Kiedy nie mam ochoty kombinować z makijażem

8 grudnia 2013

Dzisiaj będzie post niby o ulubieńcach, niby o makijażu na szybko, niby o moim codziennym makijażu w ciągu ostatnich 2 miesięcy.
Obecnie mam mniej czasu niż zazwyczaj, śpieszę się na tramwaj/zajęcia/załatwić coś (do wyboru, co kto woli) i jak zazwyczaj więcej kombinowałam z makijażem, tak teraz ma być delikatnie, szybko i tak świeżo, ponieważ nigdy nie potrafię zrealizować swojego planu o położeniu się spać o przyzwoitej godzinie, więc jestem całkowicie wymięta. 
Skończyło się bawienie z cieniami do powiek czy mocnymi ustami (oczywiście kiedy mam tylko czas to kombinowanie powraca), bo jak większość z was wie, zawsze to te kilka minut dłuższego malowania, a z mocarzami naustnymi też trzeba uważać żeby nie wyjechać poza kontury; ma być w końcu starannie.



Zauważyłam, że im jestem starsza, tym bardziej cenie takie delikatesy. Może dlatego, że pod koniec dnia nie mam zrolowanych cieni na powiekach (baza do do cieni czasami nie pomaga, bo po prostu moje powieki dają nieźle popalić i wiele baz już nie daje sobie z nimi rady), co wygląda źle, a szminka nie pozostaje mi jedynie na konturach ust, co wygląda jeszcze gorzej. Zresztą co ma się rolować jak na tych powiekach mało co jest?


Czasami sięgam po bazę pod makijaż, ale jednak często o niej zapominam. W sumie po bazach często miewam najazd nieprzyjaciół, więc pozostają podkłady, o właściwościach matujących.
Ostatnio wróciłam do Revlon Colorstay do skóry mieszanej/tłustej. Kupiłam odcień 150 buff, który okazał się za sporo za jasny, więc zaczęłam używać Estee Lauder Double Wear Light 1.0, który jest jedynie odrobinę za jasny, ale za to bardziej różowy. Po pewnym czasie podkład stapia się z cerą i ten róż jakoś znika, ale podczas intensywnego dnia niestety EL nie wytrzymuje i skóra zaczyna się szybciej błyszczeć niż po Revlonie. 
Tak oto miałam dwa podkłady, jeden lżejszy, ładniej stapiający się z cerą, i drugi za jasny oraz ciut cięższy. Pewnego pięknego dnia zmieszałam je ze sobą i przez jakieś 2-3 tygodnie używałam właśnie takiej mieszanki. Mimo wszystko, problem za jasnego koloru pozostał nierozwiązany.  
Podczas ostatnich promocji (głównie tych -40%) kupiłam Revlon w ciemniejszym odcieniu, 180 sand, odstawiłam EL i mieszam dwa Revloniki. Kolor jest prawie idealny, więc oficjalnie przestałam kombinować. 
Oczywiście, najlepiej byłoby mieć jeden podkład, ale ze mnie taki dziwak, że jeszcze nie odnalazłam idealnego koloru- albo są ciut za jasne, albo ciut za ciemne, albo za mało żółte, a przetestowałam już wiele podkładów, więc zazwyczaj muszę nadawać sobie odpowiedni kolor za pomocą innych mazideł. 


Całość utrwalam pudrem Lioele Secret Pore HD Powder, który ukrywa moje rozszerzone pory przed światem. Do tego pomaga utrzymać błyszczenie mojej skóry w ryzach. TU pełna recenzja.

Pod oczy i na drobne niespodzianki nakładam nowy korektor (nowy, że niedawno go kupiłam) z L'oreal Perfect Match w odcieniu 4 Beige. Dobrze kryje moje cienie pod oczami, nie idealnie, ale widać sporą różnicę. Z większymi niespodziankami na twarzy raczej sobie nie poradzi, więc należy o tym pamiętać, szczególnie jeżeli pojawiają wam się czerwone pryszczyki czy plamki.
Aby utrwalić ten korektor (pod oczami) i trochę rozświetlić te rejony, używam rozświetlacza Catrice z limitki Candy Shock. Jest on bardzo delikatny i nadaje się zarówno na całą twarz, jak i właśnie pod oczy- nie ma żadnych drobinek i nie daje widocznego połysku, ale sprawia, że skóra wydaje się być gładsza jak po mały photoshopie. 
Wszystko to utrwalam fixerem z elfa. Spryskuje nim twarz, aby całość wyglądała bardziej naturalnie i bardziej glowy



Na powieki nakładam bazę TheBalm Put A Lid On It i biorę się za podkreślanie brwi za pomocą WIbo eyebrow stylist- o dziwo, jest to dla mnie genialny kolor! a obawiałam się, że będzie za jasny.
Później nakładam mój ukochany cień Smashbox w odcieniu Pronto (wanilia), który delikatnie rozświetla oczy, ale nie wyróżnia się za bardzo i jest w 90% jak kolor mojej skóry. 




Na linię wodną daję cielistą kredkę Max Factor w odcieniu 090 Natural Glaze i biorę się za rzęsy.
Jako, że jestem posiadaczką dość jasnych, i trochę prostych rzęs, zdecydowałam się na zakup zalotki Shu Uemura, która ładnie podkręca rzęsy, nie maltretując ich przy tym. Zaraz po tym zabiegu, sięgam po Jane Iredale PureLash (brakuje na zdjęciach), czyli odżywkę do rzęs, która nadaje się także jako baza pod tusz, ponieważ świetnie wydłuża rzęsy i delikatnie je zagęszcza. Następnie w łapę biorę tusz Lovely Curling Pump Up mascara, który wspomaga podkręcenie i delikatnie wydłuża oraz Maybelline the Colossal Volum', który sprawia, że rzęsy są gęstsze. Ten duet sprawdza się u mnie idealnie już od dłuższego czasu- oczywiście nie zapewnia efektu sztucznych rzęs, ale przy moich rzęsach trochę ciężko o taki efekt. Od kilku miesięcy poważnie rozważam wizytę u kosmetyczki aby zrobić drobne przedłużenie i zagęszczenie moich rzęs, ale obawiam się, że później moje lichoty wypadną i będę miała łyse powieki.



Oczy zrobione, więc można zająć się resztą buźki. Do konturowania idzie, jak zwykle, brązer TheBalm Bahama Mama, który nakładam także na skronie, czubek czoła i boki nosa. Na policzkach, jako róż, często ląduje brązer NARS w słynnym odcieniu Laguna. Bardzo podoba mi się ten jego złocisty odcień, który naprawdę przypomina piękną opaleniznę. Jeżeli akurat nie mam go pod ręką, to biorę róż NARS w kolorze Madly, który jest mieszanką średniego beżu, złotka i srebrnych drobinek. 






Do rozświetlenia używam, uwaga!, rozświetlacza MAC w odcieniu soft&gentle, i jak na początku nie byłam zadowolona z efektu jaki daje, tak z czasem zaczął mi się coraz bardziej podobać. Kiedy jednak nie mam ochoty na rozświetlające drobinki na twarzy, bo takie maleństwa MAC posiada, biorę w obroty Bobbi Brown shimmer brick w odcieniu Pink Quartz, który jest odrobinę ciemniejszy i daje jednolity efekt glow. Wydaje mi się, że jest też takim spokojniejszym rozświetlaczem- nie daje takiego mocnego błysku jak MAC.



Kończę makijaż na podkreśleniu ust, chociaż nie można napisać, że podkreślam je jakoś szczególnie, bo przeważnie sięgam po mazidła z malutkim dodatkiem czerwieni, które jedynie odrobinę nadają im kolor. W tej kwestii ostatnio góruje Maybelline Baby Lips w wersji cherry me, która ma cudny kolor i nadaje ustom taki naturalny, czerwony odcień, co ładnie ożywia twarz. Pomadka nie nawilża jakoś rewelacyjnie, więc osoby, które potrzebują porządnej pielęgnacji mogą być zawiedzione.
Lubię także Lancome Juicy Tubes w odcieniu Peche, który jest jeszcze delikatniejszy i zawiera odrobinę brzoskwini oraz Clinique superbalm w kolorze Guava- to cudo genialnie nawilża.
Kiedy mam ochotę na coś mocniejszego, łapię szminkę TheBalm w odcieniu Wanted. Intensywność można stopniować, więc może być delikatnie, a może być i mocnooooo.




Jeżeli chodzi o pędzle, to na zdjęciu macie prawie wszystkie, których używam przy takim makijażu. Brakuje jedynie pacynki do nakładania cienia, języczka do rozcierania go powyżej załamania powieki i takiego malutkiego dyndzla, którym czasami nakładam rozświetlacz w kąciku oczu.
Do podkładu używam Real Techniques expert face brush i przyznam się, że nie spodziewałam się, że tak go polubię. Do przeczesywania brwi i rozczesywania rzęs używam cudaka z Sephory (niestety nr już nie ma ) lub podwójnego pędzla do brwi z Marionnaud. Do konturowania twarzy idealnie sprawdza się maluszek z zestawu ecotools (recenzja), który obecnie został zgubiony, więc zastąpiłam go jednym z chińskich odpowiedników Real Techniques. Ostatnie dwa pędzle, to pędzel do różu, Real Techniques blush brush, którego początkowo nie polubiłam, bo wydawał mi się za duży, ale obecnie nie wyobrażam sobie bez niego makijażu, oraz pędzelek essence z edycji limitowanej Wild Craft, który genialnie sprawdza się podczas nakładania rozświetlacza na kości policzkowe, skronie i nos (większa część) oraz pod łuk brwiowy (mniejsza część).
Puder Catrice, który jak pisałam nakładam pod oczy aby utrwalić korektor, aplikuję pędzelkiem ecotools z innego zestawu (taka miotła;)).



No i pokazałam wam wszystkie mazidła, po które sięgam. Wiem, że na zdjęciach sporo tego, ale w sumie z 3 (obecnie 2) podkładów robi się jeden, z kilku mazideł do ust, używam tylko jednego (przeważnie Maybelline) no i po jednym rozświetlaczu czy różu. I tak nadal nie potrafię zrobić mega szybkiego makijażu, ale i tak jest lepiej jak kiedyś.

Makijaż wykonany tymi cudami oczywiście miał być obfocony, ale rano nie ma na to czasu, a wieczorem już nie mam siły- mam nadzieję, że jednak uda mi się go obfocić ;)






Przebrnęliście do końca;)? 

PROPONOWANE POSTY:

25 komentarze

  1. Przebrnęłam i powiem szybko zanim zapomnę: zaskoczyłaś mnie tym, że Double Wear w wersji "mniej bogatej" od tradycyjnej wytrzymuje krócej niż Revlon. Ja od 1,5 roku używam tylko Revlona ale na odmianę kultowego podkładu Estee Lauder czaję się już długo, nie warto więc przepłacać. 150 Buff to mój idealny odcień.

    Marzy mi się też róż z theBalm i bronzer Bahama Mama, ale czytałam coś ostatnio, że ciemny jest, a ja bledzioszek jestem :(

    Tusz Lovely Pup Up też lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety. Testowałam ostatnio i Revlona osobno i EL. Po 15h od malowania po użyciu Revlona twarz nadal jest w miarę matowa, ciut się błyszczy, ale bardzo delikatnie, a po EL niestety już jest gorzej;) konsystencja EL bardziej mi odpowiada i ładniej u mnie stapia się ze skórą, ale jednak trwałościowo wypada gorzej przy mojej mieszanej cerze;)

      Bahamka ciemna jest, ale jeżeli nakłada się ją delikatnie, to nadaje się i do jasnej cery:) ja jestem tylko z pół tonu ciemniejsza niż Buff, więc dużo ciemniejszej skóry od Ciebie nie mam;)

      Usuń
    2. To ja jednak zainwestuje w the Balm, bo tak ze 4 miesiące już oglądam wybrane produkty na mintishop, a w EL póki co nie będę inwestować, skoro tak to wszystko wygląda. Na mojej cerze Revlon wytrzymuje max 6 godzin, ale to i tak dla mnie super wynik.

      Dzięki za odpowiedź :)

      Usuń
    3. Ooo, to nie ma co nawet patrzeć w kierunku EL, bo jednak ten mat będzie znacznie krócej wytrzymywał;) ale Bahamkę polecam;) szkoda, że nie masz mario nigdzie blisko, bo teraz są różne promocje i można upolować taniej kolorówkę thebalm;)

      Usuń
    4. No nie mam, cienko u mnie z drogeriami prócz Douglasa, Hebe, Ross, SP.. Ale zostaje zawsze net. :) Bahamka będzie wkrótce moja w takim razie :D

      Usuń
    5. Mozliwe, ze będę w przyszłym tyg robić zakupy w Mario dla koleżanek i mam kupon -20% na thebalm, wiec gdybyś chciała bahamke i będzie to moglabym Ci kupić i wysłać :) juz mam dwie chętne na ten brazer, wiec bylabys trzecia :D

      Usuń
    6. Kiedy dokladnie robisz te zakupki? może bym też na róż się skusiła.... :D

      Usuń
    7. Może w tym tygodniu pójdę:) bo do 31go grudnia mam ważną zniżkę także wiesz;)

      Usuń
    8. Już widziałam nowego posta. :) Dobra, poprzeliczam sobie i przemyślę i jak co to się odezwę na @ :) Bo marzą mi się dwie rzeczy :D

      Usuń
  2. U mnie ten tusz Lovely średnio się sprawdza.
    Przyjemny, ale zachwytu nie ma.

    Wpadł mi w oko puder brązujący Nars Madly.
    Piękny. W sezonie zimowym rezygnuję z brązera jednak - główną rolę gra róż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oficjalnie Nars madly, to róż;) i w sumie faktycznie bardziej róż przypomina niż brązer, bo dużo w nim domieszki innych kolorów, ale to taki delikatesik jest:)

      Usuń
  3. Ja Soft&Gentle kocham od pierwszego użycia!
    Zachwycił mnie cień Smashbox! Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A macałaś może Lightscapade:>? No cień smashboxa jest cudny:) aż boję się myśleć co zrobię jak mi się skończy:P bo ciężko z jego dostępnością.

      Usuń
  4. u mne tesz tusz lovely slabo sie sprawdza, sporo masz tych kosmetykow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam, że u mnie się słabo sprawdza:) to jest moje 3 opakowanie i bardzo go lubię, chociaż szału nie ma;)
      Hehe to nawet nie jest 1/20 tego co mam;) uzbierało się sporo:P

      Usuń
  5. Ja mam ten tusz z Lovely zakupiony, ale grzecznie czeka na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
  6. muszę się wybrać po ten żel Wibo z mała szczoteczką :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że trochę tego używasz ;) ja chyba połowę z tego....chociaż, może napiszę taki post i sama się przekonam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się dużo wydaje, bo tak jak pisałam, są tutaj 3 mazidła do ust, ze dwa róże, trzy podkłady, a jak się maluje, to oczywiście tego wszystkiego nie używam;)

      Usuń
  8. Świetny post ^^
    http://kasia-chocolate-and-chili.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Zabrałabym Ci chętnie większość tego niezbędnika ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak na dni, kiedy nie ma się czasu, używasz naprawdę dużo produktów :) u mnie to podkład, tusz, kredka do oczu i na brwi, puder i pomadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i chyba w końcu się zdecyduję na ten tusz Lovely! Wszędzie go zachwalają:D

      Usuń
    2. Hehe dlatego wcześnie wstaje;) ale i tak już mi lepiej idzie z szybkością malowania jak kiedyś:D

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M