Testowanie, sprawdzanie i mini recenzowanie

12 października 2013

Szybki makijaż, podczas którego użyłam produkty lovely i wibo, które mogą was zainteresować. 
Większość już testuję od jakiegoś czasu, ale na recenzje będziecie musieli jeszcze trochę poczekać, więc póki co, będą mini recenzje większości mazideł, które widzicie na zdjęciach poniżej. 
Jeżeli macie jakieś pytania, to wiecie- komentarze ;)


Wibo, cienie z jedwabiem i wit. E, nr 58. 
Cienie mają bardzo ładne kolory, które mogą być użyte do dziennego delikatesu, jak i czegoś mocniejszego na wieczór. Opakowanie wykonane jest z plastiku, w środku jest osobna przegródka, w której znajduje się aplikator do cieni.
Ogólnie z aplikacją nie ma większych problemów, ale niestety nie ma tutaj  mowy o dobrej pigmentacji, więc żeby otrzymać taki kolor, jaki jest w opakowaniu, trzeba nakładać i nakładać. 
Kosmetyk aplikuję na wcześniej nałożoną bazę, więc to też trochę zmienia ich kolor i trwałość, która jest wtedy całkiem niezła. Utrzymują się przez 6-7 godzin. Po tym czasie są odrobinę zrolowane, a ich kolor jest znacznie mniej intensywny. 
Gdzieś czytałam, że ktoś je określił jako dobre dla początkujących, i z tym się zgadzam. 
Ciężko nimi zrobić krzywdę i trzeba trochę się z nimi pobawić zanim wyczarujemy coś mocniejszego.

TheBalm, Nude'tude. 
Co tutaj dużo pisać? cienie są porządnie napigmentowane, świetnie się je aplikuje i rozciera. 
Co do trwałości, to tutaj mam problem i muszę je jeszcze potestować żeby wyrobić sobie o niej zdanie.
Użyłam cienia Sleek do zrobienia kreski ;)



TheBalm, Put A Lid On It (baza do powiek). 
Był to całkowicie nieplanowany zakup, ale jednak jeden z najbardziej udanych w tym roku. 
Baza ma silikonową konsystencję w cielistym kolorze, który na powiekach jest bezbarwny. 
Jest bardzo wydajna, bo już kropelka wystarczy żeby pokryć całą powiekę. 
Przedłuża trwałość cieni, nie uczuliła mnie (jak baza artdeco) i można ją często upolować na promocji. 
Póki co, jest to moja ulubiona baza ;) przebiła azjatycką oraz Urban Decay i Lumene.

Max Factor, Kohl Pencil, 090 Natural Glaze.
Kupiona na promocji -40% w Rossmannie. 
Wcześniej używałam białej kredki i przy niej ta wydawała się być taka ciemna, a efekt mizerny. 
Z czasem jestem z niej coraz bardziej zadowolona i teraz nie wyobrażam sobie bez niej makijażu. 
Jeżeli macie okazję kupić, to polecam! jest bardzo wydajna, miękka i nieźle się trzyma na linii wodnej.

Wibo, Dolls lash ultra volume.
Ogólnie przyjemny tusz. Trochę wydłuża, trochę pogrubia, ale efektu rzęs jak u laleczki nie ma. 
Efekt jest naturalny chociaż jeżeli nałożę pod niego inny tusz, to można wyczarować coś mocniejszego.
Na szczęście nie osypuje się, więc tutaj ma ogromny plus, ale niestety szybko wysycha.

Wibo, Eyebrow Stylist. 
Żel do brwi z Delii został odstawiony dla tego przyjemniaczka. 
Początkowo obawiałam się, że ten kolor kompletnie mi nie będzie odpowiadał, bo w końcu jest to taki błyszczący brąz, ale jest idealny. 
Brwi są ciemniejsze, ale wyglądają bardzo naturalnie (nie lubię takich idealnych;)). Utrzymuje się od porannego makijażu, do wieczornego demakijażu. Szczoteczka jest dobrej wielkości, więc można szaleć;) 



Clinique, Superbalm moisturizing gloss (14 hazelnut).
Niby to błyszczyk, ale jego właściwości nawilżające pozostawiają w tyle wiele balsamów.
Genialny na chłodniejsze dni, w zimie się także sprawdza, bo idealnie pielęgnuje usta kiedy musimy zmagać się z mrozami.
Pozostawia na ustach piękną tafle, chociaż w mniejszej ilości wygląda jak zwykły balsam. Odcień hazelnut delikatnie rozjaśnia usta, więc nie ma się co dziwić, że tak go lubię i obawiam się, co to będzie jak go zużyję;) zwłaszcza, że jest to odcień, którego u nas nie ma (chyba, że coś się zmieniło?).


Lioele, Secret Pore HD Powder.
Nadal jestem z niego bardzo zadowolona. Nie ma co o nim dużo pisać, kto jest ciekawy jak matuje i czy ukrywa rozszerzone pory, niech przeczyta pełną recenzję KLIK.

Wibo, 4 in 1 Concealer Palette.
Paletka 4 korektorów w zawrotnej cenie 12zł.
Używam głównie zielonego na moje zaczerwienienia koło nosa i na górnej części policzków. 
Biorąc pod uwagę konsystencję tych korektorów, od razu wyobrażałam sobie, że po 2 godzinach, w tych miejscach będę miała błyszczące pola, które z daleka będą zwalać z nóg obcych ludzi.
Na moje szczęście nic takiego nie miało miejsca.
Czasami używam także opalonego beżu pod oczy i na niedoskonałości oraz różu w kąciku oczu do rozświetlenia. Całkiem niezły zestaw, ale nie mam pojęcia jak poradzi sobie z większymi problemami.

Smashbox, Blush Rush (odcień Ecstasy).
Róż, który wygrzebałam z kosmetyczki. 
Ma neutralny odcień opalonego beżu z drobinkami, których nie widać na twarzy, ale które rozświetlają naszą buźkę. 
Daje bardzo naturalny efekt, więc nada się kiedy chcemy zaszaleć z oczami czy kolorem na ustach.


TheBalm, Big Mama Palette (Bahama Mama).
Powtórzę się po raz kolejny, Bahamka jest (dla mnie) idealnym bronzerem do konturowania.
Może wystraszyć swoim ciemnym odcieniem, ale bez problemów można nią wyczarować delikatny efekt. Łatwo się rozciera, nie robi smug (ale lepiej uważać) i ma świetną trwałość.
Co więcej, jest to odcień bez domieszki pomarańczy czy rudego, dlatego też tak bardzo przypadł mi do gustu.

TheBalm, Mary Lou-Manizer.
Kultowy rozświetlacz do twarzy, który chyba większość osób zna i posiada. 
Daje bardzo ładne i widoczne rozświetlenie bez drobinek. 
Ma taki szampański odcień, który pewnie będzie pasował większości osobom.
Niesamowicie wydajny i bardzo trwały. 
Biorąc pod uwagę jego wszystkie zalety, cena jest jak najbardziej do przyjęcia.

Smashbox, Second Skin long wear concealer (odcień light).
Korektor, który według producenta zapewnia mocne krycie i naturalny efekt. 
Ma lekką, kremową konsystencję, która bardzo ładnie stapia się ze skórą , a korektor staje się praktycznie niewidoczny.
Według producenta, można za jego pomocą osiągnąć także mocne krycie, ale oczywiście trzeba nałożyć więcej kosmetyku. 
Ciekawe jest to, że po nałożeniu korektor szybko zastyga, i później ciężko go rozprowadzić. 
Może być to problemem, bo wtedy staje się widoczny i trzeba go zmyć, więc szybkie ruchy są wskazane ;) 

Lovely, Skin Beautifier BB (odcień Nude).
Tutaj miałam małe zaskoczenie. 
Kolor wydaje się być idealny, jasny z nutką żółci, a na twarzy jest jakoś taki ciemny...
Jest za to bardzo lekki, więc może jedynie delikatnie wyrównać koloryt  naszej skóry. 
Nie ma mowy o mocniejszym czy nawet średnim kryciu. 
Nie podoba mi się jego mocny, chemiczny zapach, który po jakimś czasie ulatnia się, ale jednak w nosie nadal coś kręci.
Oczywiście nakładałam na niego puder, ponieważ sam BB nie pomoże utrzymać matu przez choćby 2-3 godziny. Jest to raczej kosmetyk dla osób, których skóra jest idealna. 

Skinfood, Salmon Darkcircle Concealer (nr 02).
Korektor, który nie ma dna. Męczę go i męczę, a on uparcie nie daje się wykończyć. Używam go obecnie rzadziej niż kiedyś, bo bardzo polubiłam się z innym korektorem, o którym także możecie przeczytać.
Jest on bardzo kremowy, więc trzeba go utrwalić, ponieważ po jakimś czasie może wejść w załamania skóry. 

Skinfood, Samlon Darkcircle Powder.
Idealny puder utrwalający korektor pod oczami. Delikatnie rozświetla (a właściwie rozjaśnia) skórę  i zapobiega rolowaniu się korektora pod oczami. Jest niesamowicie wydajny. Kupiłam go już dawno temu, używam za każdym razem kiedy się maluje, a mało co ubyło. Płaciłam za niego jakieś 25zł, więc było warto;)

TheBalm time balm concealer (light/medium).
Kupiłam go specjalnie na jakieś większe niespodzianki, które lubią pojawić się w najmniej odpowiednich momentach. Ma gęstą, kremową konsystencję, ale nie taką tłustą jak korektor Skinfood.
Według producenta, jest to idealny korektor pod oczy, który ukryje to co trzeba, ale nie będzie obciążał skóry. 
Zawiera także składniki, które mają działać przeciwzmarszczkowo.
Muszę przyznać racje, że producent wiedział co pisze;) 
Korektor wydaje się być ciężki, ale idealnie nadaje się pod oczy. 
Wystarczy delikatnie wklepać go opuszkami palców, a od razu widać różnice. 
Może i nie kryje wtedy bardzo mocno, ale jednak różnica jest spora. 
Do jego zalet można dopisać także to, że nie podkreśla załamań skóry i się nie roluje. 


I na koniec znowu łoko ;)




Zainteresował was któryś z kosmetyków:)?


PROPONOWANE POSTY:

27 komentarze

  1. "Recenzjowanie"? :) Kiedyś miałam smaka na Nude Tude, ale szybko mi przeszło, gdy znalazłam w moich zbiorach odpowiedniki i zobaczyłam cenę The Balm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacz cenę Naked UD to dopiero jest przeginka. Nude Tude jest bardzo fajną paletą w przystępnej cenie.

      Usuń
    2. No wiem, że UD to jest cenowa masakra :) Ale The Balm też do najtańszych nie należy :) Podziwiam kolory i opakowanie, ale moje obecne nudowo-brązowe cienie będą płakać, jeśli zostaną opuszczone gdzieś na dnie szuflady ;) Ale gdy je wykończę - kto wie? :)

      Usuń
    3. Oto właśnie moje słowotwórstwo: recenzja miało być, a w głowie było opiniowanie i po połączeniu recenzjowanie:D nie no;) byk jak ta lala:) dzięki za wyłapanie!

      Kiedyś w Mario było -50% na TheBalm i ta paletka także była w promocji, więc już jej cena taka straszna nie była:) ale faktycznie jak masz odpowiedniki kolorów, to po co taka paletka;)

      Naked UD mnie kiedyś kusiła, ale właśnie jej cena to już jakaś kpina jest ;)

      Usuń
  2. Dolna powieka ładnie zaznaczona. Ten rozświetlacz jest tak popularny, że chyba będę musiała go "pomacać" i sprawdzić sama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) polecam! faktycznie jest świetny, daje piękne rozświetlenie, ale takie w miarę naturalne i bez drobinek:)

      Usuń
  3. a moją uwagę przykuła przepiękna złota dolna powieka:) wygląda prześlicznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) to ten miedziany cień z czwórki Wibo. Ciężko było złapać jego kolor niestety;)

      Usuń
  4. Zainteresowałaś mnie tym żelem do brwi Wibo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel fajny:D warto wypróbować:) sama byłam negatywnie nastawiona, a tutaj proszę;)

      Usuń
  5. Chciałabym kupić sobie zestaw big mama, ale nigdzie nie mogę go znaleźć. Czyżby był niedostępny w Polsce?
    Bardzo podoba mi się makijaż :)
    Ps. Uwielbiam Mary-Lou.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja go kupowałam przez internet, na ebayu jak jeszcze TheBalm w PL nie było i nikt o o nim nie słyszał;) chyba już są marne szanse żebyś taką paletkę znalazła- ale warto poszukać przez internet:)

      Usuń
  6. Też bardzo lubię markę The Balm, mam rozświetlacz i bronzer, a pewnie niedługo skuszę się na róż. Baza też mnie kusi, póki co uzywam Daxa, ale konsystencja jest bardzo toporna i nie wiem czy chcę dłużej tak męczyć skórę powiek.
    Z Twojej kolekcji mam też kredkę Max Factor i rzeczywiście jest świetna, idealna na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kredka faktycznie jest świetna:) chociaż wydawała mi się taka trochę za ciemna, ale z czasem bardzo ją polubiłam. Baza TheBalm ma bardzo fajną konsystencję, ale skoro masz bazę, to poczekaj aż będzie jakieś -20% lub -30% na kolorówkę w Mario, wtedy bardziej się opłaca kupić;)

      Usuń
  7. Zainteresowalas mnie paletka Nyde Tude ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubisz takie kolory (brązy, beże) to taka paletka to super sprawa;) bardzo neutralna jest i można wyczarować makijaż na dzień i na wieczór, więc przydaje się;)

      Usuń
  8. Miałam ten tusz Wibo.
    Bardzo przeciętnie się u mnie sprawdzał.
    Nie byłam z niego zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się on podoba, chociaż teraz jak już trochę podsechł spisuje się znacznie gorzej, a niestety szybko wysycha:|

      Usuń
  9. Mam ten laleczkowaty tusz i na początku sprawiał mi trochę problemów. Teraz sama nie wiem, co o nim sądzić. Po prostu jest ;p

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M