Co przyniósł ze sobą 2012 rok?- moje odkrycia, hity i kity

9 stycznia 2013

Pytałam się dwa dni temu na FB czy interesują was posty tego typu- dziewczyny odpowiedziały, że jak najbardziej, więc skoro chcecie, to i macie. W końcu czytelnik nasz Pan;)

Ostrzegam, że trochę tego będzie.
Rok 2012 okazał się być bogaty, jeżeli chodzi o nowe doświadczenia kosmetyczne, nie było w nim wiele bubli czy sporych rozczarowań; raczej takich malutkich, o których się szybko zapomina.
Za to odnalazła wiele fajnych i ciekawych kosmetyków, które zazwyczaj znajdowały się wśród marek z tzw. niskiej półki.
Oprócz tego, pokażę wam mazidła, które najczęściej używałam w 2012; czyli będzie o typowych ulubieńcach.


***PIELĘGNACJA***

Odkryciem roku 2012  jest waniliowy scrub do ciała, który uwodzi zapachem, świetnie oczyszcza
i wygładza skórę, a do tego ma niewygórowaną cenę. Pełna recenzja TUTAJ.
Olejek myjący do twarzy (pomarańcza z Biochemii Urody) okazał się idealnym kosmetykiem do demakijażu twarzy (nie oczu). Szybko można się pozbyć nie tylko makijażu, ale też całego brudu, który zbiera się na naszej skórze w ciągu dnia. Olejek mnie nie zapchał ani nie uczulił.
Do tego jest bardzo wydajny, a jego cena zachęca do kupna.
Już zastanawiam się nad kolejną sztuką, bo bardzo ułatwił mi życie.
Do demakijażu oczu używałam (i nadal używam) Balms away od marki TheBalm.
Kosmetyk przypomina wazelinę, jednak nie próbujcie używać zwykłej wazeliny- to absolutnie nie jest to samo i nie pomoże wam zmyć makijażu oczu. Kosmetyk nakłada się palcem na powiekę i kolistymi ruchami "masuje", makijaż ściągamy wacikiem. To cudo zawiera wiele witamin oraz składników, które pielęgnują skórę powiek oraz skórę pod oczami. Ostatnio spróbowałam z ciekawości dwufazowego płynu i miałam wrażenie, że zaraz wypadną mi wszystkie rzęsy. Balms away jest łatwy w użyciu, szybki i delikatny dla naszej skóry i rzęs. Kosztuje 54zł, ale biorąc pod uwagę, że często w Marionnaud są różne promocje, można go kupić już za ok. 30zł.
Jest bardzo wydajny (no chyba, że go pożeracie w takiej ilości jak moja sis:> Pozdrawiam Cię szkodniku;)!) 
Do pielęgnacji twarzy mam tylko (a może aż?) dwóch ulubieńców, których odkryłam w minionym roku. 
Pierwszy z nich to olejek arganowy EKO z Biochemii Urody.
Maluszek z niego, ale jest wydajny. Bardzo dobrze nawilża i pielęgnuje skórę.
Kiedy mam jakieś problemy, coś mi wyskoczy lub skóra jest podrażniona, potrafi zdziałać cuda, a na drugi dzień wszystko jest już w normie. Za 10ml trzeba zapłacić 10,80zł, za 50ml 28,50zł ;) 
Drugim ulubieńcem w pielęgnacji jest krem Organix Cosmetix Moisturizing Day Cream, do każdego rodzaju cery. Mam cerę mieszaną i trudno jest mi odnaleźć krem, który by mnie nie zapchał, nie uczulił lub nie wysuszył skóry policzków. Jednak cuda się zdarzają i ten krem jest jednym z nich.
Od kiedy go używam, mam znacznie mniejsze problemy z cerą.
Praktycznie żadnych zaskórników czy suchych placków. Do tego krem ma cudowny, delikatny zapach,
więc jego używanie jest czystą przyjemnością. Do kupienia głównie przez internet (allegro) gdzie trzeba za niego zapłacić ok. 50zł. Możliwe, że uda wam się go znaleźć w jakiejś aptece, wtedy cena będzie niższa, pewnie ok. 30zł. 
Żeby nie było, że cały rok się tylko cackałam z olejkami i kremami, przechodzimy do peelingów. 
Organix Therapy, Złoty scrub do twarzy z organicznymi ekstraktami z migdała i pomarańczy to peeling idealny do głębszego oczyszczania skóry i pozbycia się odrobiny martwego naskórka.
Czytałam, że jest to mocny peeling, jednak według mnie to taki delikatesik- raczej nie zrobi nikomu kuku. Wygładzi skórę, oczyści, wypielęgnuje i nie zapcha. Cena ok. 18zł.
Dla osób, które potrzebują czegoś naprawdę mocnego, polecam peeling z łupin orzecha włoskiego. Kosztuje grosze, bo na allegro można go kupić już za jakieś 6zł, a zdziera świetnie! Używam go głównie wtedy, kiedy czuję, że moja skóra na czole robi się twarda lub mam pod nią jakieś malutkie niespodzianki. Peeling jest w formie sypkiej (zmielone łupiny orzecha), więc nie będzie się trzymał wilgotnej czy też mokrej skóry. Najlepiej namydlić twarz lub nałożyć żel/olejek i wtedy peeling. Skóra po jego użyciu jest trochę zaczerwieniona, ale szybko wraca do normy. 


***WŁOSY***

Próbowałam zachwalanych przez wiele dziewczyn olejków i jedynie z Vatiką jestem w stanie stworzyć dłuższy związek. Bardzo lubię ten zapach oraz działanie samego olejku.
Moje włosy są gładsze, nie puszą się i są bardziej lśniące.
Do tego Vatika nie obciąża moich włosów, które nadal układają się jak chcą i nie powoduje ich szybszego przetłuszczania się.
Kiedy jednak nie mam czasu bawić się w olejowanie, a włosy są trochę bez życia, spryskuję je mgiełką nabłyszczającą, Frederic Fekkai Glossing (Sheer Shine Mist), która nadaje im pięknego, zdrowego połysku. Włosy nie są obciążone, a efekt nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina przetłuszczonych włosów.
Jest to moja druga mgiełka i na pewno nie ostatnia.


***PAZNOKCIE***

Moim hitem jeżeli chodzi o pielęgnację paznokci jest nadal zestaw Nail Tek II (pełna recenzja).
Zestaw pomaga mi kiedy moje paznokcie strajkują i zaczynają się rozdwajać.
Odkryciem minionego roku są lakiery China Glaze, które absolutnie uwielbiam za wszystko!
za pędzelek, za jakość aplikacji, za trwałość i wspaniałe kolory! Powoli moja kolekcja się powiększa; podoba mi się 90% kolorów, które China Glaze ma w swojej ofercie.
I to również uważam za ogromy plus, ponieważ marka posiada w swojej ofercie nie tylko kolory spokojne, delikatne, ale też te mroczne i żarówiaste neony.
Kolejnym odkryciem jest seche vite, który uwalnia mnie od potrzeby czekania aż lakier wyschnie,
co kiedyś było dla mnie istnym przekleństwem.
Teraz wystarczy jedna warstwa SV, a lakier po chwili jest już całkowicie suchy.
Jedyny minus to to, że od połowy butelki lakier strasznie gęstnieje i często tworzy pęcherzyki powietrza.



                                                                               ***TWARZ***

Jeżeli chodzi o makijaż twarzy to tutaj są głównie odkrycia roku.
Początkowo zachwycałam się ( zachwycam się do tej pory ) podkładem Rimmel Match Perfection cream gel foundation za naturalny efekt, idealny kolor i niezłą trwałość. Jestem w trakcie 3 słoiczka i nadal bardzo go lubię, jednak znalazłam kolejne dwa podkłady, które walczą z nim o pierwsze miejsce.
Korres Wild Rose Mineral Foundation to produkt mineralny, który zapewnia nam delikatne rozświetlenie, dość dobre krycie oraz bardzo przyzwoity mat (nawet lepszy niż w przypadki podkładu Rimmela). Jest praktycznie niewidoczny na twarzy, mogę spokojnie napisać, że skóra wygląda jak po photoshopie- jest prawie idealna ;)
Aplikacja jest wyjątkowo szybka. Nie ma mowy o smugach czy nierówno rozprowadzonym podkładzie. Nie podkreśla rozszerzonych porów, a skóra naprawdę wygląda zdrowo i promiennie.
Kolejnym podkładem jest Max Factor Face Finity all day flawless, który zachwycił mnie swoją konsystencją, efektem jaki daje i równie dobrym matem, który utrzymuje się tak długo, jak podkład Korres. Uwielbiam podkłady, które dają właśnie taki naturalny efekt i nie są bardzo widoczne.
Nie muszą kryć niedoskonałości, od tego mam korektor, wystarczy, żeby delikatnie wyrównały koloryt skóry, zmniejszyły widoczność rozszerzonych porów i delikatnie zmatowiły strefę T.
Wszystkie podkłady utrwalam pudrem z Biochemii Urody. Puder bambusowy z jedwabiem to biały proszek, który w większej ilości może bielić, ale pozwala nam utrzymać w ryzach błyszczenie się skóry.
Nie wysusza (a z tym miałam problem w przypadku pudrów Kryolanu), nie widać go na twarzy,
jest piekielnie wydajny i tani.
Oczywiście nie zawsze jest idealnie i w takie dni używałam dodatkowych "zabezpieczeń".
Skin79 The Oriental BB plus, jest to BB krem, który czasami stosuję na całą twarz, ale najczęściej jedynie na nos i jego okolice oraz na brodę. Jest to taki mój "korektor", który ma zakamuflować moją czerwoną skórę. Na takie cudo nakładam podkład i efekty są świetne. Krem idealnie współgra z różnymi podkładami, szczególnie z tymi płynnymi; kryje zaczerwienienia, nie wchodzi w moje rozszerzone pory
i nie przyśpiesza przetłuszczania się skóry. Taki mały geniusz.
Często jego zamiennikiem był puder Clinique redness solutions, czyli sypki żółtek, który ma za zadanie zniwelować zaczerwienienia i to właśnie robi. Nakładam go już kiedy kończę makijaż, czyli na puder bambusowy. Nie muszę się martwić o czerwone placki koło nosa, ani o to, że puder zrobi mi maskę
czy wejdzie w pory- jest to mały i bardzo wydajny puder doskonały.
Korektorowym hitem jest TheBalm time balm w kolorze light/medium. Idealny zarówno pod oczy,
gdzie nie podkreśla załamań skóry ani nie robi nam małej tragedii (czyli nie wyglądamy jakby nam miał odpaść z kawałkiem ciała). Nadaje się też na wszelkie niedoskonałości.
Drugim korektorem, który kupiłam tylko dlatego, że był chwalony przez wiele osób, no i była wyprzedaż
w Rossmannie, jest korektor miss sporty liquid concealer with vitamins B&C.
Wzięłam kolor jaśniejszy i był to strzał w dziesiątkę! Korektor nadaje się zarówno pod oczy jak i na wypryski. Delikatnie rozświetla, świetnie stapia się ze skórą i nie znika w ciągu dnia.



 ***OCZY***

Paletka ZOEVA Nude Shimmer Palette długo czekała, aż będzie  miała okazje się wykazać.
Jestem fanką cieni matowych i tych o satynowym wykończeniu, a te są typowo metaliczne.
Jednak kolory są piękne, cienie łatwo się nakłada, a cieniowanie nimi to czysta przyjemność.
Do tego kolory idealnie pasują do moich oczu.
Paletka zakupiona dawno temu okazała się być prawdziwym hitem 2012.
Dla zainteresowanych makijaż z jej użyciem KLIK
Essence A new league soft touch eyeshadow, kolor 02 happy preppy używam jako bazę pod cienie (dziękuję lele za uświadomienie mnie, że do tego sprawdzi się idealnie;)).
Moje powieki są bardzo problematyczne i niestety większość baz mi nie pomaga, dlatego tym większe było moje zdziwienie, że kosmetyk, który bazą niby nie jest, działa o wiele lepiej niż bazy,
które miałam przyjemność testować.
Wibo eyeliner, którego mam już 2 opakowanie, to kosmetyk, który koniecznie trzeba wypróbować.
Ładny kolor czerni, cieniutki pędzelek i bardzo dobra trwałość, a to wszystko w kosmetyku za ok 8zł.
Po Smashbox Eye shadow quad, w kolorze bright eyed sięgałam kiedy miałam ochotę na delikatniejszy makijaż. Kolory idealne na dzień, delikatnie rozświetlające (oprócz brązu). Bardzo dobra trwałość i jakość cieni, sprawiła, że stały się moimi ulubieńcami.
Oprócz tego, są bardzo wydajne- praktycznie nie mają żadnych śladów używania.
Essence, gel eyeliner w kolorze 04 I love NYC kupiłam kiedy dowiedziałam się, że ma być wycofany razem z fioletowym eyelinerem. Uwielbiam kreski na powiekach, jednak najczęściej sięgam po czarną kredkę lub eyeliner. W tym przypadku mogę napisać, że essence zmieniło moje kreskowe nawyki.
Zieleń pięknie wygląda na powiece, pasuje do mojej tęczówki, a eyeliner jest niesamowicie trwały-
o dziwo nie odbija mi się na powiece!
Kupiłam ostatnio jeszcze brąz, a za jakiś czas pewnie dokupię i kolor czarny.
Rimmel Colour mousse 8hr ( kolory 012, 007, 008, 006), czyli następne niespodziewane odkrycie. Zawsze mi się wydawało, że nie znajdę cieni, które będą na tyle trwałe, żeby wytrwać cały dzień na moich tłustych powiekach. A tutaj proszę jaka niespodzianka! nie dość, że nie potrzebuję bazy, to jeszcze cienie są niesamowicie trwałe i łatwe w aplikacji. Kolory bardzo ładne- szkoda tylko, że nie ma żadnych matów.
Korres soft eyeliner pencil (black) odkryłam stosunkowo niedawno.
Kredka miękka; według producenta idealna na linię wodną i tutaj się z nim zgadzam.
Jest trwała, ma głęboki odcień czerni i nie podrażnia mi oczu.
Nadaje się oczywiście także do robienia zwykłych kresek- idealna dla osób, które nie mają wprawy.
Drugą kredką, którą używam namiętnie jest konturówka do oczu od Lovely. Otrzymałam ją w promocji przy zakupie cienia z lovely. Jest to kredka, którą robię kreski na szybko, może i nie ma najgłębszego odcieniu czerni, ale za to wygląda bardziej naturalnie, nie rzuca się w oczy i jest niesamowicie trwała i łatwa w użyciu- nie za miękka i nie za twarda.
Lumene eyeshadow primer to najlepsza baza jaką używałam w poprzednim roku.
Bardzo łatwo ją nałożyć na powieki, nie zasycha i nie jest tłusta.
Delikatnie wyrównuje koloryt skóry powiek, przedłuża trwałość cieni i podbija ich kolor.
Do tego cena 30zł- boskoooo


***OCZY***

Nie odkryję Ameryki jeżeli napiszę, że za nr 1 wśród tuszy uważam nadal CoverGirl lashblast volume, oczywiście jeżeli dodamy do tego tusz Maybelline the Colossal Volum' express, to mam zestaw idealny. Rzęsy rozdzielone, wydłużone i pięknie pogrubione bez osypywania się tuszu i owadzich nóżek.
Do podkreślenia brwi używam cały czas korektora do brwi z Delii w czarnym kolorze. 
Za pomocą tego kosmetyku możemy szybko i łatwo podkreślić brwi, dzięki którym twarz nabiera charakteru.
NYX jumbo pencil w kolorze MILK jest niezastąpioną  kredką na linię wodną. 
Miękka, trwała i wydajna, a do tego sprawdza się też kiedy nałożymy ją w kąciku oczu, nad łukiem brwiowym czy łukiem kupidyna.
W dni, kiedy naprawdę nie miałam czasu się malować, a nie chciałam wyglądać jakby mnie coś połknęło, przeżuło i wypluło, używałam Smashbox Double-ended eye brightener, czyli podwójnej kredki do rozświetlania. Z jednej strony jest delikatne złoto z beżem, a z drugiej delikatny róż. 
Jedno pociągnięcie kredką po powiece lub nałożenie jej w kąciku oczy i już człowiek wracał do żywych. 


 ***RÓŻE I BRONZERY***

NARS blush/bronzer TRIO, a z niego ukochana Laguna.
Piękny kolor bez domieszki żółci, cegły czy pomarańczy, o satynowym wykończeniu, idealnej trwałości
i wydajności. Niestety czasami tylko trochę twardnieje, ale oprócz tego nie ma żadnych wad.
Na pewno kupię pełnowymiarowy bronzer jak tylko wykończę tego malucha.
Clinique true bronze pressed powder bronzer w kolorze 02 sunkissed, to drugi bronzer,
którego namiętnie używałam. W tym przypadku jednak była to odnowiona miłość, ponieważ długo przeleżał na dnie kufra bo ciągle mi coś w nim nie pasowało (chociaż przyznam się, że wiele osób zachwycało się tym, jak wygląda na twarzy). Jest bardziej miękki niż laguna i bardziej herbaciany, częściej nakładam go na całe policzki, jako róż, kiedy nie mam ochoty na nic "kolorowego" na licach.
Paese rozświetlający róż do policzków w odcieniu 21 odnalazłam w pudełku z kosmetykami, za które zapłaciłam chyba 19zł. Jakiś czas temu Paese robiło takie właśnie pudełka z 5 kosmetykami do testów; skusiłam się i przyleciało do mnie takie cudo. Początkowo wydawało mi się, że kolor jest za jasny,
ale efekt można stopniować. Róż ma beżowy kolor z odrobiną różu i malutką ilością mikroskopijnych drobinek. Na twarzy wygląda naturalnie. Trwałość, kolor i łatwość w aplikacji to jest to co charakteryzuje to maleństwo.
Essence LE Breaking Dawn, 01 renesme red.
Róż z limitki essence w kolorze delikatnej cegły z  nutką brązu. Kolor, który mnie do siebie nie przekonał, ale uwiódł kiedy już znalazł się na twarzy. Trochę trudny w użyciu bo trzeba uważać ile się go nakłada, jednak efekt wart jest zachodu. Świetnie pasuje do mojego typu urody, kolor unikalny, a trwałość nienaganna. Makijaż z jego użyciem TUTAJ.
TheBalm, Down Boy. Róż w kolorze, który niby jest w ofercie każdej marki, ale jednak jest unikalny. Odcień zawiera domieszkę wrzosu, która tworzy z niego kosmetyk idealny, zarówno dla chłodnych,
jak i ciepłych typów. Kiedy już go nałożymy, nasza twarz przypomina buźkę laleczki z jej zdrowymi, uroczymi i młodzieńczymi rumieńcami. Pełna recenzja TUTAJ.
Clinique blushing blush powder blush w odcieniu 101 aglow, to jeden z tych róży, który jest wyjątkowy. Niby róż w odcieniu jasnego beżu z domieszką brzoskwini, złota i odrobiny koralu, niby czasami wygląda jak zwykły bronzer, a jednak cały czas nas zachwyca. Pasuje do każdego makijażu, czasami wychodzi na pierwszy plan, a czasami chowa się w cieniu i tylko czeka na swoją kolej.
Zero smug, zero problemów, a tysiące zachwytów i godzin spędzonych na policzkach.
Dlatego właśnie uwielbiam róże Clinique...


 ***ROZŚWIETLACZE***

Bronze Luminizer od Make up Factory kupiłam w Marionnaud.
Nie byłam do niego początkowo przekonana, podobał mi się, ale nie wiedziałam czy jest na tyle wyjątkowy, żeby go zatrzymać. Z czasem się zakochałam i uważam, że był to jeden z najlepszych zakupów 2012 roku. Kolor to jasny beż ze srebrem, który zawiera drobinki. W normalny świetle nie widać ich na twarzy, ale w sztucznym świetle czy w słońcu już można je dostrzec.
Daje widoczne rozświetlenie, od rana do wieczora mamy bling bling;)
TheBalm, Mary-Lou Manizer, czyli prawdziwy hit. Kolor szampana, który daje mocne, jednolite rozświetlenie. Nie, nie znajdziecie podobnego efektu wśród innych kosmetyków, żaden rozświetlacz czy cień z essence nie da wam takiego efektu.
Smashbox Baked Fusion Soft Lights Paltte, illusion. Ten rozświetlacz, podobnie jak paletka Zoevy, długo czekał na swoją kolej. Zawsze wydawało mi się, że efekt jest za delikatny, taki niewidoczny,
aż przyjrzałam się mu dokładniej. Efekt daje chłodniejszy niż Mary, bardziej srebrzysty.
Bobbi Brown shimmer Brick compact- Nectar i Bronze. Stosuje je zazwyczaj na bronzery czy róże
do podbicia kolor i rozświetlenia. Oba pięknie rozświetlają policzki, ale nie w sposób sztuczny i bardzo mocny; nadają taki naturalny efekt zdrowej, rozświetlonej skóry, który bardzo mi się podoba.


 ***UTRWALENIE***

Smashbox self-adjusting powder foundation (light LI-L2), odnaleziony na dnie kosmetyczki.
Używam kiedy po 6h na uczelni potrzebuję poprawki. Zachwycił mnie swoim naturalnym, niewidocznym efektem, idealnym kolorem i brakiem smug. Stosuję za pomocą załączonej gąbeczki i możecie wierzyć,
że nie potrzeba nawet lusterka! nie da rady sobie nim zrobić krzywdę...nie zostanie wam żaden nadmiar pudru, nie zrobi maski, ani nie pozwoli, żebyście po 30 minutach wyglądały jakbyście siedziały na słońcu w 40 stopniowym upale.



 ***BŁYSZCZYKI***

Murad Energizing Pomegranate Lip Protector spf 15, czyli uwielbiany przez mnie nawilżacz, który jest idealny na każdą porę roku. Jeżeli masz problem z popękanymi ustami, to jest to coś dla Ciebie.
Oprócz tego, że świetnie pielęgnuje i nawilża, nadaje się pod każdą szminkę.
EOS, czyli słynne jajeczko. Bardzo lubię i używam obecnie częściej niż Murad'a. Błyszczykiem on nie jest; to typowy balsam, ale niech już będzie w tej kategorii;)
Wygodna aplikacja, uroczy kształt i świetna pielęgnacja.
Lancome Fever Gloss, kolor 383 Beige Ballerine. Błyszczyk, który używałam kiedy chciałam rozjaśnić swoje usta; nadać im cielisty kolor. Wiecie pewnie, że uwielbiam błyszczyki FG za ich jakość i piękne kolory; jest to jeden z niewielu kosmetyków, który według mnie wart jest swojej ceny.
Chanel levres scintillantes, kolor 65 sesame, czyli jedyny kolor wśród błyszczyków Chanel, którym się zachwycam za każdym razem kiedy na niego patrzę. Uwielbiam za wszytko, chociaż ogólnie za marką Chanel nie przepadam. Sesame ukradł moje serce i rządzi nim zaraz obok gangu Feverów.
Lancome Juicy Tubes by nature, w słodkim kolorze cherry almond (04).
JT to typowe klejuchy, które sprawią, że z gaduły przemienicie się w osobę milczącą (magiczne działanie mordoklejki). W tym jednak przypadku JT wcale nie jest klejuchem.
Czuć, że nawilża nasze usta, a jego zapach cały czas zachwyca- przypomina mi odrobinę wiśniową mambę.
KOBO Pearl 'n' mineral - 105 sweet orange i 116 strawberry kupione na wyprzedaży w Naturze za ok 7zł okazały się być kolejnym odkryciem. Kolor sweet orange kupiłam po sprawdzeniu go na ręce.
Po nazwie spodziewałam się takiej sztucznej i nietwarzowej pomarańczy, a odkryłam pięknego, ciepłego nudzianka z nutką brzoskwini. Kolor ociepla, rozjaśnia usta, a cała twarz wygląda tak jakoś wyjątkowo.
Strawberry to typowa czerwień, na ustach kolor można stopniować.
W obu błyszczykach podoba mi się ich konsystencja oraz fakt, że nawet jeżeli nałożę je w sporej ilości, to żaden mi się nie wałkuje. Zdziwiła mnie też ich trwałość- przez długi czas byłam w szoku, że taką perełkę miałam tak długo pod ręką i gdyby nie ta promocja nawet bym o ty nie wiedziała.
Opakowaniem przypomina błyszczyki smashboxa;)
Clarins Instant Light Natural Lip Protector - 01 rose, 02 apricto, 03 nude.
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! za to, że łączą w sobie delikatne, piękne kolory, z niesamowitą pielęgnacją i obezwładniającym zapachem. Jeżeli dołożymy do tego świetną konsystencję, wygodny aplikator i porządną trwałość to pozostaje tylko oznajmić: prawdziwe KWC!


 ***SZMINKI***

Revlon colorburst lip butter- kolory 035 candy apple i 075 lollipop to słynne masełka do ust.
Polubiłam je o wiele bardziej niż masełka L'oreal. Kolor jest głęboki, masełka genialnie się rozprowadzają na ustach, przyjemnie pachną i nawilżają.
Ich cena nie jest wygórowana (według mnie), a kolory sprawiają, że ciągle krzyczę Jeszcze!
Wet n wild Megalast lip color- 966 don't blink pink/rose princesse oraz 907c mauve outta here, czyli moje małe odkrycie w szminkowym światku. Pomadki wet n wild cieszą się dużym zainteresowaniem ze względu na wiele pięknych kolorów, niską cenę i wysoką jakość.
Niestety trzeba je zamawiać online..jednak warto bo kolory są warte zainteresowania, trwałość rewelacyjna, a cena zachęcająca.
Dior Addict Lipstick; kolor 465 singuliere oraz 865 collection. Absolutne KWC.
Mogę pisać o nich prawdziwe poematy! Konsystencja jak z bajki, delikatna i super nawilżająca.
Porządne opakowanie, boska trwałość i oszałamiające kolory. Z wydajności też jestem bardzo zadowolona. Cena przeraża, ale na pewno mnie to nie zniechęci do dalszych zakupów.


 ***DELIKATNE SZMINKI***

Delikatne ponieważ nie są tak mocno kryjące, a ich efekt przypomina czasami bardziej błyszczyk.
Lovely Błyszczykowa pomadka do ust 02 i 06 odkryłam podczas wielkiej wyprzedaży w Rossmannie. Myślałam, że pomadki wibo staną się moimi hitami (i w sumie też nimi są), ale jednak te z lovely skradły moje serce w większym stopniu. Zapach arbuza jest niezwykle przyjemny, konsystencja faktycznie jak na błyszczykową pomadkę przystało, do tego piękne kolory. Szminka nie wysusza ust i nieźle się trzyma.
Celia pomadka nude 601 i 602. Kupiłam pod wpływem blogosfery;) jest to na pewno genialny kosmetyk, który nadaje ustom cudny, delikatny kolor. Opakowanie porządne, zapach fajny, trwałość nie jest powalająca i czasami mam wrażenie, że odrobinę wysuszają mi usta, ale wybaczam im to wszystko bo efekt jaki dają jest świetny i w tym przedziale cenowym nie mają sobie równych.


 ***PĘDZLE***

Essence wild craft duo brush pokochałam już po pierwszym użyciu.
Miał być używany do czegoś innego, ale skończył jako podwójny pędzel do rozświetlacza.
Większą częścią nakładam rozświetlacz na nos, szczyt kości policzkowych i skronie, mniejszym pod łuk brwiowy, nad łukiem kupidyna i czasami w kąciki oczu.
Elf blush brush, czyli idealny pędzel do różu, miękki, łatwy w użyciu, świetnie wyważony i trwały.
Do tej pory nie wypadł z niego ani jeden włosek.
Pędzle ecotools z zestawu kabuki i innych zestawów, które zostały ze sobą połączone.
Uwielbiam ich używać, są miękkie, łatwo się je czyści, a mniejszymi pędzelkami łatwo zaaplikować korektor czy inne ustrojstwo.
Pędzle do oczu: elf eyeshadow c brush, inglot 23T do eyelinera, smashbox shadow liner brush 30, smashbox shadow brush 32, smashbox smudger brush 33. Tylko tyle, albo aż tyle;)



 ***ZAPACH***

Amor Amor Tentation- uwodzi mnie, oj uwodzi....


 ***ROZCZAROWANIE***

Kobo pearl illusion eye shadow- 501 natural shine, miał być piękny cielisty cień o delikatnie satynowym wykończeniu, idealny na dzień, a na powiekach wyszedł różowy potworek, który sprawia, że moje oczy są czerwone niczym u królika...
Urban Decay primer potion. Hit wielu osób u mnie się kompletnie nie sprawdził. Owszem przedłuża trwałość cieni, ale może na ok. 2h...W sumie już się przyzwyczaiłam, że to co dla wielu jest Hitem, dla mnie zazwyczaj jest Kitem.
lakiery OPI- what's with the cattitude? who the shrek are you? Funky Dunkey, Black Onyx, Rumple's wiggin', I pink I love you (jeszcze najbardziej lubię za kolor).
Lakiery są bardzo trudne w aplikacji, często robią smugi, niesamowicie szybko schodzą z paznokci (już na drugi dzień), robią też bąble. Wtf? lakier za takie pieniądze powinien mi śpiewać pieśni miłosne, a nie wnerwiać kiedy przy 3 warstwie nadal widzę prześwity...
Miały się tu znaleźć jeszcze niektóre mazidła z Choisee, ale stwierdziłam, że należy dam im jeszcze szansę. Nie chcę żeby ktoś później stwierdził, że byłam do nich uprzedzona i nie dałam im szansy.


 ***WYRÓŻNIENIE***

BeneFit thegloss, odcień no peeking otrzymuje wyróżnienie za bycie światełkiem w tunelu mojej niechęci do tej marki, którą uważam za przereklamowaną (niah niah zła bestia ze mnie!).
Kupiony tak z braku laku (nałogowcy przecież tak mają, że kupują tylko żeby kupić), zachwycił mnie tym, że w swoich właściwościach pielęgnacyjnych nie ustępuje Muradowi. Ma piękny słodki zapach,
świetną konsystencję, która trochę przypomina mi konsystencję Fever Glossów i udany kolor naturalnego różu.
Szkoda, że drugi błyszczol z tej serii nie był już taki cudny...no, ale ważne, że mam tego "dziada".


Czy któryś z tych kosmetyków jest wam znany? a może coś z tego jest na waszej wish liście;)? lub na czarnej liście?:D

PROPONOWANE POSTY:

45 komentarze

  1. Clarins Instant Light Natural Lip Protector uwielbiam! Również moje KWC, niezmiennie, od kilku lat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Max Factor Face Finity all day flawless w moim przypadku to KIT 2012 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam:D hehe niesamowite jak różnie ten sam kosmetyk sprawuje się u innych osób;)

      Usuń
  3. zastanawiam się właśnie nad zakupem tego podkładu Max Factor :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Clarins Instant Light Natural Lip Protector i róże z theBalm to moi najwięksi ulubieńcy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile tych zachwytów :). Vatiki nie znoszę i nie jestem w stanie stworzyć z nią jakiegokolwiek związku :D. Pomadki z Lovely są lepsze niż z Wibo? To może dam im szansę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy tylu nowych mazidłach, które kupiłam to pikuś:D
      Jakoś bardziej mi się podobają. Konsystencje mają podobną, ale zapach ładniejszy i jakoś opakowanie mniej drażni;)

      Usuń
  6. Też lubię olejek arganowy ;) A paletkę Zoevy zamawiasz przez internet? Zrobiłabym mały zakup w Zoevie gdyby nie koszt przesyłki ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No kupiłam ją online:) na wizażu jest specjalny wątek zoevy (sama go zakładałam:D) i kiedyś tam dziewczyny organizowały grupowe zamówienia:)

      Usuń
  7. Przypomniałaś mi, że miałam wypróbować Vatikę :) Sporo tego!

    OdpowiedzUsuń
  8. i moje odkrycie to ten peeling waniliowy .Genialne dzialanie i ten zapach , który nie wietrzeje jeszcze długo ze skóry ! nawet moj M w łóżku zawsze go wyczuwa :D

    co do seche -ja akurat używa Sally H i jest samo .Chyba taki urok wysuszaczy poprostu . Mają wysuszać i robią to świetnie -jednak podczas ciągłego odkręcania buteleczki wysuszają też same siebie . Jeśli ktoś sięga często to tym szybciej ten proces ma miejsce .
    Jedak nie wyobrażam sobie bez :)

    Najbardziej podziekuję Ci za skuszenie i pomoc w nabyciu Mary Lou. To moj ulubiony rozświtelacz i kurcze odkąd go posiadam jakoś pozbyłam się nawyku szukania nadal . Dla mnie idealny :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że tak Mary polubiłaś:) i że mogłam Ci pomóc;)

      czytałam ostatnio o tym wysuszaczu Sally i właśnie dziewczyna pisała, że gęstnieje. No widać faktycznie taki ich urok;):)

      Usuń
  9. u mnie też baza do powiek Urban decay się nie sprawdziła, jak dobrze ze nie jestem sama bo już myślałam że coś z moimi powiekami jest nie tak;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff to dobrze, że też nie jestem sama;)

      Usuń
  10. olejek myjący z BU to też moje odkrycie zeszłego roku
    jest po prostu rewelacyjny!
    na peeling waniliowy dzięki Tobie chyba też się skuszę ;)
    pzdr
    Jus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać jak kupisz peeling i już poużywasz;)

      Usuń
  11. Też posiadam ten liner Essence i uważam, że jest świetny :)
    Baza UD u mnie sprawdza się doskonale :D
    Do tego jesteś kolejną osobą, która zachęca mnie do oczyszczania twarzy olejkiem ;)

    Sporo tych ulubieńców masz, w dodatku same perełki - zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego olejku jestem bardzo zadowolona, ale na pewno bym się nie zdecydowała na OCM ;) jednak boję się, że by mnie wysypało porządnie

      Usuń
  12. Wow bardzo dużo tych kosmetyków. Ale jestem zaskoczona, ze w dziale rozczarowań znalazł się Urban Decay primer potion.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz u mnie jest często, że to co wszyscy zachwalają się całkowicie nie sprawdza;)

      sporo kosmetyków bo i sporo mi w tym roku przybyło:)

      Usuń
  13. Zastanawiałam się nad tym złotym scrubem, aż w końcu ktoś go kupił i po dylemacie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno się już pojawił na nowo:D

      Usuń
  14. ja na Benefit napalam się jak chińczyk na miskę ryżu za każdym razem jak jestem w Sephorze XD

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale fajny post!
    Vatika - moje zachwyty nad tym olejem niestety dość mocno osłabły - w połowie 2 butelki efekt miałam odwrotny niż dotychczas - potwornie zaczął mi przesuszać włosy :(( Czas więc na przerwę.

    primer Urban Decay - u mnie się sprawdził super, jednak brokatowe cienie tej firmy doprowadzały mnie do szewskiej pasji... Do tego stopnia, że całą paletę...sprezentowałam koleżance :P

    A OPI, no cóż...Myślę, że kiedyś były o wiele lepszej jakości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu to muszę uważać na Vatikę skoro może takie kuku robić po pewnym czasie:>

      Usuń
  16. Ja z kolei mam odwrotnie z lakierami :-) z uwagi na pędzelek. Msełko Revlonu tez mi się nie sprawdziło - jednak zaznaczam że mam jasny odcień. Ale zgadzam się w 100% co do pędzla Ecotools.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo obszerny i inspirujący post :)

    OdpowiedzUsuń
  18. To się nazywa podsumowanie. Bardzo przyjemna wieczorna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  19. jak nie do końca się wczytuję w takie podsumowania, tak Twoje bardzo mi się podoba :)
    Zaintrygowałaś mnie tą paletką Zoevy :) masz jakieś słocze? na oczach wygląda pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że Ci się spodobało:)!
      jeszcze nie mam bo ciągle do niej podchodziłam jak pies do jeża i po jakimś czasie mnie olśniło, że przecież ona zasługuje na 6 z plusem, a ja ciągle czegoś na siłę w niej szukam na "nie";)
      Za jakiś czas zrobię:) tylko teraz nie będzie kiedy bo w week na uczelni, a później do Szczawnicy jadę na 2 tyg więc dopiero jak wrócę ;)

      Usuń
  20. Bardzo ciekawy i przydatny post !
    " Przez " Ciebie mam ochotę wypróbować lakiery China Glaze. Dziękuję za ostrzeżenie przed OPI. A co myślisz o Essie ? Dziś stałam przed ich szafą ( mam je w " hebe ", choć oferta uboga :/ ) i koniec końców wyszłam z nowymi Revlonami. Nie spodziewałam się, ale lakiery tej marki zostały moim hitem :-)
    Jeśli chodzi o Twoją listę - mnie również ogromnie podobają się Lip Butters, mam 3 kolory, a Cotton Candy jest najukochańszy.
    Aaaa i cieszę się, ze jednak benefit choć trochę do Ciebie przemówił :P U mnie jest co prawda kilka kitów tej marki, ale na liście hitów są tinty i najnowsze " pluszowe " błyszczyki. To im się wyjątkowo udało !
    Szczęśliwego Nowego Kosmetycznego, Dim :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pluszowe błyszczyki:>? chyba coś mi uciekło:D
      essie mam jeden, słynną miętkę;) i mam ochotę na więcej bo bardzo lubię ten lakier. Moja siostra ma koralowy i jakiś czerwony i również jest bardzo zadowolona.
      Lakierów Revlona jeszcze nie miałam i może to błąd skoro tak je lubisz;)
      Cotton Candy jest na mojej liście:)
      dziękuję i wzajemnie:)

      Usuń
    2. Na essiakową miętkę właśnie miałam ochotę, stałam przed szafą jak głupia i dumałam :P W końcu wzięłam Blue Lagoon z Revlona, który jest bardziej błękitny, ale i tak jestem zadowolona. Z lakierami R. to jest chyba tak, że wiele osób lubi, wiele nienawidzi, choć mnie ( na ok. 10 odcieni, które mam ) nie trafił się żaden bubel. Za prawdziwy evergreen uważam " Grey Suede ", ale 2 nowe nabytki aktualnie skradły moje serce ( choć gust zawsze miałam klasyczny ) : " Sparkling " i " Facets of Fuchsia " .
      Benefitkowe błyszczyki to te : http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=55987
      Zrobiłam zapas, więc w razie czego, daj znać ;-)
      Ściskam i do napisania po powrocie :-)

      Usuń
  21. Bardzo przydatny post kochana! ♥
    Kochana zapraszam Cię na konkurs na moim blogu, wybieram 2 zwycięzców i są 2 nagrody ♥ http://wiktoriabachowskaphotography.blogspot.com/2013/01/carmex-competition.html

    OdpowiedzUsuń
  22. Clarins jest prześwietny! A jednym z moich ulubionych zapachów jest Amore Amore - tyle że ten zwykły :)
    Oh, sporo tego jest! Jakbym też zrobiła takie podsumowanie, to nie sądzę, ze miałabym aż tyle kosmetyków ^^
    Ah, potwornie chciałam róż od Essence z kolekcji Zmierzchu, ale nie zdążyłam go kupić... smutno mi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh jak go gdzieś jeszcze upoluję to zrobię malutkie rozdanie po tym dużym;)
      Zwykłego Amorka też miałam:) jednak wole coś mocniejszego, ale zapach bardzo ładny wiele osób go uwielbia:)
      no wiesz....tyle w tym roku mi przybyło, że i było w czym wybierać;) a sporo perełek znalazłam:)

      Usuń
  23. mój faworyt "Maybelline the Colossal Volum' express" :D uwielbiam ten tusz

    OdpowiedzUsuń
  24. Ło matko, ile cudowności!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. strasznie podoba mi się twój blog , cos czuję że zagrzeję tu miejsce na dłuzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i oczywiście zapraszam na dłużej xD ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz:) Jeżeli masz jakieś pytanie odnośnie starszego posta- proszę napisz maila, bo niestety, ale takie komentarze pod starymi notkami łatwo przeoczyć.

Like us on Facebook

Flickr Images

I N S T A G R A M