Żegnajcie blizny i rozstępy! Rycerz Kolagen Wielki NTC nadchodzi

Wracam po dłuższej przerwie w blogowaniu i ten "wielki" powrót rozpoczynam od recenzji kolejnej buteleczki kolagenu NTC, którą tym razem stosowałam na "kocie" blizny oraz rozstępy. Co więcej, podzielę się z wami moimi wrażeniami po całkowitym zużyciu pierwszej sztuki NTC, której zawartość lądowała na mym licu.


Zarówno sam kolagen, a właściwie tropokolagen, jak i kwas hialuronowy charakteryzują się wieloma cudownymi właściwościami. 
Tropokolagen, czyli nanocząsteczka, jest podstawową jednostką kolagenu (najważniejszego białka strukturalnego w organizmie człowieka tworzącego skórę). Tropokolagen dzięki swoim wymiarom (280nm x 1,5 nm) swobodnie wnika do skóry właściwiej przez pory skóry. Jeżeli chodzi o kwas hialuronowy, to jest to podstawowy składnik naszej skóry, który posiada zdolność wiązania cząsteczek wody, utrzymując tym samym prawidłowy poziom nawilżenia. Wypełnia także przestrzeń siatki kolagenowej nadając skórze elastyczność i przyczyniając się do redukcji zmarszczek. 
Kolagen NTC ma za zadanie spowalniać procesy starzenia, optymalnie nawilżać skórę, przywracać jej sprężystość i jędrność, redukować przebarwienia i blizny, niwelować rozstępy oraz cellulit, a także poprawiać komfort higieny intymnej. Produkt nie zawiera sztucznych barwników czy też parabenów, ma postać bezbarwnego żelu, a jego pH wynosi ok. 4. 
Opis producenta na pewno zachęca do sięgnięcia po takie cudo, ale jak wiemy, najważniejsze są efekty, więc jeżeli jesteście ciekawi jak Kolagen NTC sprawdził się u mnie, zapraszam dalej.

Delia Cosmetics - kolekcja makijażowa wiosna/lato + konkurs dla was

Wprawdzie pogoda nas nie rozpieszcza, ale od pewnego czasu mamy już wiosnę, a lato zbliża się wielkimi krokami. Na ten właśnie okres, polska firma kosmetyczna, którą zapewne niektórzy dobrze znacie, Delia Cosmetics, promuje makijaż, w którym dominujące kolory, to róż i brzoskwinia. Ma być świeżo i lekko, bez zbędnych ton makijażu, które o ile na zdjęciach wyglądają dobrze, o tyle w rzeczywistości bardziej odstraszają i wyglądają jak makijaże robione specjalnie dla drag queen.
Kolekcja makijażowa na okres wiosna/lato składa się z kilku produktów, które mogą zainteresować wiele osób i cieszę się, że mogę wam je pokazać, a nawet rozdać cztery zestawy, ale o tym będzie na końcu, więc radzę czytać uważnie, aby niczego nie przeoczyć.


W kolekcji kosmetyków promowanych na ten okres jest łącznie 10 produktów w odcieniach różu lub brzoskwini. Są po dwa produkty do twarzy, błyszczyki, szminki, lakiery i cienie do powiek, więc jest w czym wybierać, a i z czego stworzyć taki wiosenny, lekki i świeży look. 
Bardzo lubię kiedy polskie marki się rozwijają, oferują coraz to ciekawsze produkty i faktycznie można wśród nich znaleźć kosmetyczne perełki (mi się to udało). 
Zdjęcia były robione w świetle dziennym oraz z lampą, więc będzie ich sporo abyście mogli dokładnie zobaczyć kolory wszystkich kosmetyków. 


Produkty do usuwania skórek z Sally Hansen: Instant Cuticle Remover, Problem Cuticle Remover i Cuticle Eraser +balm

Produkty do usuwania skórek z Sally Hansen są większości zapewne dobrze znane, szczególnie bezbarwny żel zamknięty w niebieskim, plastikowym opakowaniu.
Po zalaniu blogosfery tym wspaniałym preparatem, kliknęłam jedną sztukę na allegro i od tej pory regularnie po niego sięgam, aby pozbyć się nieestetycznie wyglądających skórek, które uwielbiają zalewać moją płytkę paznokciową.
Z racji tego, że często kupuję różne kosmetyki przez internet, mam już taki nawyk przeglądania wszystkich aukcji sprzedawcy, od którego coś kupuję (w końcu raz się płaci za przesyłkę, to można coś dobrać - taka kobieca logika;), któregoś razu natrafiłam na inne wersje tego cuda z Sally Hansen. 


Ceny nie były powalające, więc zaryzykowałam, kliknęłam i zapłaciłam. 
Od tej pory, a było to dość dawno temu, testuje wszystkie trzy preparaty i mogę już coś więcej o nich napisać, a także porównać je ze sobą, więc jeżeli ktoś jest zainteresowany preparatami do usuwania skórek, to zapraszam do lektury. 

Zakupowo: kosmetyki kupione w kwietniu

Podsumowanie zakupów dokonanych w kwietniu będzie się trochę ciągnęło, bo
i sporo się tego nazbierała. 

Coś mi się wydaje, że w maju może być tego równie dużo.
Za prawie wszystko winię promocje, które w kwietniu były chyba wszędzie. Natura, Hebe, Super-Pharm i Rossmann. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym jednak nie uległa i nie skorzystała z którejś z nich, więc nic dziwnego, że nagle nazbierało się tyle nowych mazideł.


Najwięcej poszalałam w Rossmannie, zwłaszcza podczas ostatniej części promocji -49%, która dotyczyła produktów do ust oraz lakierów do paznokci. 
Obecna pora roku spowodowała, że oprócz nieśmiertelnej czerwieni na ustach, chciałam dorwać coś żywego, wesołego i rzucającego się w oczy. 
Jednak musicie trochę poczekać na prezentację tych piękności, ponieważ pokażę je w innym poście, bo w końcu nie zostały one zakupione w kwietniu, a tego miesiąca dotyczy ten post. 




Ulubieńcy marca i kwietnia

Nie za często robię post z ulubieńcami, bo albo ciągle sięgam po inne kosmetyki i ciężko mi wśród nich wytypować największych faworytów, albo sięgam wciąż po to samo, co już zresztą pokazywałam na blogu, więc nie ma sensu znów robić o tym post.
Na szczęście ostatnio trochę się zmieniło. Niektóre z tych mazideł są u mnie od niedawna, a inne siedzą w kufrze od dłuższego czasu, ale zupełnie o nich zapomniałam, więc można napisać, że dostały drugie życie.
Jednego kosmetyku nie udało mi się znaleźć, gdzieś go zapodziałam podczas małych porządków, więc wstawię zdjęcie z internetu.


Oczywiście najwięcej ulubieńców jest wśród kolorówki, ale nie zabrakło tu też pielęgnacji, więc mam nadzieję, że coś wam wpadnie w oko i może skutecznie skuszę was na małe zakupy, bo w końcu ja tak lubię kusić;)


Essie - 770 Bangle Jangle, czyli lakier, który warto kupić

Są lakiery, w których kolorach można się zakochać w ciągu sekundy. 
Ja tak miałam w przypadku odcienia Bangle Jangle, na który natrafiłam przypadkiem w internecie podczas poszukiwań zdjęć i swatchy koloru Urban Jungle. 
Na monitorze nagle ukazało się zdjęcie przepięknej, chłodnej, trochę brudnej, szarej lawendy, która od razu mi się spodobała. 
W końcu już od kilku lat znana jest moja słabość do wszelkich odcieni fioletu, wrzosów, lilii czy właśnie takich lawendowych kolorów. 


Niestety, z upolowaniem Bangle Jangle łatwo nie było, ponieważ nie mogłam go znaleźć w żadnym sklepie internetowym. Na allegro również go nie było (teraz sprawdzałam i widzę, że się pojawił), ale wytrwale przeglądałam aukcje internetowe i w końcu udało mi się go upolować.
Co prawda kupiłam sztukę z wąskim pędzelkiem, za którym nie przepadam, ale pomimo tego, nie mogłam przepuścić takiej okazji. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...