Giorgio Armani Maestro mascara : do nieba czy do piekła?

18 kwietnia 2013

   Kiedy kupiłam ten tusz, mój typowy makijaż był zupełnie inny, a wyobrażenie o rzęsach było oparte na reklamach większości tuszy do rzęs, czyli dużo, długo i wysoko ( dużo długich wysoko podkręconych rzęs).
Taki efekt zapewniał mi tusz Lancome Fatale, jednak nie był on łatwy w obsłudze: raz tworzył piękne rzęsy, które były idealnie rozdzielone i podkręcone. Innego dnia były okropnie posklejane i nie mogłam sobie z nimi poradzić. Niestety dalsze testy zostały przerwane przez wzmożoną ilość wypadających rzęs: okazało się, że tusze Lancome działają z niszczycielską mocą na moje rzęsy i powodują ich okropne wypadanie (wypadały mi po Fatale, Hypnose i Hypnose onyx).
Zastępcą Fatale miał być tusz Maestro o podobnej grzebyczkowatej szczoteczce. 
Wiele osób zakochanych w niesamowitych właściwościach Fatale sięgnęło po ten tusz kiedy Lancome pożegnało swoje mazidło.



   Maestro jest tuszem, którego głównym zadaniem jest wydłużenie rzęs 
(jest to w końcu tusz wydłużający), ale producent twierdzi, że już po jednym pociągnięciu szczoteczki uzyskujemy natychmiastową objętość.  
Kosmetyk posiada pigment węglowy, który nadaje rzęsom głęboki odcień pięknej, błyszczącej czerni. Mamy w nim także lekkie woski (wosk carnuaba i wosk pszczeli) oraz jojobę, co sprawia, że nasze rzęsy będą odżywione. 
Tusz równomiernie rozprowadza się na rzęsach za pomocą delikatnie zakrzywionej szczoteczki o czterech bokach  (łącznie ma aż 30 ząbków!). 
Cuda na szczotce za cenę 135zł (8,6ml).



   Podoba mi się opakowanie tuszu: proste, ciemne, bez szaleństw. 
Szczoteczka początkowo także wzbudziła mój entuzjazm, który niestety opadł wraz z pierwszym użyciem. Ząbki są strasznie ostre i tuszowanie rzęs od nasady często wiąże się z dodatkowym bólem- ząbki po prostu "kłują" powieki. Nie miałam takich problemów z Fatale, więc tym bardziej zdziwiłam się kiedy po raz kolejny poczułam ból. 
   Często też miałam wymalowaną górną powiekę po wytuszowaniu rzęs.Wiadomo, że czasami się to zdarza, ale w tym przypadku było tak za każdym razem.
   Kolor kosmetyku jest faktycznie ładny: głęboka intensywna czerń, która jest błyszcząca, a nie matowa i wyblakła. Rzęsy wymalowane takim tuszem wyglądają na zdrowe, a nie jak przesuszone badyle.
Niestety przesuszone badyle i tak nam się pojawiają. Tusz świetnie wydłuża i podkręca rzęsy, jednak skleja je niemiłosiernie, a ich rozdzielenie wcale nie jest łatwe. Często wolałam zmyć tusz niż stracić rzęsy podczas żmudnego ich rozdzielania. Efekt jaki dawał u mnie Maestro nie jest wcale zachwycający, jest niestety przerażający; prawdziwe pajączki na powiecie. 
Tusz zbija rzęsy w kilka kupek, więc trzeba być odważnym, żeby wyjść tak do ludzi, bo bardzo rzuca się to w oczy.
   Jeżeli chodzi o pogrubienie (przecież tusz także ma za zadanie dodać objętości), to ja niestety jej nie widzę. Jest wręcz odwrotnie, wygląda jakbyśmy mieli mniej rzęs.
   Zmywanie też nie jest łatwe, bo tusz jest bardzo trwały i trochę dłużej trzeba się pomęczyć zanim wszystko zejdzie. Możliwe więc, że podczas takiego intensywnego zmywania stracimy kilka rzęs.
Jednak ta trwałość ma też swoje dobre strony; kosmetyk nam się nie kruszy (chociaż ze dwa razy coś tam znalazłam) i nie tworzy pandy. 
Co więcej, efekt podkręcenia też utrzymuje się długo.
   Nie jest to łatwy tusz w obsłudze i odradzam go osobom, które nie miały wcześniej styczności z takimi szczoteczkami.
Jeżeli też nie macie czasu na zabawę rano, tylko wykonujecie szybki makijaż w parę minut, to także go nie polecam, bo łatwo zrobić nim kuku i skleić rzęsy, a jeżeli nie będziecie miały czasu bawić się w rozczesywanie rzęs, to co zrobicie?
   Kosmetyk może się za to sprawdzać u osób, z prostymi jak druty rzęsami.
Niestety nie byłam zadowolona z tego tuszu, i po rzuceniu go w ciemny głąb kosmetyczki, już do niego nie wróciłam, dlatego też go oddałam.
Tusz ma plusy, jednak niestety piękny kolor i świetna trwałość, to zdecydowanie za mało żeby wydawać na niego tyle pieniędzy. Dla mnie jest to jedna z gorszych maskar (mascar?) pod względem efektu, natomiast jedna z lepszych pod względem trwałości (chociaż ta trwałość i tak ma swoje minusy). 
Póki co, wśród górnopółkowców na pierwszym miejscu jest Helena Rubinstein lash queen.
Jak widzicie na zdjęciach, jestem posiadaczką jaśniutkich rzęs, które są przez to praktycznie niewidoczne. Nie są bardzo długie ani bardzo gęste, ot takie zwykłe rzęsy.


PLUSY:
* piękny odcień głębokiej, lśniącej czerni
* ładne opakowanie
* podkręca rzęsy i efekt ten długo się utrzymuje
* nie kruszy się i nie rozmazuje: jest bardzo trwały
* wyraźnie wydłuża

MINUSY:
* okropnie skleja rzęsy i trudno jest je rozczesać (w sumie jest to prawie niemożliwe)
* ciężko go zmyć
* wysoka cena
* nie pogrubia (przez sklejanie rzęs jest znacznie mniej)
* trudny w obsłudze (osoby z niewprawioną ręką lepiej niech go omijają)
* ząbki kłują podczas tuszowania w powieki
* dostępny jedynie czarny kolor 
* brudzi powieki podczas tuszowania

Ogólnie:
+2/10








I co? podoba wam się Pan Maestro;)?



PROPONOWANE POSTY:

25 komentarze

  1. Efekt faktycznie słaby jak na tak wygórowaną cenę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja używałam tuszu Armaniego w podstawowej wersji serii Eyes to Kill i był moim absolutnie ukochanym tuszem w kwestii efektów, jakie mogłam nim uzyskać. Rzęsy były bardzo widoczne - rzeczywiście pogrubione, rzeczywiście wydłużone, podkręcenie też się utrzymywało (choć ja i tak używam zalotki). Niestety z trwałością było znacznie gorzej... Pod koniec dnia (czasami nawet już po kilku godzinach!) tusz się osypywał, albo odbijał na dolnej powiece. Kosztował 165 zł i już na pewno nigdy po niego ponownie nie sięgnę, mimo że wspomnienie moich rzęs po jego użyciu ciągle chodzi mi po głowie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. omg co za cena! sam opis by mnie zachęcił do zakupu, ale nie wiem czy mam ochotę tyle wydawać żeby tusz przetestować. Chociaż marzą mi się takie piękne rzęsy:D

      Usuń
    2. a mi się sprawdził bardzo dobrze i nie tworzył oczu pandy, ponadto bardzo wydajny 6 mc nawet był:P Efekt cudowny i szczota też.

      Usuń
    3. u każdego jest inaczej:) najlepiej by było gdybyśmy miały naturalnie takie rzęsy jak w reklamach;) oj byłoby pięknie!:)

      Usuń
    4. oj tak:)))Żyć nie umierac:P

      Usuń
  3. No to nie zachęciłaś, bo sklejania nie zdzierżam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię sklejających mascar...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę nie wiem co jest z tymi drogimi maskarami? Za taką cenę powinny być rewelacyjne! Muszę przyznać, że ja też się niedawno przejechałam na drogim tuszu, a mianowicie skusiłam się na Benefita They're real. Nie dość, że skleja rzęsy to do tego bardzo długo schnie przez co tusz odbija się na górnej powiece, a nie sposób jest przecież nie mrugać przez 5 minut... To była moja pierwsza i ostatnia przygoda z tak drogim tuszem, wolę mojego ukochanego Telescopica z L'Oreala, który można niekiedy dostać nawet za 30 zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to faktycznie beznadzieja:/ jak kichniesz to od razu cały makijaż trzeba zmywać bo tusz wybrudzi wszystko:/ i to za taką cenę! heh

      Usuń
  7. Myślałam ,że takie drogie maskary nie sklejają rzęs, a tu proszę taka niespodzianka :(

    W wolnej chwili zapraszam do mnie na news;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlatego właśnie unikam tuszy z grzebykami. One zawsze sklejają rzęsy i wygląda to paskudnie. Polecam Guerlain Noir G nawet samym wkładem spokojnie można się malować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Fatale jednak dość nie sklejał dlatego zdecydowałam się na ten tusz (no i opinie też miał świetne;)). Póki co jestem zadowolona z tuszu Maybelline i covergirl ;) no i cenowo przyjemny duet:)

      Usuń
  9. Kurcze to dziwne,że tusze Lancome Ci niszczyły rzęsy:( Podejrzewasz jakąs substancję?
    Co do Armaniego ten tusz to wg mnie pomyłka, co innego Eyes to kill:) Całe szczescie wycofali.
    Ja miałam podobny efekt podraznienia - dosłownie rysowania po powiece, u nasady rzęsy przy Benefitowym tuszu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co nie analizowałam składu, więc nie wiem:/ początkowo myślałam, że może taki jakiś okres dziwny i te rzęsy dlatego wypadają, ale jak trafiłam na wątek gdzie dziewczyny pisały, że po tuszach Lancome strasznie im rzęsy wypadają i są ogólnie osłabione, to skojarzyłam, że u mnie jest to samo. Dziwne mi się to wydawało, że aż tak może mi tusz rzęsy osłabić:/ miałam normalnie dziurę między rzęsami...tragicznie to wyglądało:( będę musiała kiedyś dołapać Eyes to kill;)
      czasami człowiek oczekuję tuszu idealnego, a trafia mu się taki bubelek właśnie:| ale już wiesz, że tusz BeneFitu Ci nie pasuje;)

      Usuń
    2. Hmm kurcze ja się nie spotkalam z tym,że klientki narzekały na wypadnaie rzęs po Lancome, ale warto wiedziec. Byc moze majac cos co oslabia strukturę, choc generalnie lansują substancje odzywcze i jak wiekszosc teraz koncernów , stymulujace rzesy:)
      Ja uwielbiam hypnose ale tradycyjną bo np hypnose drama to pomyłka:)I jestem przeciwniczką wododpornych te to niszczą rzęsy, głownie przez ostry demakijaż:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Efekt świetny, ale biorąc pod uwagę, że sprawia problemy, za taką cenę na pewno bym się na niego nie skusiła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy ja wiem czy taki świetny ? To sklejone rzęsy nie wyglądają ładnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Faktycznie trochę sklejone, ale ja nie rozstaję się ze swoim Inglotowskim grzebyczkiem ;pp
    Takie szczoteczki uwielbiam. A powiedz jak jest z jego wysychaniem na rzęsach? Bo nie lubię tuszy, które jeszcze i pół godziny po wymalowaniu są mokre ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. nie podoba mi sie ten efekt. ja ostatnio odkrylam swoja milosc do tuszu z chanel :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej straszny klejuch. Totalny niewypał jak widzę :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M