mogą trochę przesadzić z ilością i zrobić sobie kuku. Wykończenie matowe.


Temper - typowy róż baby pink, jasny i cukierkowy. Znacznie bardziej suchy niż Overexposed przez co też jest gorzej napigmentowany i trzeba się więcej namachać pędzlem aby efekt był widoczny. Nadaje się dla chłodnych typów, które chcą nadać swojej buzi tej świeżości. Także ma matowe wykończenie.



Rozświetlacz:

Glint - ten rozświetlacz to połączenie szampana, z odrobiną beżu i złota, chociaż czasami dostrzegam w nim też trochę różu - odcień chłodny, ale raczej średni - w sensie, że dla osób bardzo bladych będzie za ciemny, natomiast świetnie będzie pasował osobom z delikatnie śniadą karnacją lub lekko opaloną. Konsystencja taka sama jak w różu Temper, czyli trochę sucha. Rozświetlacz daje jednolity błysk, nie posiada żadnych drobinek.  



Cena takiej przyjemności to 44$ (za tyle UD ją sprzedawało). 

Obecnie ceny tej paletki to mały kosmos, na portalach aukcyjnych widziałam ją najtaniej za prawie 200zł (najdrożej za 350zł z wysyłką) i takiej ceny bym za niej nie dała, dlatego tym bardziej się cieszę, że zdobyłam ją za znacznie niższą cenę. 

Wszystkie zdjęcia robione są w świetle dziennym;)









Jak wam się podoba Shattered Face Case? 

PROPONOWANE POSTY:

13 komentarze

  1. uwielbiam ją! :) naprawdę, to jedna z bardziej udanych tego typu palet jaka trafiła w moje ręce. <3 jest przeboska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz ulubieńca jakiegoś z tej paletki? czy wszystkie części lubisz tak samo bardzo:D?

      Usuń
    2. powiem Ci, że chyba wszystko lubię tak samo mocno! najrzadziej używam z niej chyba róży, mimo, że są śliczne. Jakbym już musiała wybrać to chyba padło by na rozświetlacz!

      Usuń
  2. Podobają mi się róże, ale cienie nie całkiem w moim stylu. Mimo to całość ładnie się prezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku też nie byłam do nich przekonana, jedynie ten najjaśniejszy mi się podobał;) zazwyczaj używam brązów, ale formuła tych cieni jest niesamowita;)

      Usuń
  3. Piękna! Chociaż ja bym nie używała tych 3 ciemnych cieni:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cacuszko. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajniutki taki zestaw "ze wszystkim" :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj Dymku ale se łapki wymazałaś!!
    Świetna paletka. A ja mam biały puder od Urban Decay ale wolę tańszy odpowiednik od Essence

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To muszę sprawdzić o jaki to puder UD chodzi:)
      hehe no w końcu swatche obowiązkowe :D;)

      Usuń
  7. Remix wygląda najładniej. Nie przepadam za takimi paletkami, wolę sama skomponować sobie swój zestaw.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M