Luźny Piątek: strony i sklepy internetowe, które uwielbiam

Postanowiłam dodać na blogu taki nowy cykl postów, który będzie zatytułowany Luźny Piątek. O co chodzi? ano będą to notki o trochę innej tematyce niż kosmetyczna. Nie zmieniam bloga na lajfstajlowego, po prostu stwierdziłam, że co jakiś czas, niekoniecznie w każdy piątek, napiszę o stronach internetowych, które według mnie warto poznać, o serialach, czy ciekawych książkach, bo w końcu nie samymi kosmetykami człowiek żyje. Dzisiaj będzie właśnie o stronach, które mogą osłodzić wam życie oraz sklepach online, z których często zamawiam, bo jak już kiedyś pisałam, nie lubię chodzić po galeriach handlowych, więc 90% zakupów ciuchowych robię przez internet (kosmetycznych może z 60% ;)).


Przypuszczam, że większość z was kojarzy te strony, bo w końcu są znane; może już z nich korzystaliście, a może jeszcze nie, bo obawiacie się, że będzie problem ze zwrotem, nie będą chcieli oddać pieniędzy lub pojawią się inne problemy, przez które stracicie nie tylko czas, ale i pieniądze. Nie przedłużając, zapraszam wszystkich zainteresowanych na pierwszy post z serii Luźny Piątek i mam nadzieję, ze wam się spodoba!

Essence LE Beach Cruisers - lakier 03 Keep Calm and Go to the Beach!



Edycja limitowana Beach Cruisers pojawiła się już stosunkowo dawno, ale do tej pory można ją znaleźć zarówno w Drogeriach Natura, jak i w Hebe. Co więcej, limitka wcale nie była tak rozchwytywana, więc można jeszcze upolować wiele rzeczy, które wchodzą w jej skład, czyli cienie, błyszczyki, puder brązujący, dwa eyelinery w płynie, wodoodporny top coat do rzęs, a właściwie tuszu, oraz spray do ciała, lakiery, róż, który jest identyczny jak dostępny kiedyś w limitce Miami Roller Girl, oraz torba na bikini. 
Z całej oferty wybrałam oba wodoodporne eyelinery, które zachwyciły mnie swoimi kolorami, oraz jeden lakier, z dostępnych czterech, w morskim odcieniu (wszystkie lakiery mają wykończenie piaskowe). 


03 Keep Calm and Go to the Beach! od razu rzuca się w oczy, niby zwykły morski odcień, z dużym dodatkiem turkusu, więc dla niektórych może być to bardziej turkus z nutką morskiego (wiem, niby jeden kij;)) ze złotymi i zielonymi drobinkami, które bardzo dobrze widać w buteleczce. 

Chanel Illusion D'Ombre 82 Emerveille

Pewnie większość z was ma w swoim posiadaniu jakieś cienie o innej konsystencji niż ta klasyczna, prasowana. Kosmetyki w musie, kremie czy też w żelu podbiły już niejedno serce i nawet najbardziej oporni mają na nie coraz większą ochotę; zwłaszcza jeżeli przeglądają blogi, na których mnóstwo pozytywnych recenzji takich produktów.



Moja przygoda z takimi cienia zaczęła się kilka lat temu, kiedy essence wypuściło edycję limitowaną, w skład której wchodziły właśnie cienie w musie. Nie pamiętam dokładnie, która to była limitka, bo już wszystkie mi się mieszają, więc wybaczcie;)
Kupiłam dwa cienie i od tego momentu oficjalnie powiększyłam grono posiadaczek takich kosmetyków. 
Początkowo byłam nastawiona do tych cieni sceptycznie, ale wolałam wydać kilkanaście złotych na te cuda, które swoją drogą były mocno zachwalane, niż stracić kilkadziesiąt złotych w przypadku zakupu musy z innej, droższej marki. 
Jestem posiadaczką tłustych powiek, więc od razu założyłam, że produkty o takiej konsystencji będzie prawdziwą tragedią: zacznie się rolować w załamaniu i po 2 godzinach od nałożenia nie będzie po nim śladu. 
Jednak jak to czasem w życiu bywa, cienie okazały się być strzałem w dziesiątkę. Nie tylko były trwałe, ale także szybciej i lepiej się je nakładało na powieki, niż prasowane, więc postanowiłam powiększyć ich grono i zaczęłam kupować również te droższych marek - MAC, Maybelline, Stila czy właśnie Chanel. 


MAC Loose Blot Powder

O kolorówce MAC przeczytałam po raz pierwszy na portalu wizaż.pl.
Udzielałam się na różnych wątkach i dopiero powoli wchodziłam w ten cały kosmetyczny świat, który, jak się okazało, na dobre mnie wciągnął.
Długo wzdychałam do monitora patrząc na róże, przepiękne szminki nude, na których punkcie miałam w tamtym okresie prawdziwego bzika, oraz na słynne pigmenty. Niestety, kosmetyków MACa wtedy nie dało się kupić online tak jak teraz (za wyjątkiem odsypek pigmentów, ale i w tym przypadku trzeba było uważać na oszustów), w Krakowie nie bywałam (zresztą nawet nie wiem czy wtedy już był tam salon), a na ebay'u bałam się kupować żeby nie wydać kilkudziesięciu złotych na produkt, który może okazać się podróbką; tak więc pozostawało mi czytanie zachwytów dziewczyn, które używały mazideł tej marki.


Jednak pewnego dnia dzięki pomocy internetowej koleżanki, udało mi się kupić mój pierwszy kosmetyk MACa. Wyczekiwałam na przesyłkę wyobrażając sobie jak to moja cera będzie wyglądała - niczym po photoshopie. Pięknie wygładzona skóra, zero widocznych porów, a o jej przetłuszczaniu się  będę mogła całkowicie zapomnieć.
Dzisiejszy post jest takim powrotem do przeszłości - w końcu to było moje pierwsze spotkanie z marką MAC i droższą kolorówką ;)

Maskara L'oreal Paris Volume Million Lashes So Couture

Tusz do rzęs to kosmetyk, od którego wiele wymagam. Ma wydłużać, pogrubiać, delikatnie podkręcać  moje rzęsy oraz pięknie je rozdzielać. Najlepiej żeby dawał efekt sztucznych rzęs.
Zadanie do łatwych nie należy, bo nie zostałam obdarzona przez naturę pięknymi firankami, na których każdy tusz wyczaruje cuda. Niestety, u mnie trzeba się więcej namachać, aby coś tam było widać dlatego wciąż poszukuję, testuję
i czasami klnę, bo z rzęs zostają mi trzy sklejone kupki, których nie da się rozczesać, a czas goni i nagle okazuje się, że trzeba już wychodzić.
Wyobrażacie sobie minę ludzi, którzy z wami rozmawiają i coraz szerzej otwierają usta patrząc na te pajęcze nóżki?



Wracając jednak do tematu notki...miałam możliwość przetestowania tuszu L'oreal Volume Million Lashes So Couture, po który chętnie sięgnęłam, ponieważ wcześniejszy tusz tej samej marki (efekt motyla) bardzo przypadł mi do gustu.
So Couture przetestowałam porządnie; w końcu już mi się kończy, więc spędził ze mną sporo czasu i często używałam go do wykończenia makijażu oczu.


Zachciewajki kosmetyczne - co planuję przygarnąć?

Świat blogowy nieustająco kusi. Kiedy już wydaje mi się, że niczego więcej nie potrzebuję, nagle okazuje się, że na rynku pojawił się jakiś genialny kosmetyk, który sprawi, że od razu dojdzie nam +100 do urody, dobrego humoru, seksapilu i tak przy okazji -100 do portfela. 


Na mojej liście zachciewajek kosmetycznych może nie ma sporo kosmetyków, ale niestety cena większości z nich powoduje, że ciągle czekam na jakąś dobrą promocję aby chociaż trochę grosza zostało w portfelu. 


Oczywiście na pewno nie uda mi się wytrzymać bez kupowania lakierów Essie czy czegoś z limitek essence, ale od czasu do czasu chyba można pozwolić sobie na taki mały zakup;)? 


Zapraszam zatem na krótki przegląd kosmetyków, które mam zamiar przygarnąć jeszcze w 2014 roku.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Marki

Academie (2) alterra (1) alverde (2) ardell (1) artdeco (1) astor (1) Avon (2) Bandi (2) Barbra (1) batiste (1) Beauty Blender (4) bee naturals (1) Bell (5) BeneFit (13) BingoSpa (1) biochemia urody (9) Biotherm (2) blend-a-med (2) Bobbi Brown (4) Borghese (6) Bourjois (16) bubel (4) Bvlgari (1) Calvin Klein (6) calzedonia (1) Casio (2) catrice (23) ccs foot professional (1) Celia (1) Chanel (19) china glaze (4) choisee (1) Choisee Natural Cosmetics (2) CK (2) Clarena (1) Clarins (7) Clinique (21) colour alike (3) Coryse Salome (1) Cosmopolitan Blend Perfection Sponge (3) Cosmoveda (2) CoverGirl (8) crest (1) DeBe (1) delia (11) demakijaż (4) dermena (1) Dior (14) DIY (2) dolce gabbana (1) dor (1) E.L.F. (21) ebay (3) ecotools (8) EDM (2) elf (25) Elizabeth Arden (1) Elseve (5) emu gold (3) eos (2) Essence (58) essie (21) estee lauder (6) Etiaxil (1) Etude House (1) Eveline (7) Everyday Minerals (3) Farmona (5) Flormar (4) Frederic Fekkai (1) Fusion Beauty (1) Garnier (7) Giorgio Armani (1) givenchy (4) Golden Rose (15) Gosh (5) Grashka (1) Green Pharmacy (1) gucci (1) Guerlain (8) hean (3) Helena Rubinstein (4) helfy (1) Holika Holika (1) HR (1) iherb (7) ikos (3) Inglot (4) instituto ganassini (5) isadora (1) jane iredale (2) Jantar (1) jardin (1) John Frieda (1) Joursna (1) Kallos (2) Kiko (1) KKCenterhk (6) Kobo (9) kolastyna (3) Korres (13) L'biotica (4) L'oreal (30) Lancome (7) Lemax (1) Life (3) limited edition (24) Lioele (8) Lipfusion (2) lovely (55) luna twilight (2) LUSH (3) MAC (32) Maestro (1) Make Up Factory (4) make up for ever (1) Make-up Atelier (3) makijaż (15) manhattan (8) manicure (12) Max Factor (18) Maybelline (33) miss selene (8) miss sporty (3) Missha (1) MIYO (1) Moschino (2) MUFE (1) Murad (4) My secret (6) nail tek II (3) NARS (14) Nivea (2) Nouba (1) now solutions (1) nubian heritage (1) NYC (1) NYX (14) Only You (2) OPI (14) oral-b (1) Organic Therapy (5) Organique (2) Organix Cosmetix (2) Oriflame (3) Orly (5) p2 (1) Paese (3) Pat&Rub (2) Physicians Formula (1) pielęgnacja (22) Pilomax (1) podróbki (16) prywata (15) PUPA (1) real techniqus (5) Receptury Babuszki Agafii (2) Red Cherry (2) revalid (2) Revlon (8) Rimmel (8) Sally Hansen (9) schwarzkopf (1) seche vite (2) Sensique (13) Sesa (1) Shiseido (1) shu uemura (2) Sierra Bees (1) Sigma (1) skin79 (3) SkinFood (12) Sleek (1) smashbox (26) Stargazer (1) Stila (10) Suiskin (1) super-pharm (6) Sylveco (2) Tag (21) tangle teezer (1) The Oriental BB (3) The Secret Soap Store (1) TheBalm (35) Too faced (2) tołpa (5) travalo (1) Urban Decay (6) uriage (1) Vatika (2) w7 (1) wet n wild (3) Wibo (72) włosy (14) Yankee Candle (1) YSL (5) yves rocher (8) zakupy (49) Zoeva (5) Zoya (10) zużycia (1)